fbpx

Rewolucja Miłości

Wprowadzenie

Drogi czytelniku, mam zaszczyt zaprosić cię do wspólnej, rewolucyjnej przygody.

Być może, podobnie jak ja, od zawsze wiedziałeś, że w życiu chodzi o coś więcej, niż nam się wydaje. Jeśli chodzi o mnie, to już od dłuższego czasu Wszechświat działa przeze mnie w taki sposób, abym mógł zaoferować tej planecie – a teraz także i tobie – zaproszenie do zupełnie nowej rzeczywistości. Na początku, gdy zacząłem realizować swoje powołanie, nazywałem siebie kanałem (ang. channel) – ze względu na moją otwartość na wyższą prawdę, która przeze mnie przemawiała. Gdy jednak wyższa prawda pojawia się nie tylko w określonych okolicznościach, lecz zamieszkuje w ciele świadomego człowieka, coś niezwykłego pojawia się na tym świecie, służąc sercu wszystkich ludzi. Podzielę się tutaj z tobą tym, do czego zostałem poprowadzony, w nadziei, że pomoże ci to przejawiać głębszą prawdę w codziennych interakcjach, wykraczającą daleko poza wszelkie życiowe wzloty i upadki.

Jako nauczyciel duchowy dysponuję wysoko rozwiniętymi zdolnościami empatycznymi i intuicyjnymi, za sprawą których jestem w stanie zaoferować ci coś, co można nazwać przekazem obecności. Dzięki temu, czytając zawarte tu słowa, doświadczysz głębokiej przemiany na poziomie energetycznym.

Lektura książki z zakodowanym przekazem uzdrawiającej energii nie polega na przewertowaniu kolejnych rozdziałów w poszukiwaniu faktów lub wniosków, lecz przypomina raczej wycieczkę z przewodnikiem, której celem jest odkrycie twojego najwyższego potencjału. W trakcie takiej podróży może dojść także do rozbudzenia uśpionych talentów i ponadczasowych wspomnień. Chociaż zapisane przeze mnie słowa odegrają istotną rolę w twojej osobistej podróży, to jednak najważniejsze będą dla ciebie nieustannie zmieniające się doświadczenia, jakie pojawią się pod wpływem tego przekazu.


Dzięki temu, że pozwoliłem, aby mądrość Wszechświata nie tylko przepływała przez moje ciało, ale także w pełni w nim zamieszkała, mogłem opisać w tej książce niezwykły proces rozwoju, jaki przechodziłem przez ostatnie trzydzieści osiem lat. Być może dzielę się nim z tobą właśnie po to, abyś również mógł w pełni odpowiedzieć na wołanie własnego serca, które wzywa cię już od początku stworzenia. A może słowa te zainspirują cię do głębokiej przemiany różnych aspektów twojego życia, dzięki czemu będziesz mógł wkroczyć w nowy paradygmat duchowy i wnosić go do tego świata.

Niezależnie od tego, czy zdajesz sobie z tego sprawę, czy nie, pojawiłeś się na tej planecie w najbardziej ekscytującym okresie ewolucji ludzkości. Już poprzez sam fakt, że żyjesz w tych fascynujących, a jednocześnie intensywnych czasach energetycznego rozwoju, udzielasz wsparcia wszystkim istotom w podnoszeniu świadomości Ziemi. Być może na pewnym poziomie już wcześniej przeczuwałeś, że znalazłeś się tu z jakiegoś ważnego powodu. Poszukiwałeś więc większego zrozumienia oraz wskazówek, które mogłyby ci przynieść wymarzony spokój, ulgę i radość.

Osoby rezonujące z tym głębokim powołaniem często nazywane są wrażliwymi energetycznie duszami. W tym przypadku „dusza” oznacza energię źródła przejawiającą się w wyjątkowy sposób w ludzkiej postaci, a „wrażliwa energetycznie dusza” to człowiek, który pamięta o swoim niebiańskim pochodzeniu. Takie osoby przechodzą w życiu głęboki proces duchowy zwany przebudzeniem.

Dawniej oświeconego człowieka czczono jako proroka lub przewodnika rozwijającej się ludzkości, ale obecnie na ziemi żyje już więcej takich istot. Zdecydowaliśmy się inkarnować tutaj w czasie, w którym cała planeta przechodzi proces przebudzenia, aby spełnić przepowiednie tych, którzy byli tutaj przed nami.

Rozwój świadomości jednostki nazywam przebudzeniem, a duchową ewolucję całej cywilizacji lub planety wzniesieniem. W tym okresie wzniesienia wrażliwe energetycznie dusze odczuwają głębokie pragnienie zgłębiania tajemnic własnego istnienia, a czasem tak mocno czują energię planety i cudze emocje, że nie są w stanie pozostawać w wyższym stanie świadomości.

Niezależnie od tego, czy jesteś zainteresowany zdobyciem niekonwencjonalnej wiedzy na temat świata, pragniesz wypełnić swoją misję w procesie przebudzenia ludzkości, czy też chciałbyś wykorzystać swoją wrażliwość na energię do stworzenia życia pełnego inspiracji, szczęścia i wolności, pojawiłem się po to, aby wesprzeć cię w realizacji twoich pragnień i poprowadzić do ekstatycznej przestrzeni twojego boskiego serca. Wszelkie nauki jakie tu przekazuję, są zakorzenione w wibracji miłości, ponieważ przejawiona, najwyższa mądrość ma swoje źródło właśnie w sercu. W przypadku wrażliwej energetycznie duszy, która może nawet nie zdawać sobie sprawy z tego, jak daleko już zaszła w swojej duchowej podróży, najszybszą i najbardziej skuteczną ścieżką jest ścieżka prowadząca do większego otwarcia serca.

To dlatego tę nieustannie rozwijającą się energię, która przebudza się w tak wielu ludziach, nazywam świadomością serca – jest to nic innego jak tylko inne określenie na moc miłości w działaniu. Aby zapewnić ci możliwie najbardziej udaną podróż, w tej książce zakodowana została nieograniczona harmonia, lekkość i łaska, które mają za zadanie uzdrowić każdą cząstkę twojej istoty – w takim tempie, w jakim pozwolisz miłości wkroczyć do swojego życia. Sam fakt, że czytasz te słowa, świadczy o tym, że przebudzasz w sobie miłość. W miarę jak będziesz odkrywał własne przeznaczenie, podzielę się z tobą również swoim doświadczeniem – tą cudowną podróżą, która zaprowadziła mnie do ciebie. Być może opisy wydarzeń z mojego życia przyniosą ci pocieszenie i większe zrozumienie, a także pozwolą uzyskać szerszą perspektywę dalszego rozwoju.

Jako wrażliwe energetycznie dziecko o silnie rozwiniętej intuicji czułem się ogromnie zagubiony. Nie dość, że nie potrafiłem odróżnić własnych uczuć od cudzych, to jeszcze przebywanie z pełnymi napięcia ludźmi było dla mnie bardzo niekomfortowe. Od najmłodszych lat odgrywałem rolę doradcy na placu zabaw i rozjemcy we własnej rodzinie, zupełnie nie potrafiąc oddzielić własnych doświadczeń od reakcji otaczających mnie osób. Tak jakby moje własne szczęście schodziło na dalszy plan, ustępując miejsca pomaganiu innym.

Moje zagubienie pogłębiał fakt, że niezwykle wyraźnie doświadczałem wyższych wymiarów – widziałem energie i istoty, których inni nie potrafili zobaczyć. Spotykałem się z Jezusem (jeszcze w czasie, gdy nie znałem tej postaci w kontekście religijnym i historycznym) oraz rozmawiałem ze zmarłymi krewnymi. Nie potrafiłem zrozumieć tych wszystkich doświadczeń, ale nie potrafiłem ich odrzucić.

Wrażliwość na energię i zdolności intuicyjne mogą przejawiać się poczuciem niższości, jeśli pojawiają się u młodego człowieka jeszcze przed osiągnięciem pełnej dojrzałości. Największą tajemnicą było dla mnie – Dlaczego inni nie widzą tego, co dla mnie jest tak oczywiste? Pamiętam, jak kiedyś oznajmiłem Wszechświatu – Skoro wyczuwam takie wymiary rzeczywistości, których inni nie zauważają, chcę pomóc im odkryć, że również mają takie zdolności.

Jako nastolatek dorastający w bardzo liberalnej, żydowskiej rodzinie, komunikowałem się z aniołami i Wniebowstąpionymi Mistrzami, którzy regularnie odwiedzali mnie w moim pokoju. Każde takie spotkanie było niezwykle wyraźnym przekazem telepatycznym – widziałem, słyszałem i odczuwałem te istoty tak, jakbym spotykał się z żywym człowiekiem. Poznałem takich nauczycieli i przewodników jak Jezus, Melchizedek, Archanioł Michał, Quan Yin i Saint Germain, ale nigdy nie interesowała mnie ich historia. Byłem za to zafascynowany ich przekazami oraz kojącą energią. Każdy z tych przewodników miał swoją wyjątkową częstotliwość – niczym wyraźny kolor tęczy. Emanowali mądrością i miłością, więc instynktownie wiedziałem, że pojawiają się po to, żeby mi pomóc.

Podczas tych spotkań doskonaliłem i rozwijałem swoje intuicyjne zdolności, poznając nieskończone wymiary Wszechświata. Chociaż moi rodzice zawsze bardzo mnie wspierali i nie krytykowali moich duchowych doświadczeń, to jednak zwykle zatrzymywałem je dla siebie, ponieważ za każdym razem, gdy opowiadałem o nich innym ludziom, miałem poczucie, jakbym znajdował się na niewłaściwej planecie.

Jako dorastający młody człowiek miałem jeszcze silniejszy kontakt z Archaniołami i Wniebowstąpionymi Mistrzami. W tamtym czasie zacząłem spontanicznie przekazywać różnego rodzaju informacje nieznanym mi ludziom. Tak oto zupełnie obce mi osoby, napotkane przypadkowo w supermarkecie lub księgarni, otrzymywały za moim pośrednictwem dokładne instrukcje od aniołów lub głęboko uzdrawiające wiadomości od zmarłych bliskich. Jakimś cudem zawsze przychodziły mi na myśl takie słowa, które przynosiły tym ludziom ogromną ulgę. Nie miałem zielonego pojęcia jak do tego dochodzi, ale wszystkim takim wydarzeniom towarzyszyło niezaprzeczalne uczucie miłości, więc instynktownie ufałem swojemu prowadzeniu i pozwalałem przejawiać się tej łasce.

Wkrótce potem, dzięki swojej otwartości i zaufaniu, doświadczyłem jeszcze wspanialszego, przełomowego spotkania z Archaniołami i Wniebowstąpionymi Mistrzami, którzy prowadzili mnie przez całe życie. Ukazali mi się wówczas jako wysłannicy Boskości reprezentujący różne aspekty mojej przyszłej jaźni. W moim wnętrzu doszło do spontanicznego przebudzenia, gdy ujrzałem siebie, Archaniołów i Wniebowstąpionych Mistrzów jako równorzędne przejawy tej samej, odwiecznej prawdy.

Od tamtego momentu jeszcze wiele sobie uświadomiłem i doświadczyłem licznych inicjacji, które przygotowały mnie na to ponadczasowe spotkanie z tobą. Pragnąc uczcić tę podróż, która zaprowadziła mnie tak daleko, abym pomógł ci rozwinąć twój potencjał, na łamach tej książki dzielę się otwarcie swoimi najbardziej przełomowymi doświadczeniami i odkryciami.

Moim zadaniem, jako żywego pomostu między mistycznymi wymiarami, a procesem przebudzenia, jest zainspirować cię do podążania najbardziej rewolucyjną ścieżką duchowego rozwoju, dzięki której nieskończone źródło twojej mądrości przejawi się w radości twojego otwartego serca.

W książce tej będę w różny sposób odnosił się do twojego „serca”, pisząc o prawdziwej, niewinnej naturze, wewnętrznym dziecku oraz najgłębszym poczuciu bezbronności. Moim zadaniem jest zwrócić twoją uwagę na żywą inteligencję w samym rdzeniu twojego istnienia. Na początku mogą powrócić do ciebie nieuzdrowione wspomnienia z dzieciństwa, domagając się uwagi, życzliwości i troski. Moc miłości pomoże ci w tym wytrwać, a wtedy echo twojego dzieciństwa połączy się z twoim dorosłym umysłem i uzyskasz duchową niezależność, która doprowadzi cię do najgłębszych odkryć.

Niezależnie od tego czy miałeś podobne doświadczenia do moich, czy też moja historia jest dla ciebie jedynie zapowiedzią zupełnie nowej rzeczywistości, niech ta książka stanie się dla ciebie mapą prowadzącą do największego duchowego odkupienia.

Czasem taka głęboka i intensywna podróż duchowa może przewrócić życie do góry nogami lub przeciwnie – w cudowny sposób sprowadzić wszystko na właściwie miejsce… choć możesz  również doświadczać na przemian jednego i drugiego. Mądrość Wszechświata wzywa cię teraz do wyjścia z cienia niższości, abyś mógł zajaśnieć jak najpiękniej dla dobra wszystkich ludzi, bez względu na to jak będzie przebiegał twój dalszy rozwój. Mam zaszczyt wspierać cię w tej podróży – w poszerzaniu świadomości i uwalnianiu emocji, niezależnie od tego, w jakim tempie zapragnie otwierać się twoje serce.

Znajdziesz tu wiele praktyk i interaktywnych doświadczeń, które pomogą ci zintegrować uzdrawiającą energię, jaką otrzymasz w trakcie lektury tej książki. Wypowiadając potężne, uzdrawiające mantry, stworzone dla ciebie przez Wszechświat, z każdym kolejnym wersem dokonasz nowych wewnętrznych odkryć. Recytowanie tych mantr na głos pozwoli ci przypomnieć sobie swoją odwieczną naturę, a także rozwinąć intuicję, która znajdzie potwierdzenie w mądrości twojego ciała.

Poprzez niezliczone wcielenia miłość doprowadziła nas do tej wspólnej przygody. Ponieważ sam intuicyjnie korzystam ze swoich głębokich odkryć z poprzednich wcieleń, jestem w stanie zaoferować ci teraz naprawdę spójną ścieżkę duchową. Z każdym kolejnym krokiem naprzód będziesz chłonął głęboką mądrość, jaką niosą ze sobą te życzliwe słowa –KOCHAJ TO, CO SIĘ POJAWIA.

Kochając to, co się pojawia, wyrażasz najgłębszą mądrość Wszechświata w najbardziej kochający sposób. Gdy twoje serce się otworzy, przekonasz się, że wszelkie doświadczenia i aspekty twojego życia służą twojej duchowej ewolucji. Chociaż możesz nie zdawać sobie z tego sprawy, to jednak wszystkie sytuacje, spotkania i rezultaty stworzone przez Wszechświat mają ci pomóc rozwinąć twój najwyższy potencjał oraz przypomnieć prawdę twojej boskiej natury.

