fbpx

Antybiotyki Ziołowe

Naturalna alternatywa dla leczenia lekoopornych infekcji

SPIS TREŚCI:

Wprowadzenie – Bartosz Jemioła
Przedmowa do pierwszej edycji – dr James A. Duke
Przedmowa do drugiej edycji
Wstęp: Powstanie superbakterii
Koniec antybiotyków
Mikroorganizmy oporne, choroby jakie powodują i jak je leczyć
O antybiotykach ziołowych
Antybiotyki ziołowe – systemowe: (Cryptolepis, Sida, Alchornea, Bidens, Artemisia)
Antybiotyki ziołowe – miejscowe, niesystemowe: (berberynowce, jałowiec, miód, Usnea)
Antybiotyki ziołowe – synergiści: (lukrecja, imbir, Pieprz czarny – piperyna)
Pierwsza linia obrony – wmocnienie systemu odpornościowego: (Ashwagandha, Astragalus, Boneset, Echinacea, Eleuthero, Red Root, Reishi, Rhodiola)
Podręcznik przygotowywania leków ziołowych
Spis ekstraktów z roślin
Epilog
Nota końcowa
Polecana literatura
Przypisy
Bibliografia

WPROWADZENIE
Bartosz Jemioła

Jest rok 1928. Do ciemnego i ciasnego laboratorium w Szpitalu Świętej Marii w Londynie schodzi Aleksander Fleming, żeby uporządkować materiały badawcze po swoim młodszym koledze, Merlinie Pryce’u. Młody patolog został bowiem przeniesiony z instytutu do innej pracowni przed ukończeniem swoich badań.

Fleming znajduje kilka szalek Petriego z namnożonymi na nich żółtymi koloniami bakterii gronkowca. Na jednej z nich urosła niebieska pleśń – Penicillium. Już ma ją wyrzucić, gdy spostrzega coś niezwykłego – pomiędzy kolonią bakterii a obszarem zajętym przez grzyba widnieje wolna, wilgotna przestrzeń. Z całą pewnością nie ma w niej gronkowca. Czyżby pleśń sprawiała, że bakterie nie mogą się namnażać? Dalsze prace nad błękitną pleśnią zaowocowały wyekstrahowaniem substancji nazwanej penicyliną. Miała wyjątkowe właściwości – silne działanie bakteriobójcze, przy jednoczesnym łagodnym działaniu dla człowieka.

Antybiotyki, od chwili ich odkrycia przez Aleksandra Fleminga, stały się potężnym orężem w walce z chorobami, jak np.: cholerą, rzeżączką, płonicą, dyzenterią czy gorączką okopową, które do tej pory były przyczyną zakażeń i śmierci wielu milionów ludzi. Późniejsze udoskonalanie na drodze chemicznej związków izolowanych od pleśni czy bakterii otworzyło nieznane dotąd możliwości ratowania ludzkiego zdrowia i życia.

Obecnie wiele z tych chorób stanowi dla nas jedynie niewielką, przemijającą przeszkodę. Stosujemy zalecony antybiotyk, żeby po kilku dniach wrócić do codziennego funkcjonowania. Czy jedynie organizmy uważane za niższe posiadają zdolność produkcji substancji antybiotycznych? Okazuje się, że również inne formy życia potrafią sobie radzić ze zwalczaniem bakterii. Rośliny, które pojawiały się na Ziemi na długo przed człowiekiem, poprzez swój złożony chemizm potrafią regulować rozwój bakterii, w tym tych patogennych dla człowieka.

Autor książki, Stephen Harrod Buhner, wybitny amerykański naukowiec i zielarz, proponuje alternatywne rozwiązanie – fitoterapię. W jednym z wywiadów mówi, że na drodze ewolucji rośliny i bakterie współistnieją w dynamicznej równowadze: Sposób, w jaki rośliny i bakterie wchodzą ze sobą w interakcje, trwa od setek milionów lat – bakterie dostają się do rośliny i zaczynają ją „jeść”. Ponieważ roślina nie może iść do szpitala, analizuje to, co robią bakterie i wytwarza swój własny antybiotyk. Bakterie reagują, a następnie roślina reaguje na odpowiedź bakterii i tak dalej. Rośliny nieustannie ewoluują wraz z bakteriami. […] Rośliny nie próbują zabić wszystkich bakterii na Ziemi. Chcą jedynie stworzyć równowagę, w której zarówno one jak i drobnoustroje ustalają granice wzajemnej aktywności.

Czy kiedykolwiek zastanawialiśmy się nad tym, co by się stało, gdyby antybiotyki zwalczające różne zakażenia naszego organizmu przestały działać? Gdyby choroby, które często towarzyszą nam tylko sezonowo, nie dały się skutecznie wyleczyć, lub nawet powodowały niebezpieczeństwo śmierci? Czy człowiek potrafiłby stworzyć jakieś remedium, którym można by zastąpić bezcenne dziś antybiotyki? A może alternatywą byłyby właśnie rośliny lecznicze?

Bakterie, mimo prostej budowy, są bardzo złożonymi organizmami. Potrafią się komunikować nie gorzej niż ludzie, a nawet wykazują zdolność swoistego uczenia się o otaczających je warunkach i przekazywania tych informacji innym drobnoustrojom lub kolejnym pokoleniom swoich współbraci. Wykorzystują do tego zarówno substancje chemiczne jako przekaźniki, jak i krótkotrwałe kontakty pomiędzy pojedynczymi organizmami, słowem, tworzą sieć, która pulsuje informacją. Kiedy w środowisku ich bytowania pojawia się substancja, która jest dla nich śmiercionośna uruchamiają szereg procesów przeciwdziałających temu zagrożeniu. Rozliczne działania opierają się przykładowo na zmianie składu ściany komórkowej, syntezie nowych enzymów rozkładających zabójczy związek, czy ostatecznie tworzeniu substancji, które po rozpadzie ich własnej komórki uwalniają się do otoczenia po to, żeby ostrzec jak największą ilość innych członków kolonii. Bakterie wykształciły wiele mechanizmów obronnych, żeby tak, jak każdy organizm na Ziemi, przekazać swój materiał genetyczny następnym pokoleniom i w efekcie – żeby przetrwać.

Groźnym następstwem tego typu reakcji jest ich oporność na antybiotyki, która od jakiegoś czasu jest coraz bardziej widoczna. Autor książki przytacza dane dotyczące tego zjawiska w Stanach Zjednoczonych, jednak dotyczy ono praktycznie całego świata, w tym również Europy. W oparciu o dane z Europejskiego Regionu WHO z 2015 roku spośród 400 000 osób, które umierają co roku, 25 000 to osoby, które giną z powodu zakażenia opornym szczepem bakterii. Mało optymistyczny jest szacunek na podstawie zgromadzonych informacji o lekooporności bakteryjnej. Według WHO, jeżeli liczba zakażeń bakteryjnych opornych na antybiotyki będzie wzrastać w obserwowanym tempie, to w 2050 r. będą one na świecie częstszą przyczyną zgonów aniżeli nowotwory.

Uważa się, że jednym z głównych czynników powstawania mechanizmu bakteryjnej oporności na antybiotyki jest ich nadużywanie. Badania statystyczne pokazują ten problem w oparciu o ilości zużywanych antybiotyków. W 2015 roku (dane GUS) Polska znajdowała się na 7. miejscu jeśli chodzi o zużycie antybiotyków w Europie i szacuje się, że pozycja ta będzie ulegać zmianie na coraz wyższą. Autor niniejszej publikacji przedstawia propozycje leków roślinnych, które zostały przebadane pod kątem działania antybiotycznego. Swoje wywody opiera na obserwacjach i zrozumieniu procesów złożoności przyrody oraz dostępnych wynikach badań klinicznych. Na podstawie publikacji naukowych wyczerpująco opisuje te gatunki roślin, które można stosować jako środki antybiotyczne, obniżające oporność bakterii. Tłumaczy, że komórki patogennych mikrobów posiadają zdolność analizowania pojedynczego związku, jakim z reguły jest chemiczny antybiotyk i generują rozwiązania, żeby go unieszkodliwić oraz przekazywać te informacje innym bakteriom. Roślina natomiast, broniąc się, wytwarza wiele różnych substancji chemicznych. Bakterie nie potrafią sobie poradzić z tak wieloma związkami o zbliżonych, zabójczych dla nich, właściwościach. Patogen ginie, zanim zdąży wypracować mechanizmy obrony w stosunku do całego tego arsenału chemicznego. Taki stan rzeczy może przyczyniać się do redukcji mechanizmów oporności.

