fbpx

Tabletki na życie

Maja Wąsała

TABLETKI NA ŻYCIE

111 opowieści rozjaśniających życia treści

Copyright © 2023 Maja Wąsała

Copyright © 2023 Biały Wiatr sp z oo

– Mamo, nakleisz mi plasterek na palca?

– Tutaj?

– Tak.

– Ale tu nie ma żadnej rany, synku.

– To nic. Kiedy to zrobisz, uleczysz mnie całego.

SPIS TREŚCI

WSTĘP

CZĘŚĆ 1: PO PROSTU ŻYCIE

Tabletka na życie

Tabletka na zapalenie duszy

Tabletka na brak

Tabletka na wieczne nigdy

Tabletka na wstyd

Tabletka na karierę

Tabletka na nieuważność

Tabletka na obfitość

Tabletka na konsumpcję

Tabletka na wiosnę

Tabletka na strach

Tabletka na śmierć i życie

Tabletka na koniec świata

Tabletka na dobre zmarnowanie dnia

CZĘŚĆ 2: CZŁOWIEK CZŁOWIEKOWI ANIOŁEM

Tabletka na życzliwość

Tabletka na porównywanie

Tabletka na dobry dzień dobry

Tabletka na codzienne upadki

Tabletka na anioły

Tabletka na pośpiech

Tabletka na złe słowa

Tabletka na lekarza

Tabletka na myślenie

Tabletka na czarną godzinę

Tabletka na kłamstwo

Tabletka na ból

Tabletka na gaszenie

Tabletka na bycie lepszym

Tabletka na depresję

Tabletka na ludzką krytykę

CZĘŚĆ 3 : BYĆ KOBIETĄ

Tabletka na zmęczenie życiem

Tabletka na nieczułość

Tabletka na zakupy

Tabletka na bycie najświętszą

Tabletka na trójpolówkę życia

Tabletka na zazdrość

Tabletka na zbyt dobrą pamięć

Tabletka na ósmy dzień tygodnia

Tabletka na siebie

Tabletka na szary dzień

Tabletka na złote rady

Tabletka na wariatkę

Tabletka na głupie myśli

Tabletka na życiowe wypalenie

Tabletka na Boże Narodzenie

Tabletka na starzenie

Tabletka na wewnętrznego krytyka

Tabletka na gasnącą miłość

Tabletka na życiowy perfekcjonizm

Tabletka na powolność

Tabletka na zbyt czysty dom

Tabletka na zwolnienie

CZĘŚĆ 4: ON I ONA ORAZ MIŁOŚĆ SZALONA

Tabletka na żonę doskonałą

Tabletka na fit kuchnię

Tabletka na obiad

Tabletka na razem lepiej

Tabletka na małżeństwo

Tabletka na poradniki o miłości

Tabletka na wieloletnie pożądanie

Tabletka na randki powszednie

Tabletka na trudne powroty

Tabletka na rozwód codzienny

Tabletka na męża

Tabletka na (wystarczająco) udany związek

Tabletka na mindfulness z Wieśkiem w tle

Tabletka na mężczyznę Nowej Ziemi

CZĘŚĆ 5: GDYBY NIE DZIECI, GDYBY NIE RODZINA

Tabletka na zbyt grzeczne dzieci

Tabletka na Dzień Matki

Tabletka na prawdziwe lato

Tabletka na życie z pasją

Tabletka na rodzicielstwo

Tabletka na bezwarunkową miłość

Tabletka na brak skrzydeł

Tabletka na zbyt poważne życie

Tabletka na wakacje

Tabletka na dorosłe dzieci

Tabletka na deszcz

Tabletka na rodzinę z krwi i kości

Tabletka na marzenia

Tabletka na niedzielną nudę

Tabletka na niechciany dar

Tabletka na zmartwioną matkę

Tabletka na wiarę

CZĘŚĆ 6: ROZMOWY Z MISTRZAMI

Tabletka na brak światła

Tabletka na łzy

Tabletka na Wielkanoc

Tabletka na śmiertelność

Tabletka na chorobę

Tabletka na szczęście I

Tabletka na życiową porażkę

Tabletka na ból życia

Tabletka na brak pasji

Tabletka na niedecyzyjność

Tabletka na powrót do Źródła

Tabletka na odwagę

Tabletka na brak sukcesu

Tabletka na ciągłe poszukiwania

Tabletka na uzdrowienie

Tabletka na przemądrzałość