Gdy prowadzi cię miłość, poznajesz głęboką, duchową prawdę swojego wnętrza, która przyjęła postać człowieka w świecie innych ludzi.

Prawdopodobnie już się domyślasz, że wszystkie twoje doświadczenia mają znacznie głębsze przyczyny, niż ci się wydaje – nawet jeśli ich nie znasz. Najwspanialsze jest jednak to, że wcale nie musisz wiedzieć, dlaczego coś się wydarza, aby pozwolić miłości działać przez ciebie i odpowiadać w twoim imieniu. Jedyne czego potrzebujesz, to gotowość do otwarcia serca. Możesz świętować nadejście świadomości serca z każdym kolejnym krokiem wykonanym w kierunku nowego paradygmatu duchowego, tworząc tym samym świętą przestrzeń dla wzniesienia ziemi oraz przebudzenia całej ludzkości.

Niezależnie od tego, czy jesteś gotowy doświadczać życia w głębszy i bardziej intymny sposób, czy też po prostu pragniesz bardziej się nim cieszyć, najważniejszym etapem twojego duchowego rozwoju jest pielęgnowanie bezwarunkowej miłości.

Gdy tylko zaprosisz miłość do swojego życia, z łatwością przyciągniesz do siebie takie wspaniałe duchowe doświadczenia jak związek z bratnią duszą, uzdrowienie ciała, wyzwolenie z cierpienia, czy też pełne urzeczywistnienie wyższej świadomości.

Wkrótce rozwiniesz swój najwyższy potencjał. Twoja dusza wyłania się w pięknie ludzkiej postaci. Tak długo czekałeś na spełnienie swojego duchowego przeznaczenia. Rewolucja miłości… zaczyna się od ciebie – dla dobra rozwoju ziemi oraz wszystkich istot zamieszkujących naszą wspaniałą planetę.

Przesyłam błogosławieństwa na twoją dalszą podróż. To dopiero początek.

Rozdział 1

Początek osobistej rewolucji miłości

Nastała nowa era duchowości, w której możesz docenić własną zdolność odczuwania energii i wyzwolić się z wszelkich obciążeń, poddając się swojej najgłębszej bezbronności. Podróż serca jest niezwykle radosnym, nieustannym odkrywaniem siebie, zakorzenionym w pięknie współczucia i najwyższej mądrości. Nie ma znaczenia, jakie problemy pragniesz rozwiązać, ponieważ twoim celem w ramach tego nowego, duchowego paradygmatu nie jest wcale poszerzanie świadomości na siłę, podejmowanie wysiłku ani doprowadzanie się do wyczerpania. Ta podróż zaprowadzi cię bezpośrednio do głębi twojego jestestwa, gdzie znajdziesz wsparcie, na jakie zawsze zasługiwałeś. Z każdym kolejnym krokiem w tej podróży serca przekonasz się, że najbardziej skuteczne rozwiązanie na wszelkie problemy jest zarazem najwspanialszym katalizatorem przebudzenia twojej najgłębszej prawdy. Odpowiadając „tak” na moje zaproszenie, przeniesiesz się na pierwszy plan ewolucji ludzkości, ponieważ zrozumiesz, że miłość jest jedyną odpowiedzią na niezliczoną ilość pytań we Wszechświecie.

W przypadku wrażliwej energetycznie duszy, zwracanie się do własnego wnętrza nie jest kwestią stania się kimś bardziej świadomym, ale raczej nauczenia się, jak być bardziej otwartym i akceptowaniem tego, na ile już teraz jestem świadomy. Większość takich osób ma już w pełni rozwiniętą świadomość, ale znajdują się w stanie nadpobudliwości, przez co mogą się czuć przytłoczone własnymi emocjami lub mieć trudności w odróżnianiu swoich uczuć od cudzych. W rezultacie życie może być dla nich bolesne i trudne, dopóki nie przekształcą swojej wrodzonej empatii w mistrzowski zestaw intuicyjnych zdolności. Dla osoby wrażliwej na energię, podróż duchowa polega na przejściu z „lęku przed wszystkim” w „odczuwanie wszystkiego”. Abyś mógł sprostać doświadczeniom, które dawniej tak bardzo cię przytłaczały, Wszechświat udostępnia ci teraz zestaw instrukcji zainspirowanych przez boskość. Pięć najważniejszych słów tego przekazu potwierdza, że otwarte serce jest twoim jedynym schronieniem. Oto one: KOCHAJ TO, CO SIĘ POJAWIA.

W miarę jak będziesz uczyć się kochać to, co się pojawia, twoja skłonność do walki z nieuchronnością rezultatów przekształci się w gotowość do zaakceptowania nieustannie zmieniających się okoliczności. W trakcie tego procesu uwolnisz się od przytłaczającej ciężkości, jaką odczuwałeś na tym świecie i odzyskasz ekstatyczność swojej prawdziwej, niewinnej natury. W nowym paradygmacie duchowym nie czekasz, aż twoje serce otworzy się, abyś mógł zacząć kochać. Nie ma znaczenia jak bardzo czujesz się zamknięty, ponieważ to właśnie twoja gotowość do kochania przypomina ci, że zawsze byłeś bezpieczny.

Gdy pozwalasz, aby prowadziła cię miłość, uruchamiasz najbardziej skuteczną formę uzdrawiania, która przemienia wszystkie aspekty twojej rzeczywistości. Uzdrawiając się w ten sposób, wypełniasz swoje przeznaczenie, jakim jest wniesienie do tego świata świadomości serca – dla dobra wszystkich ludzi. To dlatego ten nowy paradygmat duchowości nazywam REWOLUCJĄ MIŁOŚCI, KTÓRA ZACZYNA SIĘ OD CIEBIE. Za sprawą tej rewolucji zaczniesz traktować swoją podróż nie tylko jako indywidualny proces ewolucji, ale także jako proces przebudzania się wszystkich istot, przejawiający się w twoim osobistym rozwoju.

Poprzez KOCHANIE TEGO, CO SIĘ POJAWIA pułapki energetycznej wrażliwości przemieniają się w łaskę Ducha wyrażającą się w działaniu W miarę jak stajesz się kotwicą dla skupionej na sercu świadomości, we wszystkich zakątkach istnienia zasiane zostają nasiona przemiany. Dochodzi do tego w takim tempie, w jakim czynisz swoją prawdziwą, niewinną naturę obiektem swoich uczuć i uwagi.

Niezależnie czy jesteś tu po to, żeby się uzdrowić, odkryć prawdziwą radość i spełnienie, albo też pogodzić się z własną przeszłością, nadszedł czas, aby zajaśnieć tak, jak nigdy przedtem i przekonać się, jak szeroko możesz rozłożyć swoje anielskie skrzydła.

W imieniu Wszechświata witam cię w domu – w przestrzeni, której nigdy nie opuściłeś, wiecznym królestwie, jakie zawsze w tobie istniało. Wraz z nadejściem nowej rzeczywistości, odwieczna prawda rozbrzmiewa echem poprzez wszystkie wymiary, aby łagodnie przypomnieć ci, że:

Miłość jest z tobą w każdym twoim oddechu.

Miłość jest z tobą podczas każdego spotkania z drugim człowiekiem.

Niezależnie od tego, co łączy się ze sobą, a co pozostaje rozdzielone, miłość zawsze jest z tobą.

Czy to w twoim najwspanialszym sukcesie, czy w najczarniejszej godzinie niepewności – miłość zawsze jest z tobą.

Miłość zawsze ci towarzyszy – zarówno w następstwach tragedii, jak w twoim największym tryumfie.

Miłość zawsze jest z tobą – w swobodnym przepływie, w inspiracji i harmonii, a także we frustracji, irytacji, bólu oraz niewygodzie.

Gdy czujesz się osamotniony lub brakuje ci wsparcia – miłość jest z tobą.

Nie ma znaczenia, co udało ci się zrozumieć, a czego jeszcze nie zdołałeś pojąć – miłość zawsze jest z tobą.

Niezależnie od twoich myśli, uczuć i decyzji – miłość zawsze jest z tobą.
Bez względu na to, co tobie uczyniono, a także, co w twoim mniemaniu ty sam uczyniłeś innym – miłość zawsze jest z tobą.

Odkrywając miłość, światło twojego najwyższego potencjału wycisza nadmiernie aktywny umysł, uwalniając warstwy chaotycznych emocji. Te rezultaty od zawsze miały przyjść do ciebie w naturalny sposób, abyś mógł cieszyć się wypełnianiem swojego prawdziwego przeznaczenia. To boskie przeznaczenie pozwala ci rozpoznać, że twoje własne serce jest centrum Wszechświata. Z każdym twoim czułym objęciem, wszystkie istoty zostają pobłogosławione i podniesione na duchu, dzięki czemu mogą powrócić do swojej pierwotnej wspaniałości. Na tym właśnie polega rozpoczęcie rewolucji miłości. To jest także okazja do zainicjowania przemiany wszystkich ludzi poprzez umiłowanie własnej niewinności – tak mocno, jak nigdy wcześniej.

Kochając to, co się pojawia, przekraczasz przełomowy próg w najbardziej fascynującym okresie w historii Ziemi. Ponieważ coraz więcej istot przebudza się do prawdy swojej wiecznej natury, to ucząc się żyć z otwartym sercem, uczestniczysz w rozwoju duchowym i energetycznym całej cywilizacji. Niezawodną oznaką tego, że jesteś gotowy na ten krok, jest odczuwanie silnego wezwania do uwolnienia zbiorowej nieświadomości ludzkości poprzez uzdrowienie samego siebie. Wezwanie to możesz odczuwać jako powracającą tęsknotę za spełnieniem, prawdziwą wolnością i niewzruszonym spokojem, który nie wymaga od ciebie wprowadzania nieustannych zmian w świecie zewnętrznym. Niezależnie od oznak świadczących o twojej gotowości na ten krok, już sam fakt, że czytasz te słowa potwierdza, że odpowiedziałeś na wezwanie miłości.

W trakcie własnej rewolucji serca uświadomisz sobie, że pod tym wszystkim, co zewnętrzne, tak naprawdę jesteś miłością i to właśnie jej zawsze pragnąłeś. Gotowość na przyjęcie tej prawdy i wzięcie udziału w przemianie ludzkości jest podstawowym etapem rozwoju, który nazywam wiecznym pielęgnowaniem. Na tym istotnym etapie twoje ciało przekształca się w świadome naczynie przebudzenia, gdy ofiarowujesz swojej niewinności wszelkie wsparcie, życzliwość i troskę jakich zawsze pragnęła.

Mam zaszczyt udzielić ci najbardziej praktycznych i przyjaznych wskazówek w procesie otwierania serca, abyś mógł uwolnić się od wszelkich zmartwień, rozpuścić bariery i podnieść wibracje planety w darze transcendencji dla samego siebie i wszystkich ludzi.

 

Miłość nie rozróżnia

Obejmując samego siebie – tak szczerze jak nigdy dotąd – możesz odkryć, że twoje własne serce zwykle czekało ostatnie w kolejce po wsparcie i uwagę, którymi obdarzałeś innych. Poszerzając pojemność swojego serca, nie będziesz już marnować żadnej okazji na podarowanie sobie życzliwości i troski, jakich mają szczęście doświadczać otaczający cię ludzie. Z każdym kolejnym miłosnym objęciem będziesz stawał się żywym dowodem na to, jak potężną, dostrojoną, zainspirowaną i szczęśliwą istotą od zawsze miałeś być.

KOCHAJĄC TO CO SIĘ POJAWIA, rezygnujesz z wszelkich tendencji do zaprzeczania, unikania lub walki z nieuchronnością życia na rzecz przebudzenia najgłębszej intymności w swoim wnętrzu. Aby uhonorować to, jak daleko zaszedłeś, uczcij przez chwilę nadejście nowej rzeczywistości, wypowiadając (na głos lub w myślach), tę uzdrawiającą mantrę:

Gdy jestem smutny, zasługuję na więcej miłości, a nie na mniej.

Gdy się złoszczę, zasługuję na więcej miłości, a nie na mniej.

Gdy jestem sfrustrowany, zasługuję na więcej miłości, a nie na mniej.

Zawsze, gdy czuję się zraniony, zrozpaczony lub winny,

zasługuję na więcej miłości, a nie na mniej.

Nawet wtedy, gdy jestem zawstydzony swoimi uczynkami,

zasługuję na więcej miłości, a nie na mniej.

Gdy jestem z siebie dumny, również zasługuję na więcej miłości,

a nie na mniej.

Niezależnie od tego jak się czuję, zasługuję na więcej miłości,

a nie na mniej.

Bez względu na to, co myślę, zasługuję na więcej miłości, a nie na mniej.

Niezależnie od tego, jak udało mi się przetrwać przeszłość,

zasługuję na więcej miłości, a nie na mniej.

Niezależnie od tego, co znajduje się przede mną,

zasługuję na więcej miłości, a nie na mniej.

W swój najgorszy dzień, zasługuję na więcej miłości, a nie na mniej.

Nawet, gdy życie wydaje się okrutne i skomplikowane,

zasługuję na więcej miłości, a nie na mniej.

Gdy nie ma przy mnie nikogo, kto mógłby mi dać to, czego potrzebuję,

zasługuję na więcej miłości, a nie na mniej.

Przypominając sobie o najwspanialszym sposobie służenia światu wiem, że

zasługuję na więcej miłości, a nie na mniej.

Nie ma znaczenia, czego nie jestem w stanie zaakceptować,

komu nie potrafię przebaczyć, ani czego nie umiem pokochać

– i tak zasługuję na więcej miłości, a nie na mniej.

Świętując twoją prawdziwą, niewinną naturę miłość nie wymaga, abyś zaakceptował coś, co nie może zostać zaakceptowane, lecz mówi – Wystarczy, że obejmiesz swoje własne serce, a ja zaakceptuję za ciebie. Miłość nie wymaga również, abyś wybaczał niewybaczalne, lecz mówi – Wystarczy, że obejmiesz swoje własne serce, a ja przebaczę za ciebie. Miłość nie wymaga, abyś kochał to, czego nie możesz pokochać, lecz mówi – Wystarczy, że obejmiesz swoje własne serce, a ja pokocham za ciebie.

Niezależnie od okoliczności w jakich się znajdujesz, miłość nigdy niczego nie każe ci robić, lecz zawsze dba o to, aby działać POPRZEZ ciebie. Obejmując swoją własną niewinność z taką miłością, z jaką jeszcze nikt inny nie odważył się jej objąć, odnajdujesz w sobie rodzica, którego nigdy nie miałeś, najlepszego przyjaciela, o istnieniu którego wcześniej nie miałeś pojęcia oraz ukochanego, który zawsze był przy tobie… a następnie rozpoznajesz to jako prawdę swojego istnienia. Czyniąc własne serce obiektem swoich uczuć, wspierasz również innych w rozpoznaniu ich własnej prawdy wykraczającej daleko poza osobowość, z którą się identyfikują. Gdy pozwalasz prowadzić się miłości, jesteś w stanie docenić wyjątkowość wszystkich ludzi i nie doświadczasz przy tym bolesnych konfliktów, które cię od nich oddzielają.