Autor, analizując zebrany materiał, sugeruje, że rośliny mogą być cennymi sprzymierzeńcami w przypadku, gdy dotychczasowo skuteczne środki nagle zawiodą. Jak sam zaznacza, zebrał wszelkie dostępne informacje i stworzył tę książkę dla ludzi, którym grozi śmierć w wyniku zakażenia lekoopornymi szczepami bakterii, nie reagującymi nawet na najsilniejsze antybiotyki. Jest również zdania, że należy próbować opracowywać system włączania preparatów roślinnych do terapii konwencjonalnej, żeby móc ograniczać rozwój niekorzystnego zjawiska, jakim jest brak reakcji drobnoustrojów chorobotwórczych na stworzone przez człowieka leki. Fitoterapia może się okazać ratunkiem, jednak przy zachowaniu niezwykłej rozwagi i dogłębnym przemyśleniu każdego indywidualnego przypadku. Tym samym nie jest to propozycja całkowitego odrzucenia leczenia substancjami opracowanymi przez człowieka i zastąpienia go tylko ziołami.

Dla przetrwania człowieka na Ziemi konieczna jest umiejętność dopasowywania się do zmieniających się okoliczności, szukania nowych rozwiązań i udoskonalania tych, które z czasem przestają być skuteczne. Autor postuluje zwrócenie się w stronę świata roślin, w momencie gdy mogą zawieść konwencjonalne leki. Podkreśla także, że z szacunkiem powinniśmy podchodzić do organizmów, które uważamy za niższe, ponieważ to właśnie one stanowią oś życia na naszej planecie:

… rośliny i bakterie są integralną częścią funkcjonowania ekosystemu tej planety. My nie jesteśmy. Gdybyśmy jutro zniknęli, funkcjonowanie roślin i bakterii nadal przebiegałoby bez przeszkód. Jednak gdyby zniknęły rośliny i bakterie – my nie przetrwalibyśmy zbyt długo

– Stephen Harrod Buhner

Bartosz Jemioła,
autor książki Terenowa apteczka ziołowa

PRZEDMOWA DO PIERWSZEJ EDYCJI
Dr James A. Duke

Stephen Buhner przybywa na łamach tej książki (i dzieli się z tobą, Czytelniku) dość przygnębiającą prawdą, której nie znajdziesz na łamach American Medical Association (Magazynu Amerykańskiego Stowarzyszenia Medycznego) – „Tracimy broń w walce z drobnoustrojami”. Ponieważ jedno pokolenie może u mikrobów trwać 20 minut (a nie 20 lat – jak to się liczy u ludzi), nie jest niczym zaskakującym, że one bardzo szybko rozwijają odporność na chemiczną broń, którą tworzymy.

Kiedy lek wankomycyna stanie się całkowicie bezużyteczny, co wkrótce nastąpi – jak przewidział tutaj Stephen – będziemy zmuszeni powrócić do starych biblijnych roślin, takich jak czosnek i cebula… co przepowiedziałem ja… gdzie indziej. Zawierają one w sobie łagodne związki antybiotyczne (niektórzy ludzie sprzeciwiają się użyciu terminu „antybiotyk” dla określania wyższych fito-chemikaliów roślinnych, ale ja nie podzielam ich pogardy wobec takiej terminologii). Łatwo jest szybko rozmnażającym się wirusom czy bakteriom przechytrzyć (przeewoluować) jeden związek, ucząc się, jak go rozkładać lub nawet, jak wykorzystać go we własnym metabolizmie, ale nie tak łatwo „wykiwać” skomplikowane związki znajdujące się w roślinach. Naukowcy zdają sobie z tego sprawę i opracowują coraz bardziej złożone związki, takie jak koktajl na AIDS (terapia na HIV wykorzystująca równoczesne zastosowanie kilku specyfików – przyp. red.) i wielotorowe chemioterapie przeciwnowotworowe. Podobnie różnej maści „super-naukowcy”, którzy kiedyś bagatelizowali twierdzenia zielarzy o synergiach wpływających na skuteczność poszczególnych ziół i preparatów ziołowych, obecnie sami korzystają z współdziałania trzech lub czterech substancji w swoich farmaceutycznych preparatach.

Z pewnością łatwiej zademonstrować, jak mogą ze sobą współdziałać dwa czy trzy związki, niż pokazać, że 200 czy nawet 2000 różnych komponentów (i więcej spośród obecnych we wszystkich ziołach) może ze sobą współpracować w synergii. Zatem naukowa społeczność dosyć niechętnie rozważa niezwykłe, synergistyczne zestawy związków, które ewoluowały w sposób naturalny w roślinach. Jednak obecnie nie możemy już sobie pozwolić na ich ignorowanie. Natura faworyzuje synergię pomiędzy skutecznymi, roślinnymi związkami ochronnymi w obrębie gatunku danej rośliny (o właściwościach antybakteryjnych, odstraszających, przeciwgrzybiczych, antywirusowych czy owadobójczych), a na drugi plan spycha antagonizm.

Kiedy więc zapożyczamy antybiotyczne substancje z roślin, lepiej bierzmy je wszystkie, a nie tylko wyizolowane i pojedyncze – te, które wydają nam się najsilniejsze. Tracimy synergię, gdy izolujemy pojedynczy związek. Jednak co najważniejsze, ułatwiamy wrogowi – mikrobowi – wykształcenie zdolności przechytrzenia mono-chemicznego lekarstwa. Wielozwiązkowa, synergiczna mieszanka, koncentrująca moce już wytworzone w roślinach leczniczych, może być naszą największą nadzieją w konfrontacji z lekoopornymi bakteriami.

Ewolucja „nowoczesnej” medycyny
(jak to sobie wyobraził i zaadaptował Jim Duke w wyniku internetowych poszukiwań)

8 000 000 lat temu: Jeden szympans mówi do drugiego – Mam bóle brzucha. (W języku szympansim, pocierając brzuch). Odpowiedź – Proszę, zjedz te gorzkie zioła! (Również w szympansim).
5 000 000 lat temu: Hej, Hominidzie, zjedz te gorzkie zioła! (W hominideskim).
2 500 000 lat temu: Hej, Homo, zjedz te gorzkie zioła i zostaw trochę dla Leakeys’ów, żeby znaleźli! (W homonoidalnym języku migowym).
2 500 p.n.e.: Proszę, zjedz te gorzkie zioła! (Po arabsku, koptyjsku, persku, hebrajsku itd.).
0 r n.e: Narodził się Zbawiciel! Wiara może uzdrawiać. Zjedz te gorzkie zioła (gdyby jednak wiara zawiodła!).
1 200 r.: Te gorzkie zioła nie są zbyt chrześcijańskie. Wypowiadaj modlitwę, kiedy będziesz jadł tę gorycz!
1 850 r.: Ta modlitwa jest przesądem. Proszę, wypij ten gorzki eliksir!
1 900 r. : Ten gorzki eliksir to oszustwo. Przełknij, proszę tę gorzką pigułkę!
1 950 r.: Ta gorzka pigułka jest nieskuteczna. Proszę, weź ten gorzki antybiotyk!
2 000 r .: Ten gorzki antybiotyk jest sztuczny, nieskuteczny i toksyczny. Poza tym wszystkie drobnoustroje są oporne, a niektóre nawet się nim żywią (tak, nawet wankomycyną). Masz tutaj, zjedz te gorzkie zioła. I módl się, żeby ci pomogły (Z badań wynika, że modli się 95% Amerykanów, ale tylko 33% psychologów).

PRZEDMOWA DO DRUGIEJ EDYCJI

Jeśli osiągnąłeś punkt, w którym nie zwracasz już uwagi na nic, co mogłoby zakłócić twoją sztywną ortodoksję, nie zajmujesz się nauką – nie uprawiasz żadnej jej dyscypliny. Wszystko, co robisz, to podtrzymujesz próżną, ograniczoną umysłowo sektę.
– Paul Krugman

Odkąd napisałem pierwsze wydanie tej książki, moja wiedza na temat leków roślinnych i ich zastosowania w leczeniu znacznie wzrosła. Tak więc nowa edycja Antybiotyków Ziołowych jest o wiele bardziej kompleksowa niż pierwsza, choć czyta się ją dużo prościej. Ta książka zawiera opisy wielu nowych ziół, a niektóre z tych „dawnych” zostały usunięte albo przeniesione do innej kategorii działań – na przykład z zioła „antybiotykowego” do „immunologicznego” (patrz chodziażby Echinacea ). Znacznie rozszerzony został również oryginalny materiał o bakteriach i ich lekooporności.

Przez lata otrzymałem wiele pytań, dlaczego to lub tamto zioło zostało umieszczone w książce, podczas gdy jakieś inne nie. To dobre pytanie. Zawarłem opisy ziół, które tutaj znajdziesz, z dwóch powodów:

ja lub inny czynny zielarz czy terapeuta, którego szanuję, stwierdził, że są bardzo skuteczne w praktyce, w leczeniu chorób opornych na antybiotyki,

rzetelne badania i zastosowanie w innych krajach uznało je za wysoce skuteczne.