Tabletka na szczęście II

Tabletka na iluzję i łatwowierność

Tabletka na brak sensu

CZĘŚĆ 7: BOSKIE SPRAWY

Tabletka na Boga Żywego

Tabletka na nienasycenie

Tabletka na zabicie duszy

Tabletka na oświecenie

Tabletka na grę w życie

Tabletka na jęczenie

Tabletka na Matkę Boską

Tabletka na modlitwę

Tabletka na nawrócenie

Ostatnia tabletka na życie

O AUTORCE

WSTĘP

Czy można chorować z powodu życia?

Intrygujące pytanie, na które odpowiedź nie jest taka prosta.

Można z powodu życia cierpieć, można się cieszyć, można być zagubionym. Najczęściej szukamy wówczas rozwiązań. Nierzadko próbujemy uciekać od bólu i dyskomfortu… w udawanie, w wyparcie, w odkładanie, w nałogi, w nieczucie. Tak czy owak większość z nas w pewnym momencie życia doświadcza jakiegoś kryzysu, załamania lub choroby, których celem jest jedno…. spotkać się ze sobą, zacząć odpowiadać na trudności i wyzwania… najczęściej po to, żeby wreszcie stawiać się do życia i wziąć za nie odpowiedzialność

To nie są łatwe momenty. Pojawia się mnóstwo pytań… po co to wszystko? Dlaczego ja? Czy naprawdę muszę wybierać? Czy muszę tak cierpieć? Czy muszę tracić, żeby zyskać? Jest w nas pokusa, żeby tak jak wcześniej iść na skróty i żyć, jak do tej pory.

Ale życie jest bardzo mądre. Postawi przed nami kolejną sytuację czy kolejną osobę, żeby zachęcić nas do dokonywania bardziej świadomych wyborów.

Tabletki na życie to zbiór tekstów, który stanowi przewodnik po zakrętach życia… a tabletki, jak wiadomo, są różne.

Niektóre działają natychmiast… są jak pocieszenie i ulga.

Inne… gorzkie, działają wolniej, odsłaniając prawdziwe przyczyny i wzorce naszych zmagań.

Są też tabletki, które rozpuszczają latami nagromadzone toksyny.

Wszystko po to, żeby przestać siebie oszukiwać i zacząć żyć w zgodzie z dwoma przykazaniami miłości.

Kochaj siebie.

Kochaj innych tak, jak potrafisz kochać siebie i swój los.

Czy te tabletki leczą z naszych bolączek i udręki?

Tak, o ile uznamy, że to do nas należy odpowiedzialność za to, co robimy ze swoimi uczuciami i chęcią unikania tego, co jest wyzwaniem.

Sprawy trudne, ale dotknięte  z odwagą, uważnością i życzliwością, prowadzą do uwolnienia serca.

A uwolnione serce prowadzi do Miłości.

Tabletki w tej książce mają wiele postaci. Czasami są krótkimi przypowiastkami, a czasami opowieściami o tym, jak my, ludzie, możemy sobie nawzajem pomóc przez zauważenie w drugim człowieku własnej historii.

Przed tobą, droga Czytelniczko i drogi Czytelniku zbiór opowieści, które otwierając serce, mogą sprawić, że twoje życie stanie się wielką lekcją ŻYCIA, do której wreszcie, po wielu latach, przystąpisz bez żalu, pretensji i obwiniania, za to z większą odwagą i ciekawością.

Tego ci życzę – życia, które jest rozpoznawaniem i przyjmowaniem ukrytych skarbów.

WEŹ TABLETKĘ NA ŻYCIE I ŻYJ ODWAŻNIE!

CZĘŚĆ 1

PO PROSTU ŻYCIE

Od rana do wieczora, a nawet w nocy, dopada nas życie. Wielka potężna siła, która doprowadza do odrzucenia starych programów i wybrania prostych rozwiązań, bo to, co proste, nigdy nie zawodzi.

Komplikujemy sobie życie na skutek nadmiernych wymagań i oczekiwań oraz na skutek  zawężonych interpretacji.