To bardzo ważne, aby zrozumieć, że inni ludzie mogą nie być w stanie kochać cię tak, jak zawsze tego pragnąłeś. Nie oznacza to jednak, że jesteś skazany na brak życzliwości, wsparcia czy troski, ponieważ doświadczysz ich w swoim życiu dzięki swojej osobistej rewolucji miłości. Nawet jeśli próbujesz sobie poradzić z głębokim rozczarowaniem lub znajdujesz się na granicy rozpaczy, możesz obdarzyć samego siebie głęboką uwagą, dzięki której emocje przestaną być dla ciebie uporczywym dowodem na to, że wiedziesz życie pełne cierpienia. Gdy zakorzeniasz się we własnym sercu, każdą reakcję postrzegasz jako doskonale zaaranżowaną aktywację świadomości służącą wyzwoleniu ze starego paradygmatu, aby zrobić miejsce na coś nowego. Proces ten zachodzi zwykle w takim tempie, w jakim jesteś gotowy uznać, uhonorować i zaakceptować swoje uczucia.

Nie ma przy tym znaczenia jak wolno czy szybko otwierasz się na uczucia służące twojej najgłębszej przemianie. To bardzo ważne, aby nie próbować przyspieszać tego procesu. Nie spiesz się więc z niczym i doceniaj każdą chwilę, przypominając sobie, że zawsze zasługujesz na więcej wsparcia i życzliwości, a nie na mniej.

Niezależnie od tego jak bardzo ciężkie, przytłaczające czy nieprzyjemne wydają ci się twoje przeżycia, codzienne wzloty i upadki, one mogą przemienić się w głęboko satysfakcjonujące duchowe przygody, gdy sam staniesz się dla siebie źródłem własnego spełnienia.

Zaproszenie jakie oferuje ci miłość nie ogranicza się do żadnych przekonań ani ról, jakie odgrywasz w swoim życiu. Miłość zachęca cię do ponownego zjednoczenia się ze światłem boskości za pomocą tych pięciu prostych słów – KOCHAJ TO, CO SIĘ POJAWIA.

Dzięki własnej gotowości kochania, przypomnisz sobie głębsze duchowe przyczyny  wydarzeń, których doświadczasz. Każda chwila zostaje stworzona przez Wszechświat dla twojego rozwoju. Odczuwanie jakiegokolwiek dyskomfortu świadczy jedynie o tym, że bardzo szybko się rozwijasz. Spotkałeś się teraz ze mną, abym pomógł ci czerpać jak najwięcej satysfakcji i radości z tej przygody i przypomniał, że zmiana może być fascynująca, jeśli tylko pozwolisz otworzyć się swojemu sercu. Kiedy prowadzi cię miłość, każde uczucie i każdą sytuację możesz potraktować jako aktywację poszerzonej świadomości.

Gdy zrezygnujesz z walki z dyskomfortem lub uporczywym bólem związanym z twoimi osobistymi frustracjami, uzyskasz szerszą perspektywę, która pozwoli ci patrzeć na świat oczami Wszechświata, zamiast osoby, która go zamieszkuje. Nie ma przy tym znaczenia, co wzbudza w tobie negatywne emocje, bowiem każda twoja reakcja świadczy o tym, że uwalniasz pamięć komórkową, jaką zgromadziłeś w trakcie wszystkich swoich pobytów na tej planecie. Otwierając swoje serce zauważasz, że WSZYSTKO, co odczuwasz, jest częścią twojego procesu zdrowienia. Gdy jednak twoje serce pozostaje zamknięte, emocje mogą wydawać ci się przeszkodą na drodze do własnego spełnienia.

Nauka kochania tego, co się pojawia

W trakcie tego procesu należy pamiętać, że wszelkie doznania wydają się przeszkodą tylko wtedy, kiedy stawiamy im opór. Gdy tylko pozwalasz sobie poczuć własne uczucia, twoja gotowość do doświadczania każdej chwili jako okazji do uzdrowienia, usuwa warstwy pamięci komórkowej, tworząc przestrzeń dla rozkwitającej świadomości serca.

Wielu ludzi osądza nieprzyjemne emocje, które zawsze zdają się pojawiać w najmniej odpowiednich momentach. Im częściej pojawiają się reakcje emocjonalne, tym częściej interpretowane są jako problem, który należy rozwiązać. W rezultacie możesz wypróbować całe mnóstwo metod uzdrawiania lub ścieżek duchowych, w nadziei, że coś w końcu pomoże ci się pozbyć tych rozpraszających, bolesnych i niewygodnych odczuć. Różne techniki uzdrawiania oraz ścieżki duchowe mogą zapewnić chwilową ulgę poprzez przekształcenie lub zmianę stanu umysłu, ale te nieprzyjemne odczucia będą powracać dopóty, dopóki nie zaczniesz traktować każdej reakcji emocjonalnej jako dowodu na to, jak bardzo głęboką podróż obecnie odbywasz.

Chociaż możesz odczuwać zniechęcenie lub frustrację, gdy dana metoda uzdrawiania lub ścieżka duchowa nie przynoszą spodziewanych rezultatów, to jednak z perspektywy Wszechświata nie ulega wątpliwości, że bierzesz udział w głębokiej podróży do własnego wnętrza. Twoja wyższa mądrość zachęca cię do tego, abyś każdą swoją reakcję postrzegał jako duchową aktywację. Za każdym razem, gdy z otwartością przyjmujesz swoje uczucia, dochodzi do usunięcia pamięci komórkowej z twojego pola energii, a ponieważ każda jednostka jest przejawem Wszechświata, to proces ten służy uzdrowieniu wszystkich ludzi.

To właśnie dlatego KOCHANIE TEGO, CO SIĘ POJAWIA jest najważniejszą praktyką umożliwiającą wypełnienie swojego duchowego przeznaczenia. Z każdym swoim czułym objęciem otwierasz się na spontaniczne uzdrowienie, które nie tylko przemienia twoją rzeczywistość, ale także wspiera rozwój wszystkich istot.

Niczym dziecko szarpiące rodzica za nogawkę spodni, każda reakcja emocjonalna przypomina ci, abyś zaangażował się we własny proces uzdrawiania. Doceniając głębokie uzdrowienie, do jakiego dochodzi, gdy pozwalasz sobie poczuć własne emocje, wykonujesz pierwszy, ekscytujący krok w kierunku kochania tego, co się pojawia. Z czasem będziesz już z większym spokojem podchodzić do tych doskonale zaaranżowanych „katalizatorów”, które teraz tak często wzbudzają w tobie poczucie utraty kontroli. Im bardziej otwierasz się na swoje uczucia, niezależnie od tego, jak bardzo wydają się nieprzyjemne lub niewygodne, tym łatwiej ci będzie dostroić się do własnego serca – mimo okoliczności, w jakich się znajdujesz.

Miłość często uznawana jest za niezwykle szlachetną wartość, a nawet rozpoznawana jako najwyższa wibracja istnienia, ale wciąż tylko nieliczni potrafią kochać innych bez względu na ich zachowanie. Łatwo jest odczuwać miłość do partnera, który prawi nam komplementy albo do rozbrajająco niewinnych zwierząt i dzieci. A jednak wielu ludziom miłość – najwspanialsze lekarstwo, jakiego pragnie ich serce – wydaje się czymś nieuchwytnym i abstrakcyjnym, ponieważ nie wiedzą, jak mogą ją pielęgnować, dzieląc się nią szczodrze z innymi.

Gdy już pozwolisz sobie na głębszym poziomie odczuwać własne uczucia, twoim kolejnym zadaniem będzie nauczyć się rozluźniać ciało. W obliczu silnych emocji często pojawia się napięcie, więc zwróć uwagę, co się dzieje, gdy się odprężasz. Prostym sposobem na rozluźnienie ciała jest spowolnienie oddechu. Wielu ludzi, próbując pogłębić oddech, zaczyna wykonywać zbyt szybkie wdechy. Dlatego też najważniejsze to skupić się na powolnym, łagodnym oddechu, dzięki któremu ciało poczuje się wystarczająco bezpiecznie, aby otworzyć się na kolejną przemianę.

Następnym krokiem jest zlokalizowanie emocji w ciele. Chociaż może pojawić się tendencja do analizowania uczuć w celu dotarcia do ich przyczyny lub jakiejś traumy z dzieciństwa, to jednak tego typu procesy ukierunkowane są na psychoanalizowanie wspomnień i mogą co prawda przekształcić nieco twoje doświadczenia, ale nie umożliwią ci uzdrowienia na poziomie komórkowym.

Kiedy wiesz, że tylko dzięki miłości możesz poczuć się wystarczająco bezpieczny, aby stawić czoła swoim uczuciom, z otwartością przyjmujesz każde doznanie – bez potrzeby analizowania, oceniania, kontemplowania czy przetwarzania – a tym samym uzyskujesz dostęp do głębokiego procesu uzdrawiania. Wystarczy, że zwrócisz uwagę na tę część ciała, w której zgromadziły się silne emocje lub ból, a uwolnisz kolejne warstwy pamięci komórkowej. Zamiast więc rozmyślać o swoich uczuciach lub zastanawiać się z czyjej winy się pojawiły, spróbuj zlokalizować je w ciele. Sprawdź, czy odczuwasz je w głowie, brzuchu, klatce piersiowej lub w jakiejkolwiek innej części ciała i przenieś na nią swoją uwagę. Jeśli nie jesteś w stanie stwierdzić w jakim miejscu w ciele odczuwasz daną emocję, po prostu skup się na sercu.

W najbardziej komfortowy dla siebie sposób zacznij powoli kierować oddech do tej części ciała, w której pojawia się dane uczucie, i przekonaj się co się dzieje, gdy się na niej skupiasz. Czy zauważasz, że im głębiej wchodzisz w odczuwanie swoich emocji, tym one szybciej przemijają?

Kolejnym krokiem w twoim procesie uzdrawiania jest przypominanie sobie prawdziwej intencji Wszechświata. Nie ma znaczenia jak często osądzasz swoje reakcje – twoim najwyższym celem jest rozpoznać każdą emocję jako okazję do powrotu do miłości, dzięki czemu wszyscy ludzie będą mogli się uzdrowić, przebudzić i przemienić. Jeśli odczuwasz silne emocje i pragniesz wykorzystać uciążliwe ludzkie uwarunkowania dla własnego uzdrowienia, wypowiedz następujące zdanie:

Uznaję, że te uczucia pojawiły się dlatego, abym mógł je objąć tak, jak nigdy dotąd.

Kiedy uświadamiasz sobie, że intencją Wszechświata jest pojawienie się tylko takich reakcji, wydarzeń, rezultatów i okoliczności, które pozwalają ci dokonać najgłębszych duchowych odkryć, nie będziesz ich już odczuwać tak dotkliwie jak wcześniej i zaczniesz czerpać korzyści z każdej pojawiającej się emocji.

Jeśli zamiast walczyć z dyskomfortem i problemami, zaakceptujesz fakt, że wszystkie twoje doświadczenia przyczyniają się do ewolucji ludzkości, będziesz w stanie spojrzeć na nie z bardziej duchowej perspektywy. Nawet największe trudności będziesz mógł potraktować jako okazje do przejścia do nowego paradygmatu świadomości i zrozumiesz, że wcale nie muszą wiązać się z cierpieniem – jeśli tylko… KOCHASZ TO, CO SIĘ POJAWIA.

Gdy pamiętasz, że mądry i kochający Wszechświat zaaranżował twoje życie w taki sposób, abyś mógł w pełni urzeczywistnić swój potencjał na planie fizycznym, dużo łatwiej przyjdzie ci wspieranie samego siebie, tak jak tego potrzebujesz w danej chwili. Możesz chociażby zrobić dla siebie tak prostą rzecz – usiądź w wygodnym miejscu, zamknij oczy i dotknij miejsca w ciele, w którym pojawiają się nieprzyjemne odczucia. Kieruj uwagę do tego miejsca przy pomocy oddechu i powtarzaj tę uzdrawiającą mantrę – na głos lub w myślach:

Kocham cię.

Miękkim, wspierającym i łagodnym tonem, powtarzaj: „kocham cię” – tak, jakbyś śpiewał dziecku kołysankę. Im więcej radości w to wniesiesz, tym bardziej otworzy się twoje serce.

Spróbuj powtarzać „kocham cię” przez dwie minuty. Nawet jeśli po kilku powtórzeniach przestaniesz jakkolwiek reagować na te słowa, nadal obdarzaj się miłością w ten sposób.

W procesie uzdrawiania – a nawet wtedy, gdy już uwolnię nagromadzone emocje – zasługuję na więcej miłości, a nie  na mniej.

W ten sposób przypominasz swojej niewinności, że jesteś jej mądrym i kochającym opiekunem. Im więcej uwagi poświęcasz temu, co się pojawia, tym bardziej twoja prawdziwa, niewinna natura nabiera przekonania, że nie musi żyć w nieustannym poczuciu emocjonalnego zagrożenia ani ciągle przeżywać kryzysy, aby otrzymać wsparcie, jakie teraz jesteś  gotowy jej zaoferować.

Jeśli znów zaczniesz mocniej reagować na „kocham cię”, powtarzaj te słowa przez kolejne dwie minuty.

Niezależnie od tego czy twoje emocje się nasilają, zmieniają, czy też rozkoszujesz się względnie długimi przerwami pomiędzy kolejnymi intensywnymi reakcjami, nie chodzi o to, aby dotrzeć do takiego miejsca, w którym nie pojawiają się już żadne uczucia. Twoim zadaniem jest bowiem pozwolić, aby łaska miłości przemieniła sposób, w jaki traktujesz wszystkie swoje doświadczenia.

Reakcje z poziomu serca pełnią niezbędną funkcję duchową – zarówno w indywidualnym życiu człowieka, jak i z punktu widzenia ewolucji ludzkości. Z każdym kolejnym „kocham cię”, doskonała boska wola przynosi ci możliwość przyspieszenia procesu uzdrawiania, dzięki temu, że jesteś gotowy objąć swoje serce tak, jak obejmowałbyś cierpiące dziecko. Nie ma znaczenia, co odczuwa dziecko w twoim sercu – czy się boi, jest zdenerwowane, smutne, pogrążone w żałobie, zazdrosne, rozzłoszczone, zranione czy też pełne nienawiści lub poczucia winy – gdy miłość stanie się twoją pierwszą reakcją na własne emocje, to każda z nich stanie się dla ciebie zaproszeniem do życia w coraz większej duchowej harmonii.