Myślę, że po przeczytaniu rozszerzonego materiału o strategiach leczenia i roślinach, które umieściłem w książce, pojmiesz moje rozumowanie. Wykrystalizowało się pewne wyrafinowane podejście do leczenia opornych bakterii, które nie zostało opisane w pierwszym wydaniu książki, przede wszystkim dlatego, że wcześniej ani ja, ani społeczność zielarzy w Stanach Zjednoczonych nie rozwinęliśmy wystarczająco zrozumienia, precyzji i doświadczenia w pracy klinicznej.

Wykluczyłem rośliny (opisane w pierwszym wydaniu), których tutaj nie znajdziesz, również z dwóch powodów:

1. nie potwierdziłem ich potencjalnej skuteczności (patogeny lekooporne) w praktyce klinicznej – chociaż mogą być łagodnie skuteczne lub skuteczne w niektórych okolicznościach.
2. po prostu nie przeprowadzono wystarczających badań klinicznych pokazujących, że są efektywne.

Dlatego w niniejszej książce nie opisano na przykład liści oliwnych. Nie jest tak, że liść oliwki nie działa antybakteryjnie – owszem działa. Wszystkie rośliny zawierają jakieś związki przeciwbakteryjne – ale raczej zarówno praktyka kliniczna, jak i dogłębne, własne badania nie przekonały mnie, że liście oliwne są tak dobre, jak twierdzą entuzjastyczne sprawozdania, które krążą po Internecie. Dla niektórych osób i w niektórych okolicznościach liście oliwki owszem będą cenną rośliną do stosowania w leczeniu konkretnych schorzeń. Jednak w tej książce interesują mnie zioła, które są najsilniejsze i najbardziej skuteczne w eliminowaniu mikroorganizmów opornych na antybiotyki.

Innymi słowy, jeśli ktoś przyszedłby do mnie po pomoc i byłby w poważnym niebezpieczeństwie – nawet w sytuacji zagrożenia życia… zioła z tej książki są tymi, których na pewno bym użył. Gdybym sam był zagrożony śmiercią z powodu choroby opornej na antybiotyki – zioła przedstawione w książce są tymi, które absolutnie bym zastosował. Bez wahania.

Liść oliwny nie wykazał, przynajmniej w moim doświadczeniu, że ​​jest niezawodny w szerokim spektrum działania, chociaż oczywiście w pewnych okolicznościach i dla niektórych osób może być skuteczny. Czosnek również nie dokonał jakiegoś wielkiego przewrotu – mimo że został włączony do starszego wydania tej książki. Po obserwacji czosnku w praktyce klinicznej, w czasie około dwudziestu lat, nie czuję teraz, żeby był jakoś specjalnie skuteczny w leczeniu wewnętrznych infekcji bakteryjnych. Roślina ta i jej składniki są owszem aktywne i mają szerokie spektrum – in vitro, jednak ta aktywność nie przekłada się zbyt dobrze na świat realny. Badania kliniczne i badania in vivo nie wykazały przełożenia in vitro na skuteczność w leczeniu chorób u ludzi, w szczególności tych, spowodowanych opornymi organizmami bakteryjnymi. Oczywiście, ze względu na wszechstronne działanie antybakteryjne uważam, że czosnek nadal jest użyteczny – choć istnieje wiele innych roślin, które są o wiele skuteczniejsze. W pewnych bardzo ograniczonych sytuacjach czosnek może pomóc w niektórych infekcjach systemowych – jeśli zostanie prawidłowo podany. Zasadniczo jednak jego skuteczność leży gdzie indziej. Jest on na przykład bardzo przydatny do obniżania ciśnienia krwi oraz pomocy przy wysokim poziomie cholesterolu. Jest również doskonały jako zwykły dodatek do żywności, do podnoszenia funkcji odpornościowych (ogólnie tonizujący) i nieco pomaga w zapobieganiu przeziębieniom i grypie.

Gdybym sam był zagrożony śmiercią z powodu choroby opornej na antybiotyki – zioła przedstawione w książce są tymi, które absolutnie bym zastosował. Bez żadnego wahania.

Przykry efekt „zapachu z ust” nie pochodzi w rzeczywistości od samego jedzenia czosnku, ale od związków roślinnych wyprowadzanych przez tkankę płucną z organizmu. Dlatego roślina ta działa do pewnego stopnia w przypadku wirusowych infekcji dróg oddechowych. Jednak pomimo to i pomimo swojej reputacji oraz długiego okresu stosowania jako środka przeciwbakteryjnego, po prostu nie dostrzegłem tego rodzaju siły, którą chciałbym zobaczyć, żeby nazwać czosnek fundamentalną rośliną do stosowania w leczeniu opornych mikroorganizmów. Gdyby od tego zależało moje życie, czosnek nie byłby na pewno moim pierwszym wyborem w leczeniu. Nie mogę go więc polecać w takich przypadkach. Jeśli znasz pierwsze wydanie tej książki, prawdopodobnie zauważysz, że z nowej edycji usunąłem również ekstrakt z nasion grejpfruta (GSE). Grejpfrut, Citrus paradisi, zawiera sam w sobie, jak wszystkie cytrusy, bardzo wiele związków przeciwbakteryjnych, które są skuteczne przeciwko szerokiej gamie organizmów (zobacz, na przykład, Z. Cvetnic i S. Vladimir-Knezevic – Aktywność przeciwbakteryjna grejpfruta ekstrakt etanolowy z nasion i miąższu). Jego antybakteryjna skuteczność nie budzi więc wątpliwości – przez tysiąclecia miał zastosowanie w tradycyjnej medycynie jako środek antybakteryjny. Jednak obecne badania wykazały, że prawie wszystkie komercyjne produkty GSE zawierają syntetyczne środki dezynfekujące, takie jak sole benzetoniowe lub benzalkoniowe. (Najlepszym artykułem na ten temat jest N. Sugimoto – Badanie syntetycznych środków dezynfekcyjnych w ekstrakcie z nasion grejpfruta i jego złożonych produktach, Shokuhin Eiseigaku Zasshi) Do tych, którzy twierdzili, że grejpfrut nie jest antybakteryjny i że tylko syntetyczne środki dezynfekcyjne sprawiają, że GSE jest skuteczny – jesteście i zawsze byliście w błędzie. Do tych, którzy nalegali, że GSE jest czysty i naturalny (ja sam byłem wśród nich) – najwyraźniej nigdy nie mieliśmy i nie mamy racji. Komercyjne ekstrakty z nasion grejpfruta nie są po prostu naturalnymi lekami ziołowymi – przez to GSE został wyłączony z książki. I chociaż wszystkie części grejpfruta mają działanie antybakteryjne, to jednak istnieje wiele innych świetnych ziół przeciwbakteryjnych, które są o wiele bardziej skuteczne. Podobnie jak w przypadku wcześniejszej edycji, nowe wydanie Antybiotyków Ziołowych koncentruje się na leczeniu chorób opornych na antybiotyki. Odporne bakterie zwróciły moją uwagę już w 1991 roku i do dzisiaj nie uległo to zmianie. Hipotezy wydawały się nad wyraz jasne – mamy bardzo ograniczony czas na zmianę naszych zachowań, jeśli chcemy, żeby antybiotyki pozostały częścią naszych farmaceutycznych wyborów. Wielu ludzi, w tym dziesiątki badaczy bakterii i epidemiologów już wtedy o tym wiedziało. Ale wiedzieć o czymś, a mądrze działać, to dwie różne rzeczy. Dla ludzkich istot nie ma chyba nic trudniejszego, niż konkretne działanie na podstawie tego, co wiedzą, że jest rozsądne i co należy zrobić. Niestety, jeśli chodzi o nadużywanie antybiotyków, nie zmieniliśmy naszego zachowania tak, żeby pasowało do tego, co mówili badacze i przez dziesięciolecia nie podeszliśmy na poważnie do tego, że w końcu musimy to zrobić – czyli przestać nadmiernie ich używać, z wyjątkiem absolutnie niezbędnych okoliczności (to znaczy w sytuacjach, kiedy istnieje duże prawdopodobieństwo śmierci lub trwałej niepełnosprawności, jeśli nie zostaną podane).

Konsekwencje takiego stanu rzeczy są przygnębiające – nie będziemy potrafili już uciec od pojawienia się chorób nieuleczalnych i bardzo poważnych schorzeń zagrażających życiu. Choroby nie będą się ograniczały tylko do pojedynczych osobników tu czy tam, ale będą powszechnymi epidemiami o ogromnej zjadliwości. A epidemie te nie przyjdą tylko od mikroorganizmów, które obecnie znamy – co roku bowiem pojawia się coraz więcej rodzajów opornych bakterii (i wirusów). Krzywa wzrostu jest nieubłagana, a pojawienie się opornej na leki epidemii jakiegoś mikroba jest tylko kwestią czasu… i to bardzo krótkiego czasu. Kiedy to nastąpi, większość, jeśli nie wszystkie, dostępne antybiotyki będą bezużyteczne.