No właśnie… gdyby tak porzucić nadmierne myślenie i domyślanie się, o co chodzi w życiu, co ktoś pomyślał, co chciał powiedzieć i dlaczego stało się tak, jak się stało, odzyskalibyśmy dużą część naszej życiowej energii.

Pytanie, co jest potrzebne, żeby przestać nadmiernie myśleć, działać i oceniać?

Pierwszym krokiem jest zauważenie.

Prosta uważność.

Drugim, przytomna obecność w tym, co właśnie się wydarza,  otwarte oczy i uszy.

Czy potrafisz się zatrzymać, żeby zacząć żyć z większą uważnością?

TABLETKA NA  ŻYCIE

Do drzwi pewnej apteki zapukała kobieta. Miała około 40 lat, podkrążone oczy, przygarbione plecy i ciężki chód.

To był środek nocy, ale stary aptekarz wyjątkowo wziął dyżur. Mógł tego nie robić, ale z jakiegoś powodu był na miejscu.

W czym mogę pomóc?

Tej nocy nie padał deszcz, a mimo to twarz kobiety była mokra.

Czy coś się stało? – zaniepokoił się mężczyzna.

Kobieta otarła dłonią policzki i wzięła oddech.

Westchnęła.

Czy ma pan może tabletkę na życie?

Zapadła cisza.

Mężczyzna zakasłał. Zastanawiał się, czy może powiedzieć kobiecie to, co usłyszał pewnej nocy kilkadziesiąt lat wcześniej. Nie wiedział, czy mu uwierzy.

– Oczywiście, że mam. Proszę poczekać.

 Nie było go dobrą chwilę, a gdy wrócił, szedł bardzo powoli, niosąc coś ostrożnie.

To był kubek z parującym płynem. Podał go kobiecie.

– Proszę napić się tej herbaty.

Kobieta upiła kilka łyków, badając smak napoju.

-Rozumiem, że w środku jest tabletka?

-Tak.

Aptekarz przyglądał się jej twarzy. Cienie pod oczami znikały, a na policzkach  pojawiły się delikatne rumieńce.

Usiadł obok kobiety i nic nie mówił.

Nie spieszył się. Nie pytał.

Po prostu był przy niej.

Lek działał.

W końcu kobieta się odezwała.

– Czy mogę o coś zapytać?

Aptekarz się uśmiechnął.

To była zwykła herbata, prawda?

– Prawda.

– W takim razie co jest TABLETKĄ NA ŻYCIE?

– Mogę to zdradzić, ale pani powie to komuś, kto spyta o to samo. Zgoda?

– Jasne.

– Tabletką na życie jest uwaga, czas i życzliwość.

– To zbyt proste. I takie zwykłe.

– Takie jest życie. Proste i zwykłe. I nie trzeba go komplikować.

– A co jeśli lek nie zadziała?

– Proszę wziąć więcej tych tabletek.

Noc była wyjątkowo długa, a tabletka zadziałała.

Dzisiaj ty możesz przekazać ją dalej.

TABLETKA NA ZAPALENIE DUSZY

Pewna Dusza strasznie płakała.

Mężczyzna, którego chciała prowadzić, nieustannie przed nią uciekał.

Miał wrażliwe, dobre serce, ale ukrywał ten fakt na wszelkie możliwe sposoby.

Kiedy tylko się zbliżała, jego serce zaczynało drżeć. Bardzo bał się tego odczucia, więc zaciskał serce z całej siły, w czym pomagał mu kieliszek wódki i rubaszne żarty.

Śmiał się najgłośniej w całej wsi.

Był pierwszy do picia od świtu do nocy.

Wszystko po to, żeby nikt nie zobaczył, kim jest w swojej istocie.

A jedynym, czego chciała Dusza, to przytulić go i wyszeptać, że kocha w nim  wszystko, co ów człowiek chce ukryć.

Im bardziej Mężczyzna uciekał, tym bardziej siebie nienawidził.

Pewnego dnia, gdy leżał w rowie po kolejnej upojnej nocy i nie mógł się podnieść, Dusza kucnęła przy nim i zaczęła płakać nad jego zamkniętym sercem.