Być może twoje uczucia przypominają ci sytuacje, w których nie otrzymałeś wystarczającej uwagi i wsparcia, chociaż tak bardzo ich potrzebowałeś. Z każdym kolejnym „kocham cię” możesz teraz zaoferować temu, który pamięta owe wydarzenia, swoją życzliwość, wsparcie, akceptację i troskę, dzięki czemu uwolnisz się od dawnych uwarunkowań i wspomnień. Obejmując swoje uczucia skupioną na sercu uwagą pomagasz również uwolnić podobne osądy ze świadomości zbiorowej. W rezultacie uświadamiasz sobie, że tak zwane „negatywne” doświadczenia są niczym więcej jak niezwykłym postępem ewolucyjnym. Nawet jeśli jakaś trudna emocja wyda ci się niegodna miłości, potraktujesz tę sytuację jako okazję do pokochania tego, który nie potrafi otwarcie stawić czoła swoim przeżyciom.

Każda uzdrawiająca chwila wyciąga na wierzch kolejne warstwy emocji, które czekają na twoje objęcia w procesji kosmicznego odkupienia. Te poszczególne emocjonalne warstwy reprezentują określone sytuacje z przeszłości, w których pewne twoje uczucia lub doświadczenia zostały ocenione jako „złe”, a inne jako „dobre”.

KOCHANIE TEGO CO SIĘ POJAWIA pozwala odkryć wyższą, kosmiczną perspektywę, zarówno wtedy, gdy odczuwasz ból, boisz się lub nie chcesz stawić czoła własnemu dyskomfortowi, jak i w najbardziej subtelnych lub monotonnych chwilach twojego życia. Czasem trudno w to uwierzyć, ale wszystkie twoje przeżycia wydają ci się takie, a nie inne właśnie po to, abyś potraktował je jako okazję do zestrojenia się ze światłem boskiej woli. Tak naprawdę, nie ma żadnego innego powodu, dla którego miałbyś zauważać jakiekolwiek uczucia – niezależnie od tego, kogo za nie obwiniasz.

Z każdym kolejnym krokiem na ścieżce serca pozbywasz się wewnętrznego chaosu, rozpoznając najgłębszą przyczynę, dla której on wyłania się na pierwszy plan w twoim życiu. Gdy wykraczasz poza przestarzałe przekonania głoszące, iż twoje myśli tworzą rzeczywistość, a pewne wydarzenia wynikają z obciążeń karmicznych, to każda fala emocji zachęca cię jedynie do spotkania się z tym, czego jeszcze nie rozpoznałeś w swoim wnętrzu i czego nikt wcześniej w tobie nie uznał i uszanował.

Tak oto, w najuczciwszy oraz najbardziej intymny sposób, jesteś w stanie rozwiązać każdy konflikt zakodowany w pamięci komórkowej i projektowany na otaczający cię świat. Niezależnie od tego, czy w danym momencie wydaje ci się to proste, czy też wręcz niemożliwe do wykonania, zaufaj, że moc miłości zajmie się tym wszystkim za ciebie.

Być godnym miłości

Otwierając się coraz bardziej na własne uczucia, możesz zacząć się zastanawiać, czy zasługujesz na to, aby poświęcać sobie aż tyle czasu i uwagi. Być może wcale nie odczuwasz miłości, a częste powtarzanie słów „kocham cię” wydaje ci się sztuczne i pozbawione sensu. Mogłeś się przyzwyczaić, że otrzymujesz pochwały dopiero wtedy, gdy zrobisz coś dobrze. Nic dziwnego, że nie wiesz, w jaki sposób dodać sobie otuchy, jeśli do tej pory otrzymywałeś wsparcie tylko w formie nagrody za dobre sprawowanie. Nie ma też nic dziwnego w tym, że odtrącasz miłość, jeśli kojarzy ci się z osobami, które się skrzywdziły.

Nawet jeśli słyszałeś „kocham cię” z ust osób, które cię zdradziły, zraniły, wykorzystywały lub porzuciły, to objęcie własnej niewinności powinno stać się dla ciebie kwestią nadrzędną, ponieważ tylko w ten sposób uświadomisz sobie, iż obdarzanie uwagą wcale nie musi wiązać się z bólem, manipulacją czy odrzuceniem.

Nie umniejszając żadnej tragedii ani cierpieniu związanemu z przebywaniem w niezwykle trudnym środowisku, każdy z nas otrzymał moc jakiej potrzebuje do przetrwania, a ostatecznie rozkwitu. Niech więc każdy krok naprzód poprowadzi cię ze zgliszcz bolesnej przeszłości ku miłości – nawet jeśli w tej chwili nie jesteś w stanie przebaczyć tym, którzy cię skrzywdzili.

Niezależnie od tego, czy jesteś zraniony i zrozpaczony, czy też pełen nadziei, kochanie siebie może być dla ciebie tak nowym doświadczeniem, że twoja podświadomość nie ma się do czego odnieść. Podświadomość dzieli doświadczenia na dwie główne kategorie: „znane” i „nieznane”. Jeśli w dzieciństwie rzadko miałeś do czynienia z ludźmi, którzy kochali siebie, to obdarzenie miłością własnego serca zostanie zaklasyfikowane do kategorii „nieznane”. Potraktuj więc wszelkie poczucie nienaturalności lub braku rezonansu z tą praktyką jako głos własnej podświadomości, która po prostu komunikuje – Nie robiłeś tego wcześniej. Ponieważ prawdopodobnie jeszcze nigdy regularnie nie praktykowałeś kochania siebie, rozpoczynasz teraz osobistą rewolucję miłości, pod wpływem której twoja podświadomość zacznie inaczej reagować na bycie w centrum uwagi.

Miłość, którą obdarzasz własne serce zostaje zakodowana w podświadomości i z czasem przechodzi do kategorii „znanych” doświadczeń. Wystarczy jedno „kocham cię”, aby  uruchomić proces przemiany, który rozpoczyna się w chwili, gdy uda ci się uszanować siebie tak, jak nigdy dotąd.

Gdy „kocham cię” staje się jednym z najczęstszych zwrotów kierowanych do samego siebie lub innych w formie błogosławieństwa, przeprogramowujesz swoją podświadomość w taki sposób, że zaczyna rozpoznawać miłość jako „znane” doświadczenie. Z czasem to, co wcześniej zaliczane było do kategorii „nieznane”, przejdzie do kategorii „znane”, a wtedy podświadomość pozwoli twojemu ciału zestroić się z miłością i w pełni urzeczywistnić prawdę. Oswajając się z miłością, zyskasz poczucie bezpieczeństwa i docenienia, nawet jeśli wcześniej myślałeś, że możesz otrzymać je tylko z zewnątrz.

Za każdym razem, gdy udaje ci się pokochać to, co się pojawia, nie tylko oczyszczasz swoje ciało na poziomie komórkowym, lecz także uwalniasz osądy z podświadomości. Im więcej osądów uwolnisz w trakcie tego procesu, tym łatwiej ci będzie zachować otwarte serce.

Poprzez samo powtarzanie słów „kocham cię” stajesz się źródłem własnego spełnienia, a jednocześnie wytrwale, cierpliwie i bez wysiłku zmieniasz zapisy w swojej podświadomości.

Gdy zestroisz się z miłością tak, że stanie się dla ciebie autentycznym i „znanym” doświadczeniem, a także poczujesz się wystarczająco bezpiecznie, aby otworzyć się na życie, będziesz w stanie dawać innym miłość w darze przemiany. Możesz obdarzać innych miłością za pomocą komplementów, życzliwych uczynków, głębokiego kontaktu wzrokowego czy nawet zwykłego uśmiechu – w takim stopniu, w jakim sam jesteś w stanie objąć własną niewinność.

Uznając otwarcie własnego serca za jeden z największych darów jaki możesz zaoferować światu, czynisz ogromne postępy w rozwoju, ponieważ zapraszasz miłość do udziału w ewolucji całej planety. Dzięki temu uświadamiasz sobie, że prawdziwe uzdrowienie jest gotowością do traktowania siebie oraz innych lepiej, niż sam kiedykolwiek byłeś traktowany.

Przeprogramowanie podświadomości

Jednym z najważniejszych kroków w rozwoju duchowym jest przeprogramowanie podświadomości. Gdy regularnie zwracasz się do siebie słowami „kocham cię”, przestajesz postrzegać miłość jako coś, co płynie z  zewnątrz.

Wystarczy, że zaczniesz częściej doceniać swoje serce, a twoje ciało otworzy się na przyjęcie najwyższej wibracji miłości, jakiej tak bardzo potrzebuje. Gdy ciało zestroi się z tą wibracją, uzyskasz dostęp do swojej wrodzonej zdolności zmiany wszelkich dawnych skojarzeń z miłością, które mogły doprowadzić do tego, iż w nią nie wierzysz lub wydaje ci się bolesna. Taki rezonans oddziałuje również na układ odpornościowy, ponieważ całe twoje ciało jest żywym przejawem najczęściej używanego zdania zakodowanego w twojej podświadomości.

Gdy miłość zaczyna usuwać wszelkie przeszkody na twojej drodze, wypełniając wszystkie aspekty twojego istnienia częstotliwościami światła, bierzesz udział w procesie przebudzenia całego świata, ponieważ ośmielasz się świecić coraz jaśniej. Przyjmując od samego siebie emocjonalne wsparcie, pozwalasz jednocześnie, aby niewinność w sercu każdego człowieka zakończyła wszelką walkę, uzdrowiła rany i uwolniła osądy.

Jak na każdej ścieżce duchowej, może pojawić się naturalna tendencja, aby chcieć przyspieszyć tempo rozwoju, na co twoja niewinność może nie być gotowa. Oczywiście prowadzi to tylko do większej dysharmonii i sprawia, że twoje serce jeszcze bardziej się zamyka. Aby serce mogło w pełni rozkwitnąć, musisz dać mu prawo, aby otwierało się w swoim własnym tempie. Jeśli ta myśl wzbudza w tobie odruch zniecierpliwienia lub wręcz panikę, możesz to potraktować jako okazję do pokochania siebie razem z tymi odczuciami. To, co pojawia się w odpowiedzi na twoje doświadczenia (łącznie z brakiem reakcji), jest dokładnie tym, co masz obdarzyć miłością.

KOCHANIE TEGO, CO SIĘ POJAWIA, może się stać jedną z najbardziej wyjątkowych i niezawodnych ścieżek ewolucji jakie istnieją, ponieważ nawet jeśli uznasz, że „to nie działa”, może zwiastować kolejne, doskonale zaaranżowane uzdrowienie.

Jeśli w trakcie tego procesu poczujesz się „przegrany”, „nieudolny”, „pozbawiony kontroli” lub odniesiesz wrażenie, że nigdy nie dostajesz tego, czego pragniesz, zawsze możesz zlokalizować te uczucia w swoim ciele. Następnie, miękkim i kojącym głosem, możesz powiedzieć do siebie: „kocham cię” i obdarzyć się miłością, jakiej nigdy wcześniej nie doświadczyłeś. Jeśli nie jesteś w stanie tego zrobić, spróbuj potraktować to jako okazję do objęcia tego, kto tego nie potrafi.

Twoja niewinność otwiera się dokładnie w taki sposób, jaki najbardziej służy twojemu rozwojowi, ale możesz jej w tym pomóc, udzielając wewnętrznemu dziecku pozwolenia na to otwarcie. Aby okazać swojemu sercu aprobatę i wsparcie jakiego potrzebuje do wyjścia z ukrycia, wypowiedz tę uzdrawiającą mantrę:

Nie wiem jak pokochać smutek, który odczuwam.

Nie wiem jak pokochać lęk, który wyczuwam.

Nie wiem jak pokochać zazdrość, którą zauważam.

Nie wiem jak pokochać ból, który w sobie noszę.

Nie wiem jak pokochać swoje osądy.

Nie wiem jak pokochać własne zmagania.

Nie wiem jak pokochać swoje wspomnienia.

Nie wiem jak pokochać ludzi, którzy mnie zranili.

Nie wiem jak pokochać tych, którzy mnie ignorowali.

Nie wiem jak pokochać tych, którzy mnie karali.

Nie wiem jak pokochać tych, którzy mnie krzywdzili.

Nie wiem jak pokochać opór, który odczuwam.

Nie wiem jak pokochać swoje zwątpienie.

Nie wiem jak pokochać ciemność w moim wnętrzu.

Nie wiem jak pokochać to wszystko, czego w sobie nienawidzę.

Nie wiem jak pokochać to, co potrzebuje miłości.

Nie wiem jak pokochać to, czego być może nigdy nie zechcę pokochać.

Nie wiem jak pokochać tego, który nie potrafi się zmienić.

Nie wiem jak pokochać tego, który nie chce przebaczyć.

Nie wiem jak pokochać tego, który nie chce się rozwijać.

Nie wiem jak pokochać tego, który myśli, że zawsze ma rację.

Nie wiem jak pokochać tego, który zawsze wydaje się być pokrzywdzony.

Nie wiem jak pokochać tego, który uważa, że wszystko mu się należy – nawet kosztem innych.

Nie wiem jak pokochać tego, który cały czas czegoś potrzebuje.

Nie wiem jak pokochać tego, który wciąż jest zdesperowany, samotny i niezaspokojony.

Nie wiem jak pokochać tego, który nigdy nie jest zadowolony i zawsze chce więcej.

Nie wiem jak pokochać tego, który boi się utraty.

Nie wiem jak pokochać tego, który zawsze myśli, że musi sobie na coś zasłużyć.

Nie wiem jak pokochać tego, który po prostu chce wrócić do domu.

Nie wiem jak pokochać tych, którzy mnie odrzucali.

Nie wiem jak pokochać tego, który zawsze był odrzucany.

Nie wiem jak pokochać tego, który zawsze czuje się bezwartościowy.

Nie wiem jak pokochać tego, który wciąż goni za pragnieniami, odrzucając dary, jakie otrzymuje.

Nie wiem jak pokochać tego, kim jestem.

Przyznając się do tego, że nie wiem, jak kochać, uwalniam się teraz od wszelkich konfliktów, obciążeń oraz problemów wewnętrznych, wkraczając w serce poddania.

A teraz skup się przez chwilę na odczuciach, jakie wywołała w tobie ta uzdrawiająca mantra. Wyznawanie, że nie potrafisz czegoś zrobić, wydaje się sprzeczne z intuicją, a jednak dzięki temu w twoim ciele może się pojawić głębokie poczucie przestrzeni, odprężenia i ulgi. W ten sposób wzywasz do działania Wszechświat w twoim wnętrzu, który zrobi za ciebie to, czego ty sam nie jesteś w stanie zrobić. W odpowiedzi na tę mantrę, Wszechświat uzdrowi wszystko, co może zostać uzdrowione jedynie dzięki łasce twojej uczciwości i szczerości.