Istnieją jednak alternatywy dla środków farmaceutycznych, które kiedyś wydawały się naszym zbawieniem, a teraz są naszą zmorą. Te alternatywy to leki roślinne, na które bakterie nie rozwijają oporności. Nie potrafią. Dlaczego? Ponieważ rośliny mają do czynienia z bakteriami o wiele dłużej niż ludzki gatunek – nawet o około 700 milionów lat.

Rośliny od dawna były i nadal są podstawowymi lekarstwami. Posiadają pewne atrybuty, których chemiczne farmaceutyki nigdy nie będą miały:

1. ich budowa jest bardzo złożona, zbyt skomplikowana, żeby mogła wystąpić oporność – zamiast „srebrnej kuli” (pojedynczej substancji chemicznej), rośliny zawierają często setki lub tysiące różnych związków;
2. rośliny rozwinęły wyrafinowane reakcje na bakteryjną inwazję na przestrzeni milionów lat – złożone związki w roślinach działają w złożonej synergii między sobą i są zaprojektowane tak, żeby dezaktywować i niszczyć inwazyjne patogeny za pomocą wielu mechanizmów;
3. rośliny są darmowe – oczywiście dla tych, którzy uczą się je rozpoznawać w miejscach, w których rosną, zbierać i wytwarzać z nich lekarstwa (nawet jeśli sam ich nie wyhodujesz a kupisz, są stosunkowo tanie);
4. każdy może je wykorzystać do leczenia – nie trzeba kilkunastu lat żmudnej nauki, żeby nauczyć się używać roślin do uzdrawiania;
5. są bardzo bezpieczne – pomimo niekończącej się histerii w mediach, właściwie stosowane leki ziołowe wywołują bardzo niewiele efektów ubocznych u ludzi, którzy ich używają, szczególnie w porównaniu z milionami osób, które tracą zdrowie lub życie w wyniku stasowania leków chemicznych (niepożądane reakcje na leki są czwartą, najczęstszą przyczyną zgonów w Stanach Zjednoczonych, zgodnie z Journal of the American Medical Association);
6. są ekologiczne – leki roślinne są zasobem naturalnie odnawialnym i nie powodują poważnych zanieczyszczeń środowiska, jak bywa to w przypadku farmaceutyków (i prowadzi do odporności drobnoustrojów oraz ciężkich chorób u ludzi).

Rośliny są najlepszym lekarstwem dla naszego gatunku. Zawsze nimi były. Były z nami, odkąd wyłoniliśmy się z ekologicznej matrycy tej planety – i nadal są. I tak jak od eonów czasu – przynoszą uzdrowienie wszystkim potrzebującym, a przynajmniej tym, którzy o nich wiedzą i którzą sa na nie otwarci. Nie popełnijcie błędu – naprawdę będziemy ich potrzebować.

Naiwnością jest myśleć, że możemy wygrać
David Livermore

WSTĘP:
POWSTANIE SUPERBAKTERII

Pod koniec lat 40-tych XX wieku sukcesy Waksman’a i Schatz’a (streptomycyna) oraz Duggar’a (tetracyklina) spowodowała u wielu ludzi przekonanie, że ​​infekcje bakteryjne zostały zasadniczo pokonane. Ta zarozumiałość doprowadziła do niewłaściwego i powszechnego nadużywania środków przeciwbakteryjnych. Niestety wciąż nie rozumiemy ani nie doceniamy odporności na środki przeciwbakteryjne. Wiele ważnych interwencji i procedur w praktyce medycznej jest poważnie zagrożonych. Bakterie odporne na antybiotyki bardzo osłabiają naszą zdolność wykonywania czynności uznawanych obecnie za rutynowe zabiegi chirurgiczne. Częste stwierdzenie napotykane w wielu kartach pacjenta: „zmarł (-a) na skutek powikłań po operacji”, nie jest zbyt chętnie rozszyfrowywane, choć dla wielu z nas jasne, że te „powikłania” to zazwyczaj infekcje lekooporne.
– Steven Projan, Oporność bakterii na środki przeciwdrobnoustrojowe.

Pozwoliliśmy, żeby nasze rozrzutne i nieodpowiedzialne stosowanie antybiotyków niekorzystnie wpłynęło na ewolucję świata drobnoustrojów oraz pozbawiło nas wszelkiej nadziei na bezpieczne kontrolowanie tej sytuacji. Oporność na antybiotyki rozprzestrzeniła się na tak wiele rodzajów bakterii, że jedyną uczciwą oceną jest to, że w doskonałym stopniu udało nam się zakłócić równowagę natury.
– Marc Lappé, When Antibiotics Fail.

Trudno uciec od prawdy, że jeśli chodzi o choroby bakteryjne – mamy poważne kłopoty. Dwadzieścia lat temu, kiedy moje zainteresowanie tymi tematami dopiero się budziło, artykuły prasowe o oporności na antybiotyki, pojawiały się być może raz w miesiącu. Teraz natrafiam na nie niemal codziennie. Nagłówki wyglądają mniej więcej tak:

Szpital ograniczył odwiedziny krewnych, ponieważ walczy z super-mikrobami.
Ottawa Citizen, 21 grudnia 2010 r.

Bakterie Staphylococcus – ten wysysający krew super-patogen uwielbia smak człowieka.
Science Daily, 16 grudnia 2010 r.

Szpitale przygotowują się na obecność zabójczej bakterii.
AsiaOne, 2 grudnia 2010 r.

Osiem nowych śmiercionośnych superbakterii czai się w szpitalach.
Nikhil Hutheesing, Health Care, 17 października 2010 r.

Nowe „superbakterie” budzą obawy na całym świecie.
Rob Stein, Washington Post, 11 października 2010 r.

Nowe lekooporne super-zarazki wykryto w trzech kolejnych stanach USA.
Associated Press, 14 września 2010 r.

Masowe rozprzestrzenianie się superbakterii.
Nicholas Kristof, New York Times, 7 marca 2010 r.

Raport – superbakteria zabiła rekordową ilość pacjentów.
UPI, 23 maja 2008 r.

Czasami artykuły przybierają bardziej osobisty wydźwięk:

Walka o życie z superbakteriami.
Boonsri Dickenson, Smartplanet, 24 marca 2010 r.

„NHS zawiódł moją mamę” – mówi zrozpaczona córka.
Dziennik Grantham, 14 grudnia 2010 r.

„Katalog błędów”, które kosztowały życie jego ojca
Denis Campbell i Anushka Asthana, The Guardian, 27 listopada 2010 r.

Pierwszy rodzaj artykułu (np. Superbakterie rosną w siłę w domach opieki społecznej, Daniel Martin, The Mail Online, 16 lipca 2007 r.) koncentruje się głównie na liczbach oraz statystykach i nie odzwierciedla ludzkiej twarzy problemu. Generalnie takie teksty kończą się często oświadczeniem rządu lub autorytetu medycznego, w którym wspomina się, w jaki sposób stosowane są nowo ustanowione procedury lub to, że nowe antybiotyki są po prostu w drodze (a przecież nie są). Nie ma się czym przejmować, chociaż może to wyglądać ponuro – mówią eksperci – ale mamy wszystko pod kontrolą (a przecież nie mają). Drugi rodzaj, coraz powszechniejszy, przedstawia bardziej ludzką twarz problemu. Artykuły tego typu rzadko są trywialne, ponieważ pokazują dramat konkretnego człowieka. Oto przykładowy artykuł Sarah White – The empowered patient (zmocniony pacjent – przyp. tłum), który wydaje się być dosyć reprezentatywny. Opowiada historię Jeanine’y Thomas (która później założyła „grupę wsparcia ocalałych z MRSA”) oraz moment, w którym wszystkie nagłówki artykułów z gazet zmieniły się z teoretycznych na bardzo osobiste:

Doświadczenie pani Thomas z perspektywy pacjenta MRSA pochodzi z jej zagrażającej życiu walki z bakteriami. W 2001 roku była w stanie krytycznym po zakażeniu MRSA (opornego na metycylinę Staphylococcus aureus] po operacji stawu skokowego. „Po prostu funkcjonujesz sobie normalnie – nigdy nie chorowałeś, nigdy nie byłeś osłabiony i nagle walczysz o życie. To wydarza się każdego dnia w szpitalach na całym świecie” – powiedziała Thomas. Infekcja przedostała się do jej krwioobiegu oraz szpiku kostnego, powodując wstrząs septyczny oraz niewydolność wielonarządową. Po przejściu kilku operacji, w tym przeszczepu szpiku kostnego i „niekończących się serii antybiotyków”, ostatecznie jakimś cudem przeżyła tę ciężką próbę. (1)

Pani Thomas, która cudem uniknęła śmierci, przeżyła „stosunkowo nietknięta”. Niektórzy bowiem tracą na przykład kończyny w rozpaczliwej próbie powstrzymania rozprzestrzeniających się zakażeń, a następnie do końca życia pozostają w jakimś stopniu niepełnosprawni. Jeszcze inni nie są nawet takimi „szczęściarzami”. Artykuł Denisa Campbell’a i Anushki Asthany pojawił się w listopadzie 2010 roku w anglojęzycznej gazecie The Guardian. Opisuje ostatnie kilka miesięcy życia Franka Collinsona.