Na ogół dusze są niewidzialne, ale raz na tysiąc dusz, zdarza się, że dusza płacze nie łzami, lecz miłosnym ogniem. Tak bywa, gdy dochodzi do zapalenia duszy, stanu, w którym dusza rozpala się do białego światła Miłości, tak gorącego, że wypala pamięć o tym, jak bardzo boli i ukazuje to, co niewidzialne dla ludzkiego oka.

Więc Dusza siedziała w kucki przy pijanym Mężczyźnie. Ogniste łzy kapały wprost na jego serce pełne blizn. Ach… ileż ich było!

Każda łza Duszy sprawiała, że prawie umierał… tak bardzo bolały go wspomnienia zranień z przeszłości. A jeszcze bardziej to, co o sobie myślał.

„Jestem nędznym, śmierdzącym ścierwem. Oto, co ze mnie zostało. Oto, kim jestem. Nie chcę już dłużej żyć”.

Jego serce łkało, aż skurczyło się do wielkości małej popsutej zabawki rzuconej w kąt.

Mężczyzna resztami sił otworzył oczy i rozejrzał się w poszukiwaniu szkła, którym mógł zadać sobie ostatnią śmiertelną ranę. Taką, która raz na zawsze pozwoliłaby mu na nieczucie i niemyślenie, potężniejsze niż kolejne dni zaprawiane wódką.

Był już sobą bardzo zmęczony.

Szkło było ostre, a skóra na dłoniach miękka i wilgotna od potu.

I wtedy… zobaczył swoją Duszę.

Stała nad nim i płakała.

W ręku trzymała popsuty latawiec, który nie chciał polecieć do nieba.

Dusza była smutnym siedmioletnim chłopcem wiecznie czekającym na swojego pijanego tatusia. W swojej wierności chłopiec był wytrwalszy niż najwierniejszy pies.

Spojrzał na Mężczyznę, uśmiechnął się przez łzy i szepnął:

„Tatusiu, jak dobrze że wróciłeś. Naprawisz mój latawiec?”

Oniemiały Mężczyzna wyciągnął żylastą dłoń i przysunął zniszczony latawiec pod oczy.

Zapłakał.

Tym, co trzymał w dłoni, było jego własne serce pełne pęknięć i dziur. Nie mogło nigdzie polecieć od lat. Tak jak mały smutny chłopiec, który stał przed nim, czekając na wspólnie spędzone życie.

Niewidzialne kleszcze ścisnęły gardło Mężczyzny, ale mimo to spojrzał na chłopca i powiedział:

„Chodź synku. Naprawimy go. Polecimy do samego nieba”.

Przytulił chłopca do przepoconego, brudnego ciała i po raz pierwszy od wielu lat poczuł, że po jego policzkach płyną łzy.

To był pierwszy dzień jego nowego życia.

Życia z Duszą.

I życia z czułym zranionym sercem, które śpiewało w jego piersiach piosenkę o podniebnych lotach ku Miłości.

Pierwszą i ostatnią odpowiedzią na wszystkie nasze pytania jest MIŁOŚĆ.

Z niej jesteśmy utkani. O niej marzymy. Do niej wracamy.

TABLETKA NA BRAK

Wizyta u lekarza może być bardzo przykrym doświadczeniem. Zanim wejdziemy do gabinetu, wydaje się, że całe życie jest przed nami, a po kilkunastu minutach rozmowy, nasza perspektywa może ulec radykalnej zmianie. I co wtedy?

Pewien człowiek otrzymał smutną diagnozę.

Rak. Nieuleczalny. Agresywny. Bezwzględny.

Lekarz nie ukrywał przed mężczyzną ani jednego szczegółu dotyczącego choroby, uważał bowiem, że każdy pacjent ma prawo znać swój stan.  Cokolwiek by nie zrobili lekarze za zgodą pacjenta – leczenie, unikanie leczenia, operacja czy brak operacji, perspektywa była taka sama. Pół roku… może rok, a potem proch, ziemia i grób.

Co pan zatem wybiera? – spytał lekarz pacjenta.

Życie – odpowiedział bez wahania człowiek.

Czyli?

– Będę żyć tak, jak nigdy dotąd. I zrobię to, czego sobie żałowałem.

– Długa ta lista?

Mężczyzna uśmiechnął się gorzko.

– Krótka. Najkrótsza na świecie.

– ?