Z każdym takim wyznaniem, podobnie jak z każdą reakcją emocjonalną oraz wypowiadanym „kocham cię”, wyzwalasz się z bolesnej przeszłości, oczyszczasz z podświadomych osądów i pozwalasz miłości wkroczyć do swojego życia.

Nawet jeśli z jakiegoś powodu nie potrafisz stawić czoła pewnym uczuciom ani powiedzieć sobie „kocham cię”, przyznanie się do tego służy twojemu uzdrowieniu. Nie ma nic złego w tym, że nie potrafisz czegoś zrobić. Możesz się do tego przyznać, a gdy to zrobisz, twoje życie stanie się łatwiejsze.

Uszanowanie swojej niewinnej natury

Być może zacząłeś już odczuwać wspaniałe korzyści płynące z zapewniania sobie samemu pełnej miłości uwagi. Czy czujesz tę lekkość jaka się pojawia, gdy pozwalasz sobie na większą uczciwość z samym sobą? Wszystko czego aktualnie doświadczasz, możesz potraktować jako namacalny dowód jak szybko zmienia się twoje życie, gdy jednoczysz się ze swoją piękną, niewinną naturą.

Wspominając o niewinności odnoszę się do bezbronności w twoim wnętrzu, którą nazywa się również wewnętrznym dzieckiem. Jest to ta część ciebie, która odczuwa, a jednocześnie nie rozumie, ani nawet nie potrzebuje zrozumieć, czym są jej odczucia.

Czasem twoja niewinność będzie dawała o sobie znać w obliczu ogromnej zmiany, niemożliwego do uniknięcia bólu albo rozczarowania. Skoro jednak wszystko jest doskonale zaaranżowane przez Wszechświat, to nawiązanie kontaktu z tymi nieprzyjemnymi odczuciami nie jest wcale żadną karą ani krzywdą. Wkrótce będziesz w stanie zrozumieć, że wszelkie okoliczności pojawiają się tylko i wyłącznie po to, abyś mógł jeszcze bardziej połączyć się z uczuciami swojego wewnętrznego dziecka. Niewinność przemawia zwykle najgłośniej właśnie poprzez dyskomfort.

To naturalne, że rozwinąłeś w sobie niechęć do odczuwania trudnych emocji, jeśli do tej pory zwracałeś uwagę na swoją wrażliwość tylko w najtrudniejszych momentach swojego życia. Możliwe, że kiedyś, otwarcie wyrażając swoje uczucia, spotykałeś się z osądami, kpiną, odrzuceniem lub nawet karą ze strony dorosłych, którzy denerwowali się, że nie potrafią wpłynąć na twoje samopoczucie i rozwiązać twoich problemów. Być może tak sobie myślałeś – Ach, gdybym tylko zachował swoje uczucia dla siebie, wszystko byłoby w porządku. Warto jednak pamiętać, że każda relacja, interakcja i każde spotkanie są przejawem boskiej woli. Nawet jeśli nie otrzymałeś od drugiego człowieka tego, czego oczekiwałeś, w pewnym momencie zrozumiesz, że wszystko, co się pojawia, ostatecznie służy wam obojgu.

W międzyczasie niezwykle ważne jest, abyś spotykał się z wrażliwością swojego mądrego i niewinnego serca. Możesz wyobrazić je sobie jako siebie samego z dzieciństwa lub jako dziecko, którym nigdy nie mogłeś być. Niezależnie od tego, czy postrzegasz swoją niewinność jako wewnętrzne dziecko, czy też jako czysty przejaw siły życiowej, ona woła o twoją pełną miłości uwagę i pragnie poprowadzić cię do najwspanialszych możliwości, jakie zawsze na ciebie czekały.

Zawierając pokój z trudnymi emocjami nie musisz już z całych sił próbować poczuć się dobrze, aby uniknąć bólu lub rozpaczy. To zrozumiałe, że chcesz tego uniknąć, chociaż takie podejście może prowadzić do tego, że zaczniesz wręcz spodziewać się bólu na co dzień. Nie ma jednak nic złego w stawianiu oporu i unikaniu, które również możesz potraktować jako coś, co czeka na twoją miłość. W trakcie tego procesu, możesz śmiało przyznać – Nie ma nic złego w tym, że nie lubię tego uczucia… ono pojawia się we mnie po to, abym przestał z nim walczyć. Uświadamiam sobie, że przypominam w tym dziecko, które nigdy nie zachowuje się tak jakbym chciał, a jednak zasługuje na moją bezwarunkową miłość – jak wszyscy.

Nawet jeśli nie potrafisz zaakceptować swoich emocji ani pokochać tego, który nie jest w stanie tego uczynić, to każda chwila, w której nawiązujesz kontakt ze swoją wrażliwością, zachęca cię do coraz większej uczciwości wobec siebie. To właśnie ta uczciwość jest kluczem do wolności. Pozwala ci ona przyznać się przed sobą, że nie potrafisz czegoś zrobić, łącznie z wyznaniem, że nie wiesz, jak siebie pokochać. Prawda wyzwala cię za każdym razem, gdy uczciwie spotykasz się ze sobą, a poczucie przestrzeni lub ulgi w ciele coraz bardziej otwierają cię na miłość. W trakcie tego procesu nie ma najmniejszego znaczenia, czy w swoim odczuciu jesteś dobry we wspieraniu siebie, czy też nie, ponieważ miłość jest wspaniałą boską mocą, którą rozwijasz za każdym razem, gdy zapraszasz ją do swojego wnętrza.

W nowym paradygmacie niezwykle ważne jest zaprzestanie walki z własnymi emocjami, dzięki czemu nie będziesz wpadać w błędne koło dążenia do jakiegoś pozytywnego uczucia, a jednocześnie unikania jego przeciwieństwa. Przebudzając się ze świata przeciwieństw, wyzwalasz się z nieustannego cyklu wzlotów i upadków. Oznacza to, że po niezwykle korzystnym okresie, wcale nie musisz doświadczyć niespodziewanych strat, ponieważ pogodziłeś się z oboma biegunami i pozwoliłeś, aby każdy z nich stanowił dla ciebie równorzędną okazję do pokochania tego, co się pojawia. W tej przestrzeni odzyskanej wolności, wybuchy radości są równie cenne, jak przytłaczające chwile rozpaczy. Co prawda odczucia te różnią się od siebie, ale możesz uznać, że oba zasługują na miłość, jaką mogą otrzymać tylko od twojego serca.

Nie sposób udawać, że w równym stopniu cieszą cię oba przeciwstawne bieguny życia, a jednak twoje podejście do pewnych okoliczności może zaskakująco szybko ulec zmianie, gdy tylko twoje serce poczuje się wystarczająco bezpieczne, aby się otworzyć. Miłość pomaga zrozumieć, że bolesne emocje służą uzdrowieniu, dzięki czemu przestajesz postrzegać je jako „złe”. Zawsze, gdy uznajesz jakieś uczucie za „niewłaściwe”, tak naprawdę masz na myśli – To nie jest dobry czas, aby czuć się źle.

Gdy nie uzależniasz swojego samopoczucia od rezultatów ani okoliczności zewnętrznych, nie ma już znaczenia, co zyskujesz, a co tracisz, ponieważ wszystko prowadzi cię na kolejne, wyższe poziomy świadomości. Być może teraz doświadczasz siebie jako kogoś, kto wciąż coś traci, właśnie po to, abyś mógł przypomnieć sobie o własnej niewinności, która potrzebuje jedynie twoich kochających ramion. Wszechświat próbuje ci to uświadomić, więc układa twoje życie w taki sposób, abyś zwrócił uwagę na swoją wrażliwość, której inni prawdopodobnie wcześniej nie dostrzegali lub którą ignorowali, porzucili czy zdradzili.

W przeszłości zapewne nieraz marzyłeś, aby otaczający cię ludzie kochali cię tak, jak tego pragniesz. Być może kochali cię najmocniej jak potrafili, ale z jakiegoś powodu nie byli w stanie zaoferować ci takiej akceptacji i troski, jakich potrzebowałeś. Wszystkie wspomnienia, które wiążą się z poczuciem braku miłości, są przechowywane w twoich komórkach. Silne emocje wydobywają na wierzch wspomnienia, które w danym momencie jesteś gotowy uwolnić, a wtedy przypominasz sobie, jak czułeś się w chwilach, gdy najbardziej potrzebowałeś miłości.

Gdy KOCHANIE TEGO, CO  SIĘ POJAWIA stanie się twoją odpowiedzią na wołanie własnej niewinności, będziesz mógł objąć swoje wewnętrzne dziecko w taki sposób, w jaki być może nikt inny jeszcze tego nie zrobił. Spontanicznie uwalniająca się pamięć komórkowa przypomina ci, że nadszedł czas, aby stać się najlepszym rodzicem dla własnej niewinności, a pozwalając sobie na to przygotowujesz jeszcze więcej miejsca na nową świadomość serca. W rezultacie wykorzystujesz wszelkie pojawiające się reakcje, ból, dyskomfort, frustrację, lęk i dysharmonię jako okazje do cofnięcia się w czasie i pokochania siebie w różnych momentach swojej przeszłości.

Takie doświadczenia pozwalają zrozumieć głębsze znaczenie twojego przywiązania do przeszłości. Wielu duchowych adeptów ciężko pracuje nad uwolnieniem się od przywiązania do dawnych doświadczeń, lecz żeby tego dokonać należy najpierw pokochać i zaakceptować w pełni tego, który się ich trzyma. Ostatecznie uświadamiasz sobie również, że karma to nic innego jak wspomnienia zakodowane w komórkach ciała. Wielu osób mylnie definiuje karmę słowami: „masz to, na co zasłużyłeś”, sugerując tym samym pewnego rodzaju zemstę Wszechświata.

Twoje doświadczenia z dzieciństwa tak naprawdę przygotowały cię do nawiązania ponownego kontaktu z każdym stłumionym uczuciem i wspomnieniem po to, abyś mógł poczynić dalsze postępy w duchowej ewolucji. Gdy zaczniesz w ten sposób traktować swoje uczucia i wspomnienia, nie tylko nauczysz cię bezwarunkowej miłości do siebie (jakiej inni nie potrafili ci okazać), ale także przyczynisz się do wyzwolenia całej planety, przekształcając swoje cierpienie w dar zbawienia dla wszystkich ludzi.

Każda reakcja emocjonalna uruchamia system wzajemnych powiązań w komórkach twojego ciała. Nie musisz zajmować się wszystkimi wspomnieniami po kolei, ani wciąż grzebać w przeszłości, ponieważ każde pojawiające się uczucie niczym magnes przyciąga wszelkie związane z nim wspomnienia przechowywane w twoich komórkach. Oto przykład: gdy pojawia się smutek, niewinność w twoim sercu mówi – Wydobywam na światło dzienne wszelkie wspomnienia związane ze smutkiem, a także brakiem upragnionej miłości oraz wsparcia. Proszę o twoją pomoc w uwolnieniu tych wspomnień poprzez pokochanie mnie w taki sposób, w jaki nigdy wcześniej nie byłam kochana.

Za każdym razem, gdy obejmujesz siebie z miłością, pomagasz ciału uwolnić wspomnienia, które są gotowe na uzdrowienie – niezależnie od tego, co je aktywowało. Pojawienie się jakichkolwiek emocji zawsze świadczy więc o tym, że coś zostaje oczyszczane z twojego pola. Możesz przyspieszyć proces usuwania pamięci komórkowej, zwracając uwagę na część ciała, w której odczuwasz dyskomfort i łagodnie kierując do niej swój oddech, a także obdarzając swoje wewnętrzne dziecko pełną miłości uwagą.

Gdy poświęcasz czas na nawiązanie kontaktu ze swoim wewnętrznym dzieckiem (bez względu na to, czy w danym momencie odczuwasz jakieś negatywne emocje, czy nie), zaczynasz dostrzegać rdzeń własnej wrażliwości, która pragnie, abyś poświęcił jej więcej uwagi niż wcześniej oraz obdarzył ją większą miłością, troską i opieką. Zarówno Wszechświat przyjmujący twoją postać, jak i dziecko w twoim sercu czekające na twoją akceptację i aprobatę, są wyrazem boskiej mocy, dzięki której miłość ożywa w pięknie fizycznej formy. Każdy krok naprzód jest więc uczczeniem procesu ewolucji Wszechświata, który rozpoznaje siebie samego jako czystą niewinność w nas wszystkich.

Chociaż Wszechświat przejawia się zarówno w postaci twojego wewnętrznego dziecka, jak i jego „rodzica”, to jednak najwyższą boską wolą jest, abyś w tym dziecku odkrył mistrza, którym JUŻ JESTEŚ. Znalazłeś się na tej planecie, aby przejść proces ewolucyjny prowadzący do rozpoznania, że jesteś ucieleśnionym mistrzem duchowym. Proces ten przypomina wyrastanie kwiatu z nasiona i jego rozkwitanie. Nasiono zawiera w sobie potencjał kwiatu, ale nie może przejawić prawdy, którą jest, dopóki nie zostanie zasadzone i nie wypuści korzeni.

W tym spotkaniu z kosmiczną niewinnością, tak naprawdę już jesteś mistrzem duchowym, który inkarnował tu po to, aby świadomie się rozwijać i rozpoznać swoją prawdziwą, odwieczną naturę. Aby odkryć tego mistrza w swoim wnętrzu, musisz pozwolić, aby miłość stała się twoją najbardziej naturalną reakcją. Jeśli tak nie jest, potraktuj to jako okazję do okazania sobie wsparcia i czułości, jakich nigdy wcześniej nie doświadczyłeś.

Rozdział 2

Ujawnienie mistrza

Odkąd pamiętam, jestem tak zwanym empatą, czyli osobą, która potrafi czuć cudze emocje. Chociaż od małego dysponowałem wysoko rozwiniętymi zdolnościami empatycznymi, to jednak nie były one odpowiednio wyostrzone i ukierunkowane. W rezultacie byłem tak otwarty, że nieustannie odczuwałem energie zewnętrznego świata i nierozwiązane problemy wewnętrzne otaczających mnie ludzi. Dodatkowo zwykle mylnie zakładałem, że emocje, które wyczuwam u innych, mają coś wspólnego z ich opiniami na mój temat. Z tego powodu przez większą część dzieciństwa ciągle próbowałem podnieść wszystkich na duchu. Przez wiele lat myślałem, że gdy uda mi się wpłynąć korzystnie na czyjeś samopoczucie, to ta osoba mnie polubi.

Chociaż inni starali się mnie docenić i zaakceptować, to jednak nigdy tak naprawdę nie czułem, że jestem przez nich lubiany. Wynikało to z faktu, że wyczuwałem w ich polu różnego rodzaju uczucia, które wydawały mi się sprzeczne z wypowiadanymi przez nich słowami. Nawet w uśmiechających się do mnie dzieciach czy dorosłych często wyczuwałem silny gniew lub głęboki smutek. Zastanawiałem się wtedy – Czy to ja ich zasmuciłem? Czy to nam nie się złoszczą? Czy zrobiłem coś, co ich zdenerwowało?