Były pracownik portowy, Frank Collinson, lat 72, został przyjęty do szpitala po upadku w maju 2009 roku. Kiedy po wielu dniach wrócił do domu, miał pęknięte żebra i infekcję skóry. Cztery miesiące później już nie żył. Wkrótce po przybyciu do głównego szpitala w Hull, Collinson „podpisał kontrakt” z zabójczą superbakterią MRSA. Zdumiewające – żaden pracownik służby zdrowia nie powiedział tego jego synowi – Gary’emu. Dopiero po wprowadzeniu do Google nazwy leku podawanego tacie przez kroplówkę, Gary odkrył, że jest to silny antybiotyk, i że jego ojciec miał potencjalnie śmiertelną infekcję. Wściekłem się – powiedział. (2)

Często w ten właśnie sposób do czyjejś świadomości trafia to osobiste oblicze opornej epidemii. Dana osoba lub jej krewni udają się do szpitala na drobną procedurę lub po pomoc po wypadku, ale to co znajdują, jest o wiele gorsze niż kłopoty, które ich tam wysłały.

Zrozpaczone rodzeństwo, wciąż jeszcze wstrząśnięte śmiercią swojej matki, nadal szuka odpowiedzi, w jaki sposób nabawiła się śmiertelnej superbakterii. Fiona Weatherstone i jej czterej bracia byli zszokowani, gdy ich 73-letnia matka, Sylvia Weatherstone, zmarła w Lincoln County Hospital po tym, jak została przyjęta w szpitalu w celu prostej iniekcji leku przeciwbólowego.. To był początek stycznia, gdy pani Weatherstone, została przyjęta na zastrzyk, z powodu drętwiejącego bólu pleców, spowodowanego silnym naciskiem na korzonek nerwu. Już następnego dnia zdrowie pani Weatherstone zaczęło się pogarszać, więc zaczęto podejmować próby znalezienia źródła infekcji. Kilka dni później zdiagnozowano u niej C. Diff [Clostridium difficile], a ostatecznie pani Weatherstone zmarła po miesiącu w szpitalu. (3)

W rzeczywistości, poza fermami produkcji zwierzęcej, szpitale i gabinety lekarskie są głównymi wylęgarniami dla superbakterii. Prosta iniekcja lub drobny rutynowy zabieg może teraz prowadzić do miesięcy w szpitalu, utraty kończyny lub nawet życia. To nowy świat, a raczej stary, który daje nam znać, że za cenę pychy trzeba zapłacić…

1.
KONIEC ANTYBIOTYKÓW

Teoria mikrobów i zakażeń w końcu się przyjęła, choć zemściła się srogo. Różne typy bakterii stały się przyczyną wąglika, rzeżączki, duru brzusznego i trądu. Dobnoustoje – niegdyś małe, zabawne anomalie – zostały demonami. Stały się zjadliwym „obcym”, który niszczy i sieje destrukcję.
– Lynn Margulis i Dorion Sagan, What Is Life?

Warto wziąć pod uwagę, że mimo iż są mniejsze niż jedna milionowa metra, drobnoustroje totalnie zagrażają 60 procentom form życia istniejących na tej planecie.
– Spellberg, Rising Plague

W szpitalach panuje wyjątkowy zapach. Wszyscy go znamy. Składa się w równych częściach z choroby, środka do odkażania, strachu i nadziei. Wielu z tych, którzy byli tam kiedykolwiek, nigdy nie zapomni tego zapachu i uczucia, które on wywołuje. Ale pod tymi naładowanymi wspomnieniami zapachami oraz uczuciami tkwi wiara, że właśnie w tym miejscu, w tym szpitalu, armia mężczyzn i kobiet, walczy o nasze życie, pracując rzetelnie, żeby odciągnąć nas z krawędzi choroby lub śmierci. Zostaliśmy nauczeni i przyjęliśmy niezaprzeczalny fakt, że ta armia ludzi zawsze wygrywa wojnę z chorobą, a dostępne antybiotyki definitywnie zakończyły większość zagrażających nam chorób bakteryjnych. To pocieszająca wizja i wiara. Jednak wiemy, że nie jest prawdziwa.

Pod koniec 1993 roku, jak doniosła Sharon Begley z Newsweeka, specjalistka chorób zakaźnych, dr Cynthia Gilbert weszła do pokoju długotrwale chorującego na nerki pacjenta. Miała na twarzy maskę, której lekarze używali od stuleci, kiedy udawali się do swoich ciężko chorych pacjentów. Mężczyzna nie był głupi… zrozumiał ją po jednym spojrzeniu – Przychodzi mi pani powiedzieć, że umieram – cicho wyszeptał.
Po chwili milczenia skinęła głową – Nic nie możemy już zrobić.
Oboje zamilkli. Jedno zastanawiając się nad końcem swojego życia, drugie nad niedoskonałością własnego rzemiosła.
Doktor Gilbert wzięła głęboki, ciężki oddech i powiedziała po chwili – Przepraszam.
Mężczyzna już nic nie odpowiedział, ponieważ to, o czym myślał, nie dało się ująć w słowa. Pani doktor skinęła głową, jakby uspokajając własny umysł. Potem odwróciła się na pięcie i wyszła z sali, napotykając długi korytarz wypełniony zapachami choroby, środka do odkażania, strachu i nadziei oraz pytaniami, na które nie miała odpowiedzi.

Jej pacjent umierał na coś, co jeszcze kilka lat temu było łatwo uleczalne – enterokokową infekcję bakteryjną. Ale ta konkretna bakteria stała się „nagle” oporna na antybiotyki. Przez prawie dziewięć miesięcy dr Gilbert próbowała każdego antybiotyku w swoim arsenale, jednak organizm osłabiony chorobą nie potrafił zwalczyć bakterii niewrażliwej na farmaceutyki. Kilka dni po tej rozmowie stan pacjenta bardzo się zaostrzył i w rezultacie mężczyzna zmarł.

Taka sytuacja, nieznana jeszcze kilkanaście lat wcześniej, staje się coraz bardziej powszechna. Każdego roku w Stanach Zjednoczonych setki tysięcy ludzi zarażają się opornymi drobnoustrojami, a setkom milionów przydarza się to na całym świecie. Coraz częściej, wraz ze wzrostem zjadliwości i lekooporności bakterii, coraz więcej ludzi ulega chorobom dawniej uleczalnym. Szacunki dotyczące liczby zmarłych i okaleczonych pacjentów rosną każdego roku, z bardzo niewielką nadzieją na ich zmniejszenie. Sytuacja stale się pogarsza, ponieważ rośnie liczba osób zarażonych opornymi bakteriami, szczególnie w miejscach, gdzie gromadzą się osoby chore, dzieci, osoby starsze lub biedne. Do takich miejsc należą m.in. schroniska dla bezdomnych, obozy np. uchodźców, więzienia i ośrodki opieki. A jakie jest najbardziej niebezpieczne miejsce ze wszystkich? No cóż, to zwykły szpital. Nie ma bowiem innych miejsc na ziemi, gdzie zbiera się naraz tak wielu chorych. W żadnym innym miejscu nie gromadzi się też razem tak wiele chorobotwórczych drobnoustrojów. I nie ma również innego miejsca, w którym bakterie zderzałyby się z tak wielką ilością antybiotyków. Stoimy w obliczu niepewnej przyszłości i niestety nie do końca wiadomo, jak do tego doszło.

Era antybiotyków

Prawdopodobnie nie słyszeliście o Annie Miller – zresztą prawie nikt niej słyszał. Niemniej, kiedy zmarła w 1999 roku, w wieku 90 lat, jej nekrolog został opublikowany na jednej z pierwszych stron New York Times’a. Dlaczego „gazeta nakładowego rekordu” opublikowała nekrolog nijakiej starszej pani? No cóż, ponieważ była pierwszą osobą, która została uratowana przez ówczesny i eksperymentalny lek – medykament, który zmienił ludzką historię.