– Po prostu ZACZNĘ ŻYĆ.

Jaka diagnoza jest ci dzisiaj potrzebna, żebyś zaczął żyć tak, jak pragniesz żyć od zawsze?

Nie myśl o tym, co ci przeszkadza, bo przeszkody są jak chwasty i zawsze będą się pojawiać.

Zrób pierwszy krok, a potem kolejny. Każda podróż zaczyna się od pierwszego kroku.

Zrobisz go TERAZ?

TABLETKA NA WIECZNE NIGDY

Na początku mojej przygody w małżeństwie (dla niewtajemniczonych – małżeństwo to niekończąca się rozwojowa przygoda) moja znajoma pouczyła mnie, dlaczego pożycie intymne może zgasnąć, zanim się zacznie.

Bo widzisz, mówiła, najpierw masz okres, potem zmęczenie po okresie, potem szykujesz się do owulacji i owulacja. Wiadomo, że chcesz najlepszego samca, a to niekoniecznie twój mąż, więc się wzbraniasz, a potem jesteś wyczerpana wzbranianiem, po owulacji następuje naturalny spadek formy, a na końcu twoje ciało szykuje się do okresu. Także potrzeba dużo uważności, żeby poczuć i zaskoczyć, że to ten dzień. Dzień Wielkiego Szczęścia. Możesz przeoczyć ten moment, bo czekanie wyczerpuje.

Trzeba czekać.

Czy wzięłam sobie jej rady do serca? Raczej nie, bo trochę dzieci mam, więc pożycie jest, było i będzie… wiadomo, że z różną częstotliwością, jak słońce i deszcz… raz jest, raz go nie ma… nie stawiam wymagań ani sobie, ani mężowi… czasem najlepszą propozycją jest leżenie na łyżeczkę, wtedy wydarza się najwięcej intymności.

Ale wraca do mnie ta nauka, gdy myślę o weekendzie i tym wielkim oczekiwaniu, że coś niesamowitego zaraz się wydarzy i niekoniecznie dotyczy to intymnego spotkania z partnerem lub partnerką. Jest to raczej oczekiwanie na wielki odpoczynek lub święto, słowem dzień inny niż powszedniość… szczególnie gdy jesteś zapracowana, zapracowany, od świtu do nocy.

Znasz to?

Napięcie narastające już od czwartku, ba… bywa, że od środy? Poniedziałku nie liczę, bo większość ludzi czuje się po weekendzie jak po przedawkowaniu substancji odurzającej, jaką jest czas wolny. We wtorek trzeba do siebie dojść, a w środę zaczyna się niecierpliwe przebieranie nóżkami… byle do weekendu.

I jeśli myślisz, że ta opowieść jest dowcipna, to cię rozczaruję.

Ta historia jest smutna, bo pokazuje, że w większości jesteśmy narkomanami czekającymi na działkę, a po haju zaliczamy zgon… znużeni zwykłym dniem, w którym nie ma na co czekać.

Narkotykiem jest iluzja wolności, którą sami sobie odbieramy, dzieląc czas na lepszy i gorszy, święty i powszedni… ech, skąd to znam? Ano znam.

Któregoś piątku obiecałam dzieciom wspólny seans z kasetami video… mieliśmy kilka przyjemnych filmów do wyboru, ale postawiłam warunek. Najpierw odkurzanie, potem mycie podłóg, do tego sprzątanie w pokojach i na koniec zagrabienie liści spod orzechowca, bo była akurat jesień. Rodzina pracowała bardzo sumiennie i z zaangażowaniem, zrobiło się ciemno i wszyscy zasiedli na wielkiej, rodzinnej kanapie, żeby obejrzeć film.

„Jeszcze tylko popcorn zrobię” rzuciłam, „a … i od razu rozmrożę kurczaka na jutro”. Już nie odpowiedzieli. Ja tymczasem skoczyłam do pralni, żeby powiesić pranie.

Kiedy wróciłam, wszyscy już spali. Z tego wielkiego oczekiwania i napięcia cała radość gdzieś się ulotniła. Zrobiło się smutno.

Czekając na lepszy albo właściwy moment, odbieramy sobie radość. Zanim zaczniemy się cieszyć, dopada nas cichy płacz i żal, że coś zaraz się skończy albo  brak nam sił na celebrowanie tego, na co czekaliśmy.