W dzieciństwie najczęściej zadawanym przeze mnie pytaniem było – Czy jesteś na mnie zły? Naturalnie, wiele lat później zrozumiałem, że intuicyjnie odczuwałem warstwy emocji w polu tych osób. Na początkowym etapie życia byłem ofiarą wibracyjnego współuzależnienia – podobnie zresztą jak inne, wrażliwe energetycznie dzieci. Wyczuwałem uczucia innych ludzi i nie potrafiłem się odprężyć, gdy byli napięci. Ogromnie mnie to wyczerpywało, a jednak zdawało się, że moją misją jest właśnie sprawianie, aby inni poczuli się lepiej oraz kontemplowanie tajemnic Wszechświata. Z jakiegoś powodu było to dla mnie ważniejsze niż cokolwiek innego na tym świecie.

Wychowałem się w bardzo kochającej rodzinie i pod wieloma względami miałem wspaniałe dzieciństwo, ale można powiedzieć, że byłem dorosłym w ciele dziecka. Rozgorączkowana energia innych dzieci zwykle była dla mnie nie do zniesienia. Na placu zabaw wolałem bawić się sam. Gdy tylko grupka małych dzikusów atakowała huśtawki, to był dla mnie znak, że pora już iść. Patrząc wstecz na tamten okres widzę, że bałem się ich nieokiełznanej energii i żywiołowych zachowań. Moje zabawy były znacznie bardziej pasywne. Uwielbiałem puszczać wodze wyobraźni i dyskutować z dorosłymi.

Za każdym razem, gdy dorośli omawiali jakieś głębsze aspekty życia, wyczuwałem jak zmienia się energia pomieszczenia. Chociaż tego nie rozumiałem, to jednak czułem się wspaniale z takimi korzystnymi zmianami w energii, że przyciągało mnie wszystko, co je wywoływało. Wreszcie mogłem się zrelaksować, a tego najbardziej mi brakowało. Zawsze, gdy miałem okazję głęboko się odprężyć, uczucia innych ludzi przestawały mnie przytłaczać i uwalniałem się od potrzeby sprawiania, aby poczuli się lepiej.

 Błędne rozumienie empatii

Te spontanicznie pojawiające się zmiany w energii były pierwszymi z wielu moich niewytłumaczalnych, mistycznych doświadczeń. Podobnie jak inne dzieci z naturalnymi zdolnościami intuicyjnymi, byłem otwarty na wyższe wymiary Wszechświata, które traktowałem jako coś zupełnie oczywistego. Gdy jednak zacząłem opowiadać innym o swoich przeżyciach, z wielkim zaskoczeniem przekonałem się, że niczego takiego nie doświadczają. Nie potrafiłem zrozumieć, jak to możliwe, że nikt inny nie czuje i nie widzi tego, co dla mnie jest tak oczywiste i wyraźne.

Pamiętam, że często wyczuwałem jak ciężko jest ludziom na sercu. Myślałem sobie wtedy – Widocznie źle się ze mną czują. Nie rozumiałem dlaczego sam nie czuję się z nimi dobrze, skoro twierdzą, że mnie akceptują. W tamtym czasie nie miałem pojęcia, że ich dyskomfort nie ma ze mną nic wspólnego, a świadczy o ich własnych wewnętrznych wzorcach. Gdy inne dzieci „zamykały się”, często czułem się odrzucony, ponieważ nie rozumiałem, co tak naprawdę wyczuwam. Gdybym nie upierał się tak bardzo przy tym, aby w swojej niewinności brać do siebie ich własne przeżycia, być może usłyszałbym, jak ich serce mówi – Za każdym razem gdy jestem tak otwarty jak ty w obecności mojej rodziny, wydarzają się złe  rzeczy, ściągam na siebie kłopoty i jestem karany. Dlatego otwartość kojarzy mi się z brakiem poczucia bezpieczeństwa.

Dzielę się tym z tobą, ponieważ przypuszczam, że ty również, jako osoba z silnie rozwiniętą empatią, masz za sobą podobne przeżycia. Życie może być naprawdę bolesne, przytłaczające i dezorientujące, gdy wciąż zalewają cię emocje innych ludzi i nieustannie wyczuwasz ich nieuzdrowione wzorce, przez co tak trudno ci odnaleźć się na tym świecie.

Osoby empatyczne często wyczuwają bariery emocjonalne w sercach członków rodziny i na tej podstawie mylnie wnioskują, że nie są przez nich kochani. W rezultacie mogą mieć poczucie, że nie zasługują na miłość lub żyć w przekonaniu, iż nie zapracowali sobie na cudzą aprobatę. Naturalnie w ten sposób obwiniają samych siebie za cudze doświadczenia.

Większość empatycznych osób podświadomie myśli – Nie czuję tego, co chciałbym czuć, więc zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby wyzwolić otaczających mnie ludzi z ich obciążeń, aby już nic nie przeszkadzało im kochać mnie tak, jak pragnę być kochany.

Z powodu niezrozumienia mechanizmu wibracyjnego współuzależnienia, przez większość swojego dzieciństwa próbowałem uzdrowić trudne emocje ludzi, z którymi miałem do czynienia. Gdy nie udawało mi się podnieść ich na duchu uznawałem, że nie jestem wystarczająco dobry. Dzielę się tym z tobą, aby pomóc ci uwolnić się od poczucia winy za procesy, które przechodzą inni.

Sytuacje, w których oddziałują na nas cudze obciążenia lub czujemy się w jakiś sposób ograniczeni, ponieważ inni nie są w stanie czegoś nam zaoferować, również możemy potraktować je jako przypomnienie, że zasługujemy na więcej miłości, a nie na mniej.

Wizyta w ogrodzie

Chociaż w moim życiu dominowało wibracyjne współuzależnienie, to jednak wciąż miałem tajemnicze, mistyczne doświadczenia, które pragnąłem zrozumieć. Pamiętam, jak pewnego razu powiedziałem coś przy grupie dorosłych, a wtedy zapadło pełne zdumienia milczenie. Gdy zapytali, skąd to wszystko wiem, odpowiedziałem – Usłyszałem szept w uchu. Dorośli zachwycali się niezwykle mądrą wypowiedzią siedmiolatka, ale ja nie miałem najmniejszego pojęcia, co ich tak zaskoczyło, nie mówiąc już o tym, że nie rozumiałem nawet słów, które wypowiedziałem. Była to pierwsza z wielu takich sytuacji, kiedy mówiłem coś, co wprawiało ludzi w zdumienie, chociaż sam nie wiedziałem, o czym właściwie mówię. Podobnie jak inne dzieci ze zdolnościami intuicyjnymi, nie byłem jeszcze wystarczająco dojrzały, aby zrozumieć ludzkie uwarunkowania, ani pojąć głęboką mądrość zawartą w przekazywanych przeze mnie słowach.

W tamtym czasie interesowały mnie przede wszystkim takie zagadnienia, które oddziaływały korzystnie na moją energię. Wszędzie natykałem się na książki o UFO i postrzeganiu pozazmysłowym. Fascynowały mnie zjawiska paranormalne, ponieważ czytając o nich odczuwałem wyraźną zmianę w swojej energii. Z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu przesuwanie przedmiotów siłą umysłu, lewitowanie, a nawet podróże w czasie, wydawały mi się zadziwiające znajome. Podczas gdy większość chłopców pragnęła zostać gwiazdą futbolu lub koszykówki, ja przechodziłem zupełnie inny trening. Mój sport polegał na dostrajaniu się do nieograniczonej mocy umysłu.

Pamiętam, że ogromnie fascynowały mnie moce parapsychiczne. Nie zależało mi na znalezieniu dowodów na istnienie tego rodzaju zjawisk, ponieważ w głębi duszy wiedziałem, że są jak najbardziej rzeczywiste, a samo myślenie o nich podnosiło moją energię i przynosiło mi ukojenie. Jednak ze względu na wątpliwości i sceptycyzm innych ludzi odnośnie tych tematów czułem się często tak, jakbym znajdował się na niewłaściwej planecie.

Jako dziesięciolatek miałem kilka głębokich doświadczeń mistycznych. Pewnego razu szedłem wzdłuż niewysokiego murka znajdującego się między domem mojego przyjaciela a posiadłością jego sąsiada, gdy nagle coś zwróciło moją uwagę i spowodowało, że zatrzymałem się w pół kroku. Stojąc tam i wpatrując się w mur, usłyszałem głos w swojej głowie – Nie jestem tym murem. Nie jestem tym ciałem. Jestem przestrzenią między nimi. W tak młodym wieku nie miałem pojęcia, co oznaczają te słowa. Poczułem, że w przyszłości je zrozumiem, ale wtedy, w dzieciństwie, nie miałem wystarczająco rozwiniętej świadomości, aby docenić mądrość tego przekazu.

Wkrótce potem miałem jedno z najbardziej przełomowych doświadczeń w swoim życiu, które uznałem za sen. Znalazłem się w najpiękniejszym ogrodzie, jaki kiedykolwiek widziałem. Ujrzałem tam niezwykle żywe kolory. Miałem wrażenie jakby różne odcienie światła rozlewały się we wszystkich kierunkach. To było absolutnie niesamowite.

Nigdy wcześniej nie czułem się tak bardzo kochany. Miłość nie była dominującym uczuciem mojego dzieciństwa, chociaż rodzice zawsze oferowali mi pełne miłości wsparcie. Znałem uczucie ulgi i spokoju, jakie pojawiały się przy korzystnych zmianach energii, ale nigdy wcześniej tak naprawdę nie odczuwałem miłości, ani nawet nie zauważałem jej braku. Odkąd pamiętam, towarzyszyło mi uczucie bezmiaru. Bezmiar ten przypominał pustkę, której niczego nie brakowało, a jednak nie było w tym pełni. Ale wtedy, rozglądając się po tamtym ogrodzie, nagle poczułem się jak w domu i wypełniło mnie niezaprzeczalne poczucie bezpieczeństwa i opieki.

Zobaczyłem przed sobą łąkę pełną kwiatów. Zacząłem przedzierać się przez gęstą trawę sięgającą mi do pasa, gdy nagle uświadomiłem sobie, że w tym samym czasie unoszę się nad nią. Nie rozumiałem jak to możliwe, że doświadczam dwóch różnych doznań jednocześnie, ani jakim cudem w ogóle unoszę się nad łąką. Właściwie nie miało to dla mnie większego znaczenia, ponieważ obejmowała mnie ta niezwykle silna, a zarazem łagodna energia miłości. Kierując się na środek łąki, zauważyłem unoszącą się nad nią świetlistą postać. Mniej więcej sześć metrów przede mną znajdował się ciemnowłosy mężczyzna z brodą, ubrany w białą szatę, która zasłaniała mu stopy. Z jakiegoś powodu wydał mi się bardzo mądry i znajomy. Przywołał mnie gestem, a ja zwyczajnie zastygłem w bezruchu.

Po chwili zacząłem samoistnie się do niego przybliżać. Gdy znalazłem się w odległości niemal półtora metra, zauważyłem że w jego oczach nie widać źrenic. Wyglądały tak, jakby wydobywała się z nich rzeka białego światła. W tamtym momencie przypomniałem sobie te straszne filmy, w których ludzie wywracali oczy białkami do góry. Dlaczego akurat wtedy o tym pomyślałem? Ta myśl wystarczyła, aby przerwać to doświadczenie. Nagle poczułem jak spadam poprzez łąkę, a następnie przez niebo, aż w końcu wylądowałem z powrotem w swoim ciele. Dopiero, gdy wróciłem do ciała, uświadomiłem sobie, że musiałem je wcześniej opuścić.

Oddychałem ciężko i było mi przeraźliwie zimno, chociaż oblewał mnie pot. Próbowałem zrozumieć czego właśnie doświadczyłem. Tymczasem w drzwiach mojego pokoju ukazał się tamten mężczyzna z łąki, przyjmując postać kredowobiałej energii. Kątem oka zobaczyłem, że znów mnie do siebie przywołuje. Zniknął, gdy tylko na niego spojrzałem.

To doświadczenie przyniosło mi więcej pytań niż odpowiedzi. A jednak miłość, jaką poczułem w tamtym ogrodzie była tak potężna, że nawet teraz, po latach, wciąż czuję ją w swoim wnętrzu.

Następnego dnia opowiedziałem rodzicom o tamtym przeżyciu. W miarę jak podawałem im kolejne szczegóły, okazywali coraz większe zainteresowanie. Ojciec przypomniał sobie, że przeżył coś bardzo podobnego podczas popołudniowej medytacji jakieś trzydzieści lat wcześniej. Po opuszczeniu ciała znalazł się w ogrodzie, unosząc się nad piękną łąką pełną kwiatów, gdzie spotkał istotę w białej szacie – dokładnie tak, jak ja.

Pomogło mi to uświadomić sobie, że wcale nie trzeba rozumieć tego głębokiego poczucia wzajemnego połączenia, aby móc je zgłębiać. Od tamtej pory przepełniało mnie wszechogarniające poczucie podziwu i zachwytu, ponieważ miłość, którą poczułem w tamtym ogrodzie wydawała się wypełniać każdy mój oddech.

Prowadzony przez miłość

Nieco później przeżyłem kolejne, niezwykłe doświadczenie. Gdy wszedłem do domu przyjaciela, kątem oka zobaczyłem, że z obu stron towarzyszy mi więcej istot ukazujących się w postaci kredowobiałej energii. Intuicja podpowiedziała mi, że są to moi przewodnicy duchowi, którzy będą mnie prowadzić przez kolejne etapy mojego życia. Z jakiegoś powodu zupełnie mnie to nie zdziwiło, ani nawet nie zafascynowało, lecz wydało się zaskakująco znajome. Wiedziałem, że jestem z nimi bezpieczny i mogę im zaufać, ponieważ emanowali tę samą wibracją miłości, jakiej doświadczyłem w tamtym ogrodzie. Wtedy po raz pierwszy pojawiła się we mnie wewnętrzna pewność, chociaż nie miałem pojęcia, skąd to wszystko wiem.

W domu przyjaciela zauważyłem wiszący na ścianie obraz z tamtym brodatym mężczyzną z ogrodu.

Znam go! – wykrzyknąłem.

No tak, Matt. Wszyscy znamy Jezusa – odpowiedział przyjaciel.

Spotkałem się z nim wczoraj wieczorem – oznajmiłem z pełnym przekonaniem.

–  Weź przestań! Na pewno nie spotkałeś się z Jezusem – spiorunował mnie wzrokiem.