W marcu 1942 roku Anne Sheafe Miller przebywała w szpitalu w New Haven w stanie Connecticut, umierając na zapalenie płuc, wywołane infekcją paciorkowców. Miała już delirium i spała praktycznie przez cały czas, na przemian to tracąc, to odzyskując przytomność, z temperaturą bliską 41,6̊C. Jej lekarze próbowali wszystkiego, co tylko mogli zastosować – wielu leków sulfonamidowych oraz transfuzji krwi. Jednak nic nie działało. Ale ktoś przypomniał sobie, że czytał o nowym, wysoce eksperymentalnym leku. Lekarze zdobyli niewielką jego ilość z laboratorium w New Jersey. Kiedy wstrzyknięto go Annie, jej temperatura spadła niemal do normy w ciągu jednej nocy. Następnego dnia kobieta nie była już umierająca, a w ciągu następnych kilku dni siedziała rozpromieniona, jedząc pełne posiłki i wesoło rozmawiając z odwiedzającymi ją gośćmi. Ta chwila zmieniła nasz świat. Wiadomość o jej cudownym wyzdrowieniu trafiła na czołówki gazet w całym kraju. Firmy farmaceutyczne szybko podchwyciły tę wiadomość i rozpoczęły masową produkcję pierwszego „cudownego” leku, którego nazwa – jak pewnie się domyślacie – to penicylina.

W roku 1942 cały zapas penicyliny na świecie wynosił zaledwie 32 litry (wagowo było to około 29 kg). Do 1949 roku produkowano rocznie około 71 ton penicyliny oraz nowego antybiotyku – streptomycyny (izolowanej z pospolitych grzybów glebowych). Do roku 1999 – w samych tylko Stanach Zjednoczonych – liczba ta wzrosła do niewiarygodnych 18 144 ton rocznie antybiotyków dla ludzi, zwierząt hodowlanych, roślin rolniczych oraz dla celów badawczych. Dziesięć lat później około 27 215 ton rocznie antybiotyków było używanych w Stanach Zjednoczonych, a kolejne miliony kilogramów w innych krajach na całym świecie. Prawie 13 608 ton zużyto w ciągu jednego roku, w Stanach Zjednoczonych, wyłącznie dla zwierząt hodowanych na pożywienie dla ludzi.

Epidemiolog i weterynarz Wendy Powell, z Kanadyjskiej Agencji Kontroli Żywności zauważa, że ​​„… w 1991 roku istniało na rynku ponad 50 penicylin, 70 cefalosporyn, 12 tetracyklin, 8 aminoglikozydów, 1 monobaktam, 3 karbapenemy, 9 makrolidów, 2 nowe streptograminy i 3 inhibitory reduktazy dihydrofolianowej”. (1) Obecnie te liczby są jeszcze większe.

Większość ludzi nie zdaje sobie sprawy, że te antybiotyki praktycznie nigdy nie znikną. W swoich czystych lub zmetabolizowanych postaciach stanowią po pierwsze znaczącą część odpadów szpitalnych. Pop drugie są wydalane w milionach kilogramów przez miliony pacjentów, którzy odwiedzają szpitale każdego roku. Ogromne ilości przeterminowanych antybiotyków (sprzedanych lub niesprzedanych ) są też wyrzucane do śmieci (po trzecie). Środki przeciwbakteryjne, jako środki dezynfekujące czy resztki antybiotyków z różnych metod leczenia, trafiają wreszcie do odpadów szpitalnych (po czwarte). Wszystkie antybiotyki kupowane przez szpitale, w taki czy inny sposób, lądują ostatecznie w środowisku, zwykle w ściekach. Podróżują do oczyszczalni i przechodzą praktycznie nie zmienione do światowych zasobów wody.

Amerykańscy lekarze nie pracujący w szpitalach wypisują dodatkowo 260 milionów recept na antybiotyki rocznie i one także trafiają do środowiska. Dodatkowo do strumienia odpadów antybiotykowych, producenci farmaceutyków dorzucają tysiące ton zużytych grzybów i innych antybiotyko-podobnych odpadów. Co roku amerykańskie farmy zużywają prawie 1,5 mln (lub więcej) ton antybiotyków, dzięki czemu amerykańskie zwierzęta hodowlane – głównie świnie, bydło i kurczaki – wytrzymują zbyt duże zagęszczenie na metr kwadratowy oraz mniej chorują. Dodatkowo niski poziom antybiotyków w pożywieniu stymuluje również przyrost masy ciała – generalnie zwiększając dochody z produkcji. Miliony litrów zwierzęcych ekskrementów trafiają do gnojowników, skąd w stosunkowo niezmienionej postaci przepływają do lokalnych ekosystemów. Zwierzęta hodowlane z wolnego wybiegu (a także miliony innych udomowionych zwierząt – głównie psów i kotów), umieszczają swoje odchody z antybiotykami bezpośrednio na ziemi. Dziewięćdziesiąt siedem procent kanamycyny przechodzi w niezmienionej postaci przez przewód pokarmowy zwierzęcia (GI) na powierzchnię gleby.

Krótko mówiąc, kontynent amerykański, podobnie jak większość świata, dosłownie zalany jest antybiotykami. A jak zauważa lekarz i badacz dr Stuart Levy – „…wiele z tych antybiotyków nie ulega biodegradacji. Przez eony czasu mogą pozostać nienaruszone w środowisku, chyba że zostaną zniszczone przez wysokie temperatury lub inne fizyczne siły, takie jak promieniowanie ultrafioletowe ze słońca. Jako aktywne antybiotyki nadal zabijają podatne bakterie, z którymi będą mieć kontakt”. (2) W niezwykle krótkim geologicznie czasie ziemia została nasycona setkami milionów ton nie ulegających biodegradacji, często biologicznie unikatowymi, farmaceutykami przeznaczonymi do zabijania bakterii. Wiele antybiotyków (których nazwa oznacza dosłownie „przeciw życiu”) nie ma ukierunkowanego działania, ale zabija szerokie grupy różnorodnych drobnoustrojów. Emitowanie do środowiska przez ostatnie 65 lat tak dużych ilości syntetycznych antybiotyków, zainicjowało najbardziej wszechstronny wpływ na bakterie podłoża (gleby), od czasów, gdy mikroby wytwarzające tlen wyparły metanogeny (około 2,5 miliarda lat temu). Jak powiedział dr Levy – „[antybiotyki] zintensyfikowały takie zmiany ewolucyjne, które nie mają sobie równych w zapisach historii biologicznej”. (3) Na krótką metę oznacza to zagrożenie powstania unikatowych, patogennych bakterii w populacjach ludzkich, zwierzęcych i uprawach rolniczych. Na dłuższą – epidemie chorób zakaźnych bardziej śmiertelnych niż kiedykolwiek w historii ludzkości.

Infecje lekooporne, według ostrożnych szacunków, są obecnie czwartą najczęstszą przyczyną zgonów w Stanach Zjednoczonych.

Ograniczenia antybiotyków

Być może żadna forma postępu technologicznego nie była szerzej reklamowana i obficiej finansowana niż rozwój antybiotyków. W kulturze zachodniej ich produkcja została nazwana jednym z głównych osiągnięć nauki i nowoczesnej medycyny – sukcesem metody naukowej nad niedoinformowaną medycyną przeszłości.

Ekscytacja odkryciem i skutecznym stosowaniem antybiotyków w medycynie była tak silna na przełomie lat 50-tych i 60-tych XX wieku, że wielu lekarzy, w tym mój wielki wujek – Lee Burney, ówczesny generalny chirurg Stanów Zjednoczonych, oraz mój dziadek – David Cox, prezes Kentucky Medical Association, wspólnie ogłosili koniec wszechobecnej epidemii chorób. W 1963 roku komentarz australijskiego lekarza Sir F. Macfarlane’a Burneta – laureata nagrody Nobla, był bardzo typowy. Powiedział on, że pod koniec XX wieku ludzkość ujrzy „…całkowitą eliminację chorób zakaźnych jako istotny czynnik wywierający wpływ na życie społeczne”. (4)

Siedem lat później, jeden z następców mojego wielkiego stryja, chirurg ogólny – William Stewart, oświadczył przed Kongresem USA, że „…nadszedł czas, aby zamknąć rozdział na temat chorób zakaźnych”. (5) Ospa została wtedy w całości wyeliminowana, a szczepionki przeciwko polio odniosły zadziwiający sukces w zapobieganiu infekcjom milionów ludzi w Stanach Zjednoczonych, Afryce i Europie. Przewidywano też, że gruźlica i malaria znikną z powierzchni Ziemi przed rokiem 2000. Z niemałą satysfakcją David Moreau zauważył w artykule w magazynie Vogue, że „…rewolucja chemoterapeutyczna sprowadziła prawie wszystkie nie wirusowe choroby do rangi przeziębienia”.(6) Cóż, wszyscy oni bardzo się mylili.