Stajemy się niewolnikami czekania na lepszy moment, który i tak zostaje przegapiony, bo nie spełnia zbyt wygórowanych oczekiwań.

Poza tym… życie w „gorszym” czasie, nuży i wysysa, trochę jak stary i nudny mąż (chociaż prawda jest taka, że stary, wypróbowany mąż wspaniale przytula i grzeje, gdy na świecie jest ciemno i ponuro i nie trzeba wskakiwać w wyuzdane bikini, wystarczy poczciwa, flanelowa koszula).

Pytanie na dziś, gdy być może szykujesz listę zadań lub warunków, żeby móc celebrować ów lepszy czas lub dzień wolny od pracy… co się wydarzy, gdy przestaniemy tak niecierpliwie czekać na specjalny czas, dzień lub godzinę?

Co się wydarzy, gdy przestaniemy czekać na lepsze życie?

Czyżby ŻYCIE właśnie?

A może to dobry moment, żeby zrozumieć, że życie nie dzieli się na lepsze i gorsze dni?

Powiem ci w sekrecie – najlepszy moment życia jest właśnie TERAZ, nie później.

Nie wierzysz? Czekasz?

Właśnie umyka ci najlepszy czas.

Ten czas to TERAZ.

TABLETKA NA WSTYD

Wchodzę do przedszkola, pachnie jarzynową, dziecięcymi kapciami i pastą do podłogi. Generalnie lubię te doznania, bo czuję się jak kiedyś, kiedy sama byłam dzieckiem. Rodzinnie, ciepło i bezpiecznie, ale rodzinna atmosfera ulatuje wraz z wyrazem twarzy pani przedszkolanki, która zgłasza problem:

Proszę pani, miałyśmy dziś kłopot z małym.
Nadstawiam ucha, bo pani z przedszkola mówi prawie szeptem. Zresztą cała jestem w pogotowiu. Pani nie mówi: „Chciałabym chwilkę porozmawiać. Czy może pani teraz?”, tylko – „Miałyśmy kłopot z małym”. OK. Ktoś ma kłopot z dzieckiem. Z moim dzieckiem. No dobrze.
Tak, słucham.
Dziecko nie miało dziś majtek.
Oddycham z ulgą. Rzeczywiście, ubierał się dzisiaj sam, różny bywa finał tej samodzielności. Ulga. Tylko majtki.
Pewnie było mu zimno? – pytam.
Nie, proszę pani. Przedszkole jest ogrzewane. Mały naraził inne dzieci na wstyd.
– Nie rozumiem.
No proszę pani – wychowawczyni jest zdegustowana – przecież, jak się przebieramy do leżakowania, dzieci rozbierają się do majteczek i na to piżamki. A pani syn… no do czego on się miał rozebrać? Rozumie pani? Wszystko na wierzchu. Wstyd!
Czyli rzeczywiście panie miały kłopot z małym. Dosłownie – Z MAŁYM. Nie tyle z moim dzieckiem, z moim synem, co z jego małym. Z tą fikuśną częścią jego męskiego, młodego ciałka. No tak, z TYM można mieć problem…
Ile jeszcze oświeceń na tej planecie mnie czeka? Co dziecko, to seria iluminacji. Nie wiedziałam, że pod piżamką trzeba mieć majtki. Tak bardzo lubię luz, kiedy śpię. I nie wiedziałam, że patrzenie na siusiaka czterolatka to wstyd. Dla kogo wstyd? Kogo tym wstydem obdarować? Komu, komu, bo idę do domu…
Wow. Przecież to nie pierwszy raz, kiedy odpowiadam na to pytanie.
A koleżanka mojej siedmioletniej córki? Właśnie jest u nas i wystraszona przybiega do mnie, bo młodszy syn biega nago po podwórku, gdy one we dwie bawią się w piasku. Ten moment, gdy zasłania oczy.
Proszę pani, bo ja nie mogę na TO patrzeć!
Wskazuje siusiaka należącego do trzylatka.
Na siusiaka? – pytam.
Tak.
– Nigdy nie widziałaś?
– Nie wolno. Tam nie wolno patrzeć! – informuje.
Wraca do zabawy, kiedy mały ma założone slipki.
No, ok. Mogła nie widzieć siusiaka, ma tylko siostrę i chodziła do przedszkola, gdzie leżakuje się w majtkach. Rozumiem te okoliczności, nie rozumiem tylko, dlaczego nie wolno TAM patrzeć? Co jest nie tak z ludzkim ciałem?