Ja jednak byłem pewien, że „naprawdę” się z nim spotkałem, a jednocześnie nie rozumiałem, dlaczego wydało mu się to aż takie niestosowne i nieprawdopodobne. Czy złamałem jakąś naczelną zasadę Wszechświata? Czy to oznacza, że nie mogę już obchodzić Chanuki?

Miałem głębokie poczucie, że kolejne rozdziały mojego życia przyniosą odpowiedzi na te pytania. Wiedziałem, że jedyne, co mam robić, to zachować kontakt ze swoimi przewodnikami, którzy z miłością mnie prowadzili. Co prawda nie pojawiali się, aby udzielać odpowiedzi na wszystkie moje pytania, ale zawsze dodawali mi otuchy i pomagali dostrzegać doskonałość we wszystkich wydarzeniach – niezależnie od ich rezultatów. Pozwoliło mi to, na poziomie egzystencjalnym, akceptować każdą kolejną chwilę, chociaż często odgrywałem rolę osoby, która nie potrafi pogodzić się z sytuacją.

Potem pochłonął mnie okres dorastania i na pewien czas zapomniałem o istnieniu przewodników – aż do czasu, gdy zaczęli do mnie przemawiać po moich osiemnastych urodzinach. Pamiętam pierwszą taką sytuację. Miałem wrażenie, jakby jakiś gromki głos wydobywał się z wnętrza mojego ciała. Nie czułem lęku, ponieważ głos niósł ze sobą wibrację miłości, jaką pamiętałem z tamtej wizyty w ogrodzie sprzed laty. Pierwsze słowa, jakie usłyszałem w ten sposób, brzmiały – Nie jesteś tym, kim myślisz, że jesteś. Nie wiem dlaczego, ale odruchowo odpowiedziałem – A ty kim, u licha, jesteś?

Od tamtej pory codziennie rozmawiałem ze swoimi duchowymi przewodnikami, którzy odwiedzali mnie w moim pokoju. Przedstawiali się jako Wniebowstąpieni Mistrzowie i Archaniołowie. Każdy z nich miał inny kolor, symbolizujący jego częstotliwość wibracyjną. Widziałem również ich wizerunki, które potwierdzały mi, z kim mam do czynienia.

Poszczególni Archaniołowie i Wniebowstąpieni Mistrzowie byli co prawda na swój sposób wyjątkowi, ale wszyscy emanowali niezwykłą energią miłości, dzięki czemu czułem się z nimi naprawdę bezpiecznie. Zauważyłem również, że pomagają mi udoskonalić moje zdolności intuicyjne. Miałem poczucie, jakby rozmowy z nimi nastawiały moją „antenę” na odbieranie niezakłóconych sygnałów.

Za każdym razem, gdy rozmawiałem z jakimś Archaniołem lub Wniebowstąpionym Mistrzem, odbierałem jego przekaz zarówno w formie wizji, jak i słów, które słyszałem tak wyraźnie, jakbym rozmawiał z kimś przez telefon. Towarzyszyły temu również pewne doznania fizyczne, dzięki którym rejestrowałem dodatkowe informacje, niczym komputer pobierający dane z serwera. Zrozumiałem, że mam zdolności jasnowidzenia, jasnosłyszenia i jasnoodczuwania, które harmonijnie współgrały ze sobą, przejawiając się w postaci spontanicznego rozpoznania.

Odnosiłem wrażenie, że jestem do czegoś przygotowywany. Nie wiedziałem do czego, ale stopniowo to odkrywałem. Nagle zacząłem otrzymywać wskazówki, abym podszedł do jakiejś nieznajomej osoby i przekazał jej otrzymane informacje. Za każdym razem bardzo się bałem, że zostanę skrytykowany lub odrzucony. Miałem też obawy, że mój przekaz okaże się niezrozumiały lub błędny.

Pamiętam, jak sobie myślałem – A może po prostu jestem wariatem i nawet nie zdaję sobie z tego sprawy? Zawsze jednak przekazywałem ludziom dokładnie takie informacje, jakie otrzymywałem, ponieważ nie potrafiłem inaczej. Miałem wręcz wrażenie, że dostanę ataku serca, jeśli tego nie zrobię. Pomagało mi to przezwyciężyć lęk przed odrzuceniem oraz brak pewności siebie. Z czasem dzielenie się przekazami przychodziło mi coraz łatwiej, ponieważ widziałem głębokie zmiany w ludziach, którzy je otrzymywali.

Z mojej perspektywy przypominało to wejście na boisko z kijem basebollowym w ręce, nie mając przy tym pojęcia, co masz z nim zrobić. Nagle widzisz, że leci do ciebie piłka i twoje ciało odruchowo uderza w nią kijem, wybijając ją daleko poza boisko. Podczas gdy inni podziwiają twoje osiągnięcie, ty za każdym razem jesteś zdumiony, że udaje ci się tego dokonać, ponieważ nie masz pojęcia, w jaki sposób to robisz i na czym w ogóle polega ta gra.

Od tamtego pory moi przewodnicy zaczęli mnie kierować do księgarni z książkami o tematyce duchowej, gdzie miałem dzielić się z klientami spontanicznymi przekazami. Pewnego dnia właściciel jednej z nich zapytał, czy mogę zaoferować klientom intuicyjne odczyty. Poczułem wyraźną odpowiedź „tak” w swoim ciele, więc uznałem to za znak, że tak właśnie powinienem postąpić. Gdy ludzie usiedli wokół mnie, przez ułamek sekundy nie miałem pojęcia, co mam robić, ale już po chwili wszystko zaczęło dziać się samo.

Musiałem przekazywać ludziom informacje, które otrzymywałem, bo czułem się tak, jakbym miał dostać ataku serca, jeśli tego nie zrobię. Wciąż jednak nie rozumiałem tego, co się dzieje, ale poddałem się temu, ponieważ przepływ energii jaki odczuwałem w trakcie przekazów był dla mnie przyjemny, a inni również bardzo z nich korzystali.

Po upływie zaledwie dwóch miesięcy wykonywałem odczyty na targach ezoterycznych i regularnie przyjmowałem klientów. Ku mojemu zdumieniu, zgłaszali się do mnie głównie inni jasnowidze i uzdrowiciele. Być może próbowali zrozumieć, jak to się dzieje, że dzielę się przekazami w tak zrozumiały, a zarazem głęboki sposób. Chociaż wszyscy wydawali się zachwyceni, ja zwykle byłem przerażony, ponieważ nie miałem pojęcia, o czym właściwie mówię. Podążałem jedynie za otrzymywanymi wskazówkami i pozwalałem prowadzić się miłości.

Na początku wykonywałem odczyty dla pojedynczych osób, ale wkrótce zacząłem przekazywać informacje całym grupom. Odnosiłem wrażenie, że każde zgromadzenie ludzi tworzy określona grupa dusz, a ja intuicyjnie oferowałem im to, co najbardziej z nimi rezonuje. W tamtym czasie powoli zacząłem oswajać się ze swoją nową rolą. Pogodziłem się z tym, że regularnie doświadczam czegoś, czego nie potrafię wytłumaczyć, a co podnosi na duchu wszystkich ludzi, których spotykam na swojej drodze.

Kroniki Akaszy

Gdy już w pełni pogodziłem się z tym, czego doświadczam, zostałem wezwany na spotkanie z Archaniołami i Wniebowstąpionymi Mistrzami. Mieli mi coś ważnego do przekazania, co wzbudziło we mnie przyjemne podekscytowanie. Poprosili, abym zamknął oczy, a wtedy moja świadomość natychmiast przeniosła się w inne miejsce. Znalazłem się przed czymś, co wyglądało jak Mauzoleum Abrahama Lincolna z wielkimi, białymi kolumnami.

Intuicja podpowiedziała mi, że dotarłem do Kronik Akaszy. Z mojego punktu widzenia miejsce to przypominało olbrzymią bibliotekę. Dowiedziałem się, że znajdujące się tam księgi zawierają kontrakty dusz dotyczące wszystkich wcieleń i relacji osobistych. Gdy człowiek w pełni zrozumie mądrość zawartą w danym kontrakcie, Wniebowstąpiony Mistrz lub Archanioł przypisany do ścieżki danej duszy usuwa ten kontrakt z księgi. Proces ten przypomina powtarzającą się uroczystość wręczania dyplomów, na której za każdym razem rozpoczynamy nowy etap rozwoju.

Po otrzymaniu tego błyskawicznego przekazu, wspiąłem się po schodach, kierując się ku świetlistemu stołowi przy wejściu. Stali przy nim Wniebowstąpieni Mistrzowie i Archaniołowie, ciesząc się moim przybyciem. Pomyślałem wtedy, że to wszystko jest absolutnie niesamowite. Znajdujące się tam istoty patrzyły na mnie z takim podziwem, jakbym za chwilę miał przejść na kolejny poziom ewolucji. I rzeczywiście tak się stało, ale nie spodziewałem się, że dokonam przy tym aż tak głębokich odkryć.

Nagle istoty te wykonały wspólnie taki ruch, jakby zdejmowały maski ze swoich twarzy. Wtedy, pod każdą z tych masek, ujrzałem swoją własną twarz. Pamiętam, jak zaskoczony wykrztusiłem – Oni wszyscy są mną! Coś jednak nadal mi nie pasowało.

Nie rozumiem tego – powiedziałem.

Jesteśmy tobą – przebudzenie wewnętrznego mistrza

Mój główny przewodnik, Melchizedek, odpowiedział mi wtedy słowami:

Jesteśmy nie tylko tym, kim się stajesz, ale także tym, kim już się stałeś. Jesteśmy posłańcami Boskości, którzy cofnęli się w czasie, aby odwiedzić samych siebie w swoim duchowym dzieciństwie.

Gdy usłyszałem te słowa, poczułem się tak, jakbym zrzucił ciężar, który przez całe życie nieświadomie nosiłem na swoich barkach. Zrozumiałem, że każdy człowiek, niezależnie od tego, jak bardzo życzliwy czy emocjonalnie zraniony się wydaje, jest nasionem boskości, dojrzewającym do swojego prawdziwego, mistrzowskiego potencjału. Od tamtej chwili wiedziałem, że moje intuicyjne zdolności posłużą najwyższemu przeznaczeniu Wszechświata poprzez przebudzenie Mistrza w sercu każdego człowieka.

To właśnie dlatego tak bardzo cenię sobie nasze ponadczasowe spotkanie. Z wielką przyjemnością dzielę się z tobą swoimi głębokimi odkryciami, okazując cześć przebudzającemu się w tobie Mistrzowi. Niezależnie od tego, czy zdajesz sobie z tego sprawę, czy nie, tajemnica twojego istnienia przywołuje cię już od początku stworzenia. Nadszedł czas, aby odpowiedzieć na to wezwanie i dać się poprowadzić miłości.

Bez względu na to, z jakimi problemami czy przeciwnościami masz teraz do czynienia, światło twojego najwyższego potencjału może zabłysnąć już teraz.

Pięć prostych słów

Mimo wszystkich mistycznych przeżyć, odnoszę wrażenie, że mój duchowy rozwój tak naprawdę zaczął się dopiero po dwudziestym roku życia. Wcześniej byłem bardzo empatycznym dzieckiem ze zdolnościami intuicyjnymi i miałem mnóstwo pięknych, przebudzających doświadczeń, do których dąży wielu ludzi, a jednak dopiero jako dwudziestokilkulatek doznałem najważniejszego objawienia. Uświadomiłem sobie wówczas wyraźnie, że moje mistyczne przeżycia, a także zdolność głębokiego odczuwania otaczających mnie ludzi oraz oferowania im trafnych i pomocnych przekazów wcale nie są wyznacznikiem mojego duchowego wzrostu. Zdałem sobie sprawę, że mimo swoich zdolności, wciąż walczę i targuję się z życiem – podobnie, jak inni.

Pomogło mi to nabrać dystansu do transcendentnych doświadczeń. W głębi duszy wiedziałem, że nie mogę opierać na nich swojej tożsamości, ale muszę odnaleźć jakiś inny, duchowy punkt odniesienia. Wkrótce zrozumiałem, że walka i negocjowanie z życiem świadczą o braku pełnego zaufania do boskiego planu. W tamtym czasie nadal dzieliłem się otrzymywanymi przekazami z większymi grupami, ale stopniowo zaczęła we mnie rozkwitać jeszcze głębsza prawda.

W końcu zacząłem zwracać się do Wszechświata słowami – Niechaj stanę się przekaźnikiem przebudzonej świadomości i uzdrowię w sercach ludzi to, co domaga się uzdrowienia, dzięki czemu zrealizuje się moje pragnienie bycia w pełni Tym, Kim Już Jestem.

Powtarzałem tę deklarację przez kilka dni, po czym, w odpowiedzi od Wszechświata, otrzymałem tych pięć prostych słów – KOCHAJ TO, CO SIĘ POJAWIA.

Ponieważ nieustannie komunikowałem się ze swoimi przewodnikami, mogłem w każdym momencie poprosić ich o wyjaśnienie, a jednak tego nie zrobiłem. Fascynowało mnie samodzielne odkrywanie głębokiego znaczenia tego przekazu. To było tak, jakby zapomniał zakończenie filmu, który już kiedyś widziałem, dzięki czemu mogłem obejrzeć go od nowa.

Tak naprawdę nie zależało mi, aby zrozumieć te słowa – chciałem je na sobie wypróbować i przekonać się, co się wydarzy. Na początku potraktowałem je bardzo dosłownie i oznajmiłem – No dobrze, Wszechświecie – będę kochał to, co się pojawia. Widząc lecące stado ptaków na niebie, mówiłem „kocham cię”, bo wydawało mi się, że mam zwracać się w ten sposób do wszystkiego, co tylko przyciągnie moją uwagę. Nie byłem do końca przekonany, że o to właśnie chodzi, ale zaufałem temu impulsowi, ponieważ miłość, jaką poczułem dawniej w tamtym ogrodzie, zachęcała mnie do podążania w tym kierunku.

Pewnego razu, spacerując po okolicy, natknąłem się na pracownika budowy z młotem pneumatycznym. Zaniepokoił mnie trochę dźwięk tego urządzenia, ale pomyślałem – No cóż, właśnie to się teraz pojawia, więc kochaj to!… i bezgłośnie powiedziałem – Kocham cię.

Wysyłałem miłość wszystkiemu, na co tylko zwróciłem uwagę. W rezultacie zacząłem postrzegać każdego człowieka, każde miejsce i obiekt jako swoiste dzieła sztuki w muzeum boskości, w którym sam byłem zarówno innym dziełem sztuki, jak i zwiedzającym. Im więcej miłości wysyłałem temu, co przyciągało moją uwagę, tym mocniej czułem, jak przebudza się we mnie to silne uczucie miłości z tamtego ogrodu. Oferując światu miłość, zacząłem również uświadamiać sobie, kim naprawdę jestem – niewinnym przejawem boskiej woli, a nie osobą, która go poszukuje.