Pomimo optymizmu Moreau, którego artykuł ujrzał światło dzienne w 1976 roku, choroby zakaźne już rosły w siłę. Do 1997 roku było już tak źle, że rocznie w Stanach Zjednoczonych przyjmowano do szpitali trzy miliony ludzi z trudnymi do leczenia infekcjami bakteryjnymi, opornymi na antybiotyki. Centers for Disease Control (CDC) oszacowało w 2002 roku, że kolejne 1,7 miliona zostało zainfekowanych podczas odwiedzin w szpitalach, a 100 000 uznano za umierających po zarażeniu się lekooporną infekcją w szpitalu.

„Żeby podkreślić – jak powiedział Brad Spellberg z Towarzystwa Chorób Zakaźnych Ameryki – ci ludzie przychodzili do szpitala z powodu ataku serca, raka, urazu po wypadku samochodowym lub mieli jakąś planową operację, a kończyło się to śmiercią z powodu infekcji, którą zarazili się w szpitalu. . . . Liczba osób, które padły ofiarą zakażeń szpitalnych, jest niewątpliwie obecnie dużo wyższa i prawie na pewno przekracza 100 000 osób rocznie w samych tylko Stanach Zjednoczonych”. (7)

To czyniłoby infekcje lekooporne, według ostrożnych szacunków, czwartą najczęstszą przyczyną śmierci w USA. Co istotne, szacunki te nie obejmują ofiar śmiertelnych z powodu chorób zakaźnych samych w sobie – tych, które miały zostać całkowicie wyeliminowane do roku 2000. R.L. Berkelman i J.M. Hughes skomentowali w 1993 roku w Annals of Internal Medicine, że „brutalna rzeczywistość jest taka, że choroby zakaźne stanową główną przyczyną zgonów na całym świecie i pozostają podstawową przyczyną chorób i śmierci w Stanach Zjednoczonych”. (8) Patolog i badacz Marc Lappé posunął się jeszcze dalej, deklarując w swojej książce Kiedy antybiotyki zawodzą – „Czas nazwany kiedyś eufemistycznie Wiekiem Cudownych Leków jest całkowicie martwy i skończony”. (9)

Koniec „cudownych leków”

Choć penicylinę odkryto w 1929 roku, a w czasie II wojny światowej została opracowana komercyjnie, to jej stosowanie stało się powszechną rutyną dopiero po wojnie. Cóż, to rzeczywiście były cudowne dni. Wyglądało na to, że nauka może dokonać wszystkiego. Codziennie odkrywano jakieś nowe antybiotyki – arsenał medycyny wydawał się przytłaczający. W tej euforii nikt nie dosłyszał kilku głosów budzących niepokój. Wśród nich, jak na ironię, był sam Alexander Fleming, odkrywca penicyliny. Dr Fleming zauważył jeszcze w 1929 roku w British Journal of Experimental Pathology, że liczne bakterie są już uodpornione na lek, który odkrył. W wywiadzie dla New York Times’a z 1945 roku ostrzegł wyraźnie, że niewłaściwe stosowanie penicyliny doprowadzi nieuchronnie do rozwoju szczepów opornych. Obserwacje Fleminga okazały się prorocze. Szacuje się, że już w momencie przeprowadzania tego wywiadu 14% bakterii Staphylococcus aureus (gronkowiec złocisty) było opornych na penicylinę. Do 1953 roku – ponieważ stosowanie penicyliny stało się szeroko rozpowszechnione – było to już około 64% – 80%. Zgłoszono również oporność na tetracyklinę i erytromycynę. (W 1995 roku niewiarygodne 95% gronkowców było już oporne na penicylinę). Do 1960 roku oporna infekcja gronkowcowa stała się najczęstszym źródłem infekcji szpitalnych na całym świecie. Więc lekarze zaczęli używać metycyliny – antybiotyku beta-laktamowego, który okazał się skuteczny przeciwko szczepom opornym na penicylinę. Niestety oporne na metycylinę gronkowce (MRSA) pojawiły się zaledwie w ciągu roku. Pierwsza poważna epidemia w szpitalach miała miejsce w Stanach Zjednoczonych w 1968 roku czyli zaledwie 8 lat później. Ostatecznie pojawiły się szczepy MRSA oporne na wszystkie dostępne klinicznie antybiotyki z wyjątkiem glikopeptydów (wankomycyna i teikoplanina). A w 1999 roku (54 lata po rozpoczęciu masowej produkcji antybiotyków), szczep gronkowca oporny na wszystkie klinicznie stosowane antybiotyki zainfekował pierwsze trzy osoby.

Początkowo lekooporne szczepy bakterii infekowały pacjentów tylko w szpitalach (swojej podstawowej przestrzeni rozwojowej). Jednak w latach 70-tych XX wieku zaczęły się pojawiać również poza szpitalami, a teraz są powszechne wśród całej ludności świata. W 2002 roku na własne oczy zobaczyłem pierwszą infekcję lekooporną poza szpitalem. Teraz zaś (2011 rok) co miesiąc otrzymuję e-maile lub informacje telefoniczne z kolejnymi przypadkami.

Czas nazwany kiedyś eufemistycznie Wiekiem Cudownych Leków został definitywnie zakończony.

Pierwotnie to szaleńcze tempo wzrostu oporności wydawało się niemal niemożliwe. Zwolennicy ewolucji uparcie twierdzili, że ewolucja bakterii (jak i wszystkich innych gatunków) może pochodzić jedynie ze spontanicznych i użytecznych mutacji, które występują z wyjątkowo niską częstotliwością (od jednej na 10 milionów do jednej na 10 miliardów mutacji) w każdej generacji. Fakt, że bakteria mogłaby wygenerować znaczną oporność na antybiotyki w ciągu zaledwie 35 lat uznano za niemożliwy. To, że gatunek ludzki może stanąć w obliczu końca ery antybiotyków zaledwie 60 lat po ich wprowadzeniu – wydawało się zupełnie absurdalne. Jednak w rzeczywistości bakterie wykazały się niezwykle wyrafinowaną odpowiedzią na ludzką prowokację w „wojnie na choroby”.

Wzrost oporności bakterii

Prawdę, którą nie wzięło pod uwagę bardzo wielu ludzi (w tym moi szanowni przodkowie), jest to, że całe Życie na Ziemi jest wysoce inteligentne i ma ogromne zdolności przystosowawcze. Bakterie są najstarszymi formami życia na tej planecie i bardzo, bardzo dobrze opanowały sztukę, jak reagować na zagrożenia własnego przetrwania. Wśród tych zagrożeń znajdują się tysiące, jeśli nie miliony substancji przeciwbakteryjnych, które istnieją tak długo, jak samo Życie.

Jedno z najważniejszych ustaleń, które ignorowali ci pierwsi badacze, choć obecnie jest to zupełnie oczywiste (tylko pycha mogła je tak długo ukrywać), to fakt, że cały świat wypełniony jest substancjami antybakteryjnymi, najczęściej produkowanymi przez inne bakterie, a także przez grzyby i rośliny. Bakterie więc, żeby przetrwać, nauczyły się reagować na te substancje bardzo dawno temu. Lub, jak ujął to Steven Projan z Wyeth Research, bakterie „są najstarszymi organizmami żywymi, a przez to, że zostały poddane trzem miliardom lat ewolucji w trudnych warunkach, zostały tak wyselekcjonowane, że wytrzymały współczesny atak chemiczny”. (10)

Tym, co sprawia, że ​​problem jest jeszcze bardziej poważny jest fakt, że większość antybiotyków oryginalnie opracowanych przez ludzi pochodzi z grzybów, które bakterie znają od bardzo dawna. Biorąc to pod uwagę, rzecz jasna, pojawiły się problemy z naszymi antybiotykami. Być może – gdyby ich użycie nie było tak powszechne – kłopoty byłyby niewielkie. Tak się jednak nie stało, a ilości czystych antybiotyków wprowadzanych do środowiska są bezprecedensowe w historii ewolucji. Ten proceder ma ogromny wpływ na zbiorowiska mikroorganizmów na Ziemi. Bakterie bardzo metodycznie rozwiązują problemy, z którymi się borykają. Podobnie jak my, one również chcą przetrwać i podobnie jak my, bardzo dobrze się przystosowują. Właściwie one robią to dużo lepiej niż my kiedykolwiek będziemy potrafili.