 
A basen?
Jestem na basenie i naturalne wydaje się, gdy wychodzę z basenu i idę pod prysznic, zdjęcie nachlorowanego kostiumu z mojego ciała, wypłukanie go i zmycie z siebie basenowej wody. Z całego ciała… nie z ciała w kostiumie. Pod prysznic wchodzę nago.
Naturalne?
Córciu, nie patrz tam. Nie patrz. Chodź tutaj – kobieta nieco młodsza ode mnie, ciągnie do siebie pięciolatkę, która z szeroko otwartymi oczami wpatruje się w moje piersi, brzuch i krocze. Wraz z matką poddaje się myciu ciała namydloną gąbką. W kostiumie oczywiście. Na basenie, pod prysznicami, rozbierają się jedynie starsze kobiety. Poważnie! Jakby nie miały już nic do stracenia albo jakby były już w strefie pozakonkursowej.
No tak. Dopóki trwa wycena i konkurs, ciężko pokazać ciało. Jest tak inne niż ciała z wybiegów, z reklam (choć trochę już drgnęło w tym świecie). Ale, skoro ciało jest od maleńkości przykrywane, zasłaniane, a co gorsza, zawstydzane, nie jest mu łatwo spojrzeć na siebie z miłością. Nie mówiąc o obcych ciałach. Nagie ciało, a fuj!
A pornografia to niby skąd? Gdzie pierwsza, naturalna ciekawość jest zduszona, tam najłatwiej o ekstremalne zachowania.
Bo nie chodzi o to, że z ciałem jest coś nie tak.
Ciało jest, jakie jest.
Jest moim pojazdem, skafandrem, materialną częścią mnie, dzięki której jestem tu widoczna.
Wstyd ma całkiem inne podłoże.
To pierwsze spojrzenia, w jakich wzrastamy.
Pierwsze reakcje na naszą budzącą się seksualność i ciekawość, zwykłą dziecięcą chęć poznawania świata, w którym ludzkie ciała stanowią dość duży procent.
Pierwszy podziw albo co gorsza – brak podziwu. Karcące spojrzenie. Brak spojrzenia.
Zaszczepiona od małego ocena i lęk przed byciem osądzonym. Lęk przed byciem innym. Lęk przed byciem sobą. Lęk przed pokazaniem tego, kim jestem. Brak samoakceptacji. Lęk przed tym, że nie dość młode, nie dość jędrne, nie dość obfite, zbyt obfite, zbyt chude, zbyt owłosione, za mało owłosione. Lęk, że nie takie inteligentne, że powolne, że niezaradne, że nie najlepsze.
Całe lata trwa ta nauka bycia nie dość dobrym w różnych kategoriach. Aj, jak to boli.
Rozumiem, wiem. Żyjemy w strefie klimatycznej, w której nieustająco się zakrywamy. Niby wyższe temperatury coraz częstsze i jest coraz goręcej, ale w spojrzeniu drugiej osoby, nadal tego ciepła brak.
Jak dużo zależy od tego, w jaki sposób na siebie patrzymy. W jaki sposób do siebie mówimy. Ile dobra możemy sobie w ten sposób dać. I ile krzywdy możemy sobie w ten sposób wyrządzić.
Marzę o tym, żebyśmy zaczęli na siebie spoglądać. Może na początek – z ciekawością. Nie świdrować się wzrokiem. Nie taksować osądem, ale po prostu patrzeć. Z pełnym zrozumieniem, że im więcej dobra i piękna widzę w drugiej osobie, tym więcej dobrego świata uwalniam w swoim własnym życiu.
Początek jest najtrudniejszy… jak to z początkami bywa.
Trzeba spojrzeć na siebie. Na siebie samego.
Bez oceny.
Bez linczu.
Bez wymagań.
Bez korekty.
Bez ozdóbek.
Bez wstydu.

Spojrzeć na siebie z MIŁOŚCIĄ. I rozpuszczać cały ten wstyd.