Posłuszny instrukcjom zawartym w tych pięciu słowach, ostatecznie rozpoznałem siebie jako wiecznego wyzwoliciela, a nie człowieka, która sam czeka na wyzwolenie. Wkrótce zrozumiałem, że wszystko jest doskonale zaaranżowane przez najwyższą inteligencję Wszechświata. Wtedy w moim życiu zaczęły pojawiać się sytuacje, pod wpływem których musiałem poradzić sobie z emocjami, których nikt wcześniej we mnie nie pokochał. Okazując miłość uczuciom pojawiającym się w moim ciele, czułem, że obejmuję również nieuzdrowione emocje innych ludzi. Zacząłem rozumieć, że uzdrawiając samego siebie, przekształcam rzeczywistość dla dobra nas wszystkich.

Chociaż miałem tak wiele oświecających doświadczeń, to jednak dopiero ta praktyka przyniosła mi prawdziwą satysfakcję. Zaspokoiła nawet mój nieustający głód głębokich duchowych pragnień. Im bardziej kochałem to, na co zwracałem uwagę, tym bardziej się przebudzałem.

Pamiętam, jak pewnego razu wyszedłem na spacer po okolicy i odniosłem wrażenie, że wróciłem do domu jako zupełnie inny człowiek. Co prawda moje ciało wybrało się na spacer, ale ten, który myślał, że wykonuje kolejne kroki, nigdy z niego nie wrócił. Byłem świadomy oddychania, poruszania się i odczuwania, ale zupełnie się z tym nie identyfikowałem. To były tylko doznania pojawiające się w bezmiarze przepełnionym miłością z tamtego ogrodu. Nie miałem nawet poczucia, że doświadczam czegoś niesamowitego, ponieważ nie utożsamiałem się już z niczym dobrym, złym ani jakimkolwiek innym. Pamiętam, że miałem wrażenie, jakby ziemia przestała się obracać wokół własnej osi lub czas nagle się zatrzymał. Najbardziej zaskakujące było to, jak dobrze się z tym czułem, chociaż tego nie rozumiałem, ani nawet nie odczuwałem potrzeby zrozumienia, czy też zastanawiania się.

Wkrótce potem usłyszałem wybuch. Zastanawiając się, czy nie są to czasem wystrzały z broni palnej, uświadomiłem sobie, że coś wybucha w mojej głowie. Nie przestraszyłem się, ale pozostałem otwarty na to doświadczenie. Podczas „eksplozji” miałem wrażenie, jakby całe moje poczucie tożsamości wyciekało mi przez uszy niczym ciepłe, przejrzyste światło.

Od tamtej pory nie doświadczałem już siebie jako konkretnej osoby. Po tamtym spacerze całkowicie zniknęły wszystkie punkty odniesienia, które wcześniej służyły mi do definiowania siebie. A jednak pozostało to nieskończone „ja”, które jest niczym innym jak światłością w ludzkiej postaci. To „ja” pojawiło się tu, aby wydobyć na światło dzienne boskość innych ludzi – w ten sposób Wszechświat świadomie rozkoszuje się ekstazą własnej, nieskalanej łaski.

Chociaż to przeżycie mogłoby wydawać się absolutnie niesamowite, to jednak nie miałem poczucia, że na tym kończy się rozwój mojej świadomości. Doświadczałem coraz wyższych wibracji i nie byłem w stanie przewidzieć, do czego mnie to prowadzi. Na tamtym etapie nie zdawałem sobie sprawy, że te przeżycia są tylko wstępem do rozpoznania jeszcze głębszej prawdy, do którego doszło kilka lat później.

W świetle tego zrozumienia, wszystko, czego wcześniej się nauczyłem, okazało się zupełnie nieaktualne. Celem tego doświadczenia nie było jednak zakwestionowanie moich wcześniejszych odkryć, które tak bardzo sobie ceniłem, ale przejście na zupełnie nowy poziom świadomości, na którym zachowałem szacunek do odkrytej wcześniej mądrości i wiedzy, ale w żaden sposób mnie one nie ograniczały.

W wieku dwudziestu siedmiu lat jedząc kolację w restauracji, doświadczyłem czegoś jeszcze głębszego i bardziej niezwykłego. Nagle wszystko zaczęło się zmieniać. W moich uszach rozbrzmiewały echem głosy rozmawiających w restauracji ludzi, a ja odniosłem wrażenie, że są oni przejawem mojej własnej świadomości, chociaż przypominają aktorów odgrywających sztukę.

Zacząłem obserwować ludzi siedzących przy sąsiednich stolikach. Ich cechy wyglądu i emocje wydały mi się dziwnie upiększone. Wyglądali tak, jakby zostali uformowani z jakiejś osobliwej, energetycznej gliny. Przyglądałem się i myślałem – Tak bardzo starają się odgrywać swoje role, ale przecież nimi nie są. Miałem poczucie, jakby ukrywali się pod maską ludzkiej tożsamości, ciężko pracując nad tym, aby zachować swój wizerunek.

W tamtym momencie kelnerka przyniosła mi rybne tacos. Zupełnie zapomniałem, że je zamówiłem. Spojrzałem na talerz i ujrzałem wibrujące cząsteczki energii, które przyjęły postać jednolitego talerza z jedzeniem. Takie same cząsteczki widziałem w stole, w swoim ciele i we wszystkich ludziach w tamtej restauracji. Wkrótce zobaczyłem, że cząstki te tworzą bezkształtny dywan energii, a wszystko zdaje się istnieć we wszechogarniającym, mglistym polu energetycznym.

Zacząłem się śmiać, że w tym samym momencie doświadczam tak różnych doznań. Jadłem rybne tacos, a jednocześnie, na poziomie energetycznym, nie działo się zupełnie nic. Nawet gdy zakochana para śmiała się, dziecko płakało, a kelnerka upuściła na ziemię tacę z jedzeniem, nic nie zaburzało tego pola energii, które ujrzałem. Zobaczyłem, że wszyscy ludzie są twórczym przejawem energii – w mniej lub bardziej niezwykłych formach. Obserwując to wszystko, uświadomiłem sobie, że moje „ja” JEST tym polem energii, a zatem każdy człowiek, miejsce i obiekt świętuje swój własny, nieskończony potencjał w formie fizycznej.

Nie miałem przy tym poczucia, że mam jakąkolwiek kontrolę nad tym, co się wydarza. Było to bezpośrednie rozpoznanie „siebie” jako wiecznej Jedności we wszystkich. Z doskonałym wyczuciem czasu podeszła do mnie kelnerka i zapytała, czy jestem zadowolony ze swojego posiłku. Pamiętam, jak roześmiałem się i odpowiedziałem – Niewiarygodnie. Uśmiechnęła się i pospieszyła do kolejnego stolika, a ja oparłem się wygodnie o krzesło, zachwycając się kosmiczną ironią życia.

Pomyśl tylko: tamta kelnerka właśnie nawiązała kontakt z zadowolonym klientem, wokół mnie inni klienci spożywali swoje posiłki i rozmawiali ze sobą, a ja obserwowałem, jak cały Wszechświat ożywa na moich oczach. Uświadomiłem sobie wówczas, że wszyscy żyjemy w swoich wyjątkowych światach, a jednocześnie nawiązujemy ze sobą kontakt w tej samej, wiecznej przestrzeni. To właśnie w tym decydującym momencie poznałem dwoistą naturę prawdy. Zrozumiałem, że w swoim rdzeniu wszyscy jesteśmy jednością, a jednak różnimy się od siebie na poziomie indywidualnym. Nasza duchowa podróż rozgrywa się właśnie między tymi dwiema skrajnościami.

Po tamtym przełomowym objawieniu, moja świadomość wciąż się poszerzała, wykraczając poza wszystko, co kiedykolwiek poznałem lub mogłem sobie wyobrazić. Intuicja podpowiadała mi, abym wrócił do domu i wypoczął. Poczułem, że przez cały wieczór będę integrował to głębokie doświadczenie na poziomie energetycznym.

Zmierzając do samochodu, tak mocno czułem przyciąganie grawitacyjne Ziemi, że musiałem podpierać się o samochody, aby przejść przez parking. Po powrocie do domu natychmiast owinąłem się kocem i na tym postanowiłem zakończyć dzień. Czułem, że moje życie już nigdy nie będzie takie samo, więc pozwoliłem Wszechświatu zrobić to, co miało zostać zrobione.

W tamtym momencie wszystko stało się nicością, a ja sam przestałem istnieć w jakimkolwiek „zewnętrznym” świecie. Byłem wszystkim i niczym. Co jakiś czas przepływały przeze mnie na przemian fale ekstazy i przerażenia. Przyglądając się tym doznaniom uświadomiłem sobie, że tak naprawdę nie odczuwam ani ekstazy ani przerażenia. To były tylko wspomnienia z mojego dawnego życia, które tak bardzo różniły się od tamtej niezwykłej chwili, że wywoływały w ciele fale sprzecznych emocji.

Następnie uzmysłowiłem sobie, że to poczucie pustki tylko wydaje się nicością w porównaniu do wszystkiego, co pamiętałem. W chwili, gdy to zrozumiałem, wyzbyłem się zarówno pojęcia „pustki”, jak i „formy”.

Istniała tylko pusta przestrzeń, której nikt nie mógł w żaden sposób utrzymać ani odrzucić – niemożliwa do opisania i zlokalizowania, pozbawiona jakichkolwiek właściwości oraz cech charakterystycznych. Nie było tam lęku, straty, żalu, bólu, presji ani jakichkolwiek idei.

W jednej chwili uświadomiłem sobie – Jestem pustką, złożoną z nicości.

Ku mojemu zdumieniu, jedyne, co pozostało, to najgłębsze poczucie jaźni istniejące od zawsze. Nie byłem już osobą, która uparcie przypominała sobie tamtą dawną wizytę w ogrodzie, lecz jaźnią, która sobie uzmysłowiła – To ja jestem ogrodem boskości. Chociaż przyjąłem postać osoby żyjącej na tym świecie, to tak naprawdę jestem wieczną przestrzenią, z której wszystko powstaje. Bardzo wyraźnie zobaczyłem, że pustka – Źródło wszystkiego – obserwuje wszystko, co istnieje, będąc tym.

A może, jeśli tu sobie zostanę, to nagle stanę się innym człowiekiem lub rozpocznę zupełnie nową przygodę? – pomyślałem. Czekałem, ale nic takiego się nie wydarzyło. W końcu czekanie również zniknęło, razem z wszelkimi wyobrażeniami, a potem nastała ciemność – tak, jakby umarł bohater filmu.

Nie wiedziałem, co właściwie się dzieje, ale miałem poczucie, że nadeszła śmierć. Przyszła po mnie, a ja byłem gotowy pozwolić jej zrobić to, co miała do zrobienia. O dziwo, nigdy wcześniej nie odczuwałem takiej błogości. Zachowałem całkowitą świadomość siebie, a jednak z niczym się nie utożsamiałem i nic mnie nie ograniczało.

Chociaż to zdawało się być początkiem czegoś nowego, to jednak z jakiegoś powodu czułem, że coś we mnie dobiega końca. Miałem poczucie, że kolejny oddech może być tym ostatnim, więc całkowicie poddałem się śmierci.

W tamtej chwili moją ostatnią myślą było – Panie, zabierz mnie – jestem twój. To właśnie wtedy moje ego odeszło na dobre.

Gdy tak leżałem i poddawałem się śmierci, nic właściwie się nie wydarzało. Pusta przestrzeń pozostawała pustą przestrzenią, aż wreszcie moje ciało odprężyło się i zasnęło. Będąc pustką, ze swojego wnętrza obserwowałem, jak moje ciało śpi. Zdawałem sobie sprawę ze swojego snu, a jednak wcale nie spałem. Byłem wszechobecnym życiem świadomym swojego ciała.

Następnego ranka po przebudzeniu zastanawiałem się czy to, co ukazało mi się w nocy nie było tylko snem. Uzmysłowiłem sobie jednak, że wciąż bardzo mocno odczuwam tę pustkę. Nie mając innego wyboru, zamknąłem oczy i zajrzałem w nicość istnienia.

Może to właśnie to. Może całą wieczność spędzę teraz w tej nieograniczonej przestrzeni? – pomyślałem. A wtedy, jak na zawołanie, z cichej głębi tej wiecznej, pustej przestrzeni wyłoniło się spontaniczne pragnienie poznania samego siebie. Nagle ukazał się promień energii i przekształcił pustkę w nieskończone pole światła, z którego wyłonili się wszyscy ludzie, miejsca i obiekty. Te wszystkie sytuacje, właściwości i rezultaty miały się przejawić w niezliczonych wymiarach czasu i przestrzeni.

Byłem więc jednocześnie pustką, pragnieniem poznania siebie, a także polem światła, które narodziło się z tego pragnienia oraz wszystkim, co się w nim znajdowało. Podziwiając piękno formy, dostrzegałem światło w każdym człowieku, miejscu i obiekcie – wszystko przypominało promienie słońca odbijające blask Źródła. W tamtym momencie intuicja podpowiedziała mi – To światło jest duszą Jedności. Dusza Jedności jest jednym JA JESTEM.

Uświadomiłem sobie, że jestem zarówno nicością, z której powstało wszystko, co przejawia się w ziemskiej formie, jak i miłością, która to obejmuje.

Temu przełomowemu odkryciu towarzyszyło głębokie poczucie „zmartwychwstania”, które jest niezbędnym etapem rozwoju każdego człowieka. Pozwoliło mi to zrozumieć, że śmierć jest przejściem w ekstazę zmartwychwstania, w której pozostaje już tylko miłość.

Wielu ludzi na tej planecie pragnie przejść przez bramę śmierci i odrodzić się jako światło miłości, a pragnienie to jest głównym celem ścieżki prowadzącej do przebudzenia. Niezależnie od tego, czy jesteś sprzedawcą w sklepie spożywczym, matką zajmującą się domem, dyrektorem, czy też wieloletnim poszukiwaczem duchowym, wszyscy razem dotarliśmy do fascynującego momentu w ewolucji ludzkości, w którym możemy w pełni przebudzić świadomość, pozostając przy tym w swoim ciele. Gdy prowadzi cię miłość, na każdym etapie swojego rozwoju (łącznie ze śmiercią ego oraz zmartwychwstaniem duszy) możesz doświadczać lekkości, współczucia, spokoju i jasności.

Być może moje opowieści pomogą ci pamiętać o tym, że kochanie tego, co się pojawia jest najwspanialszym katalizatorem rozwoju świadomości. Niezależnie od tego, jak głęboko pragniesz dotrzeć, kochanie tego, co się pojawia zaspokoi wszystkie tęsknoty twojego serca i niekończące się poszukiwania doświadczeń duchowych, których nie da się stworzyć wysiłkiem i ciężką pracą.