Tendencja rosnącej oporności bakterii na antybiotyki nie różni się zbytnio od rosnącej odporności szkodników na pestycydy. W 1938 roku naukowcy wiedzieli o siedmiu gatunkach owadów i roztoczy, które uzyskały odporność na pestycydy. W 1984 roku liczba ta wzrosła do 447 i obejmowała większość głównych szkodników na świecie. W odpowiedzi na stosowanie cięższych pestycydów i szerszą ich gamę, szkodniki wykształciły wyrafinowane mechanizmy odporności na działanie chemikaliów przeznaczonych do ich zabijania. Niestety pestycydy zabijają naturalnych wrogów szkodników, podobnie jak antybiotyki zabijają naturalnych wrogów szkodliwych bakterii w ciele.
– Michael Schmidt, Beyond Antibiotics

Rozwój cech oporności

Kiedy bakteria natrafi na jakiś antybiotyk, pojawiają się konkretne reakcje. To co prawda wymaga czasu – zwykle wielu pokoleń bakterii – żeby odnaleźć właściwe dla siebie odpowiedzi. Jednak trzeba pamiętać, że bakterie żyją dużo szybciej niż my. W przypadku wielu rodzajów, nowa generacja może się pojawiać co 20 minut! To około 500 000 razy szybciej niż w przypadku ludzi. I w tym przyspieszeniu bakterie znalazły wiele różnych sposobów reagowania na nasze antybiotyki.

Podobnie jak my bakterie chcą przetrwać i po prostu tak jak my, bardzo dobrze się przystosowują.

Oto jak mogą to robić:

ZMODYFIKOWANA ABSORBCJA

Bakterie mogą zmniejszać ilość antybiotyku, który dostaje się do ich wnętrza. W większości przypadków środki przeciwdrobnoustrojowe muszą wniknąć do wnętrza komórki bakterii, żeby ją zabić – muszą pokonać otoczkę komórki, która chroni bakterię. Niektóre z tych środków wykorzystują w tym celu normalny mechanizm napływu pożywienia, które komórka bakterii musi wykorzystać, żeby żyć. Innymi słowy, związki te niejako wkradają się do komórki bakterii przez podłączanie się do substancji odżywczych takiego czy innego rodzaju, a nawet wydają się być niezbędnymi składnikami odżywczymi, aby bakterie je przyjmowały. Żeby uniknąć tej infiltracji, drobnoustroje zmieniają przepuszczalność swoich błon komórkowych, często przekształcając strukturę „drzwi” wpuszczających substancje zewnętrzne do komórki. To sprawia, że ​​ trudniejsze lub nawet niemożliwe jest przeniknięcie antybiotyku do wewnątrz i daje bakterii możliwość utrzymania poziomu leku poniżej ilości, która może jej zaszkodzić.

MODYFIKACJA DOCELOWA

Bakterie mogą zmieniać swoją strukturę wewnętrzną tak, żeby antybiotyk nie osiągnął zamierzonego celu. Jak mówi David Hooper z Wydziału Chorób Zakaźnych w Massachusetts General Hospital – „Oporność poprzez ogólne mechanizmy modyfikacji celu może zostać osiągnięta dzięki niezwykłej różnorodności konkretnych środków, które zostały wykorzystane przez różne ważne klinicznie bakterie. Mechanizm modyfikacji często objawia się poprzez zmianę struktury tej części bakterii, która była pierwotnie celem antybiotyku. W efekcie modyfikacji struktura ta słabo wiąże lek lub nie wiąże go wcale.” (11) Innymi słowy bakterie tak zmieniają strukturę swoich ciał, że nie ma w nich tych elementów, które mogłyby zostać porażone antybiotykami. Lek co prawda przenika do komórki, ale po prostu nic tam nie powoduje.

MODYFIKACJA ANTYBIOTYKÓW

Bakterie mogą rozkładać lub niszczyć antybiotyk, nawet jeśli dostanie się do ich wnętrza. Tworzą w tym celu antybiotykowo-swoiste, dezaktywujące związki – najczęściej enzymy, takie jak beta-laktamazy o rozszerzonym spektrum działania (ESBL). Jak ujął to Harry Taber z New York Department of Health – „Wcale nas nie dziwi odkrycie, że enzymy służące do dezaktywowania antybiotyków zostały znalezione w komórce bakterii (wewnątrz otoczki). β-Laktamazy i enzymy modyfikujące aminoglikozydy są przykładami takich związków”. (12) Najnowszym członkiem tej grupy jest NDM-1, New Delhi metallo-beta-laktamaza. NDM-1 jest rodzajem ESBL, ale o wiele bardziej problematycznym działaniu niż jakikolwiek znany dotąd enzym, ponieważ jest silnie aktywny wobec antybiotyków karbapenemowych, klasy beta-laktamów, które wcześniej były odporne na dezaktywację ESBL. NDM-1 jest przenoszony na plazmidach i łatwo wnika do wielu odmian bakterii. „Przerażające jest to – mówi Timothy Walsh, profesor mikrobiologii i oporności na antybiotyki na Uniwersytecie w Cardiff w Wielkiej Brytanii, że – taka sytuacja wydaje się rozprzestrzeniać bardzo szybko”. (13)

POMPA WYPŁYWOWA

Bakterie mogą usuwać antybiotyki z własnych komórek tak samo szybko, jak tamte dostają się do ich wnętrza. Robią to za pomocą czegoś, co nazywa się pompą wypływową. Zasadniczo tworzą w tym celu rodzaj pompy ściekowej, która wypompuje dokładnie to, co chce wypompować. Istnieje wiele rodzajów pomp wypływowych we wszystkich bakteriach, z których każda jest kodowana dla poszczególnych substancji. Niektóre pompy wypływowe działają tylko na jedną substancję, podczas gdy inne (wielolekowe pompy wypływowe) mogą wypompowywać szeroki zakres związków. Często związki te mają ze sobą niewiele wspólnego. Nikt jeszcze nie odkrył, dlaczego jedna pompa może działać na tak wiele różnych rodzajów substancji. Tak czy owak gdy jedna z zagrażających substancji (np. antybiotyk) zostanie zidentyfikowana przez bakterię, pompa się włącza i lek zostaje wydalony. Badacze skomentowali, że pompy te działają naprawdę bardzo wszechstronnie – „mogą rozpoznawać i wydalać zarówno cząsteczki o ładunku dodatnim, ujemnym lub obojętne, substancje tak hydrofobowe, jak rozpuszczalniki organiczne i lipidy, oraz związki tak hydrofilowe, jak i antybiotyki aminoglikozydowe”. (14) Bakterie przez długi czas ewolucji wytworzyły szeroką gamę typów pomp, żeby chronić się przed milionami substancji przeciwdrobnoustrojowych, które istnieją na świecie. Istnieje pięć głównych form takich pomp:
• MFS – major facilitator superfamily (Główna nadrodzina wspomagająca)
• ABC – ATP-binding cassette superfamily (Nadrodzina kasety wiążącej ATP)
• SMR – small multidrug resistance family (Mała rodzina oporności wielolekowej)
• RND – resistance-nodulation-cell division superfamily (Nadrodzina podziałowa oporność-nodulacja-komórka)
• MATE – multi-antimicrobial extrusion protein family (Rodzina anty-drobnoustrojowa wyrzucająca białka)
Większość bakterii Gram-dodatnich wykorzystuje MFS jako główny mechanizm wypływu. Większość bakterii Gram-ujemnych używa natomiast RND. Pompy te mają wiele zastosowań, między innymi ochronę komórki przed czynnikami takimi jak sole żółciowe czy kwasy żołądkowe, które na swój sposób działają podobnie jak środki przeciwdrobnoustrojowe wobec chorobotwórczych bakterii.

SUPER PRZYSTOSOWALNOŚĆ

Czasami bakterie uczą się żyć i rozwijać nawet w środowiskach generalnie antybakteryjnych, takich jak roztwory do odkażania w szpitalach. Jak czytamy w jednym z artykułów – „Zanieczyszczenie, wywołane głównie przez bakterie Gram-ujemne znaleziono w dziesięciu świeżo przygotowanych roztworach na dwadzieścia dwa badane”. (15) Zatem mikroby uczą się nawet używać antybiotyków jako pożywienia.

Współdzielenie oporności

Kiedy bakteria opracuje metodę przeciwdziałania antybiotykom, w niezwykle szybkim tempie przekazuje swoją wiedzę swoim współtowarzyszom. Pod presją antybiotyków jedne rodzaje bakterii współdziałają z bardzo wieloma innymi postaciami drobnoustrojów. W rzeczywistości istnieje swoista forma komunikacji między różnymi liniami gatunków bakterii, o czym nie było wiadomo, dopóki antybiotyki nie pojawiły się na szerszą skalę. Pierwszą rzeczą, którą dzielą się bakterie, jest informacja o możliwości przetrwania i oporności. Uwierzcie mi, robią to doskonale, na wiele różnych sposobów.

KODOWANIE PLAZMIDÓW

Bakterie kodują kilka różnych rodzajów plazmidów (zasadniczo niezależnych od chromosomu nici DNA) z których każdy zawiera pewne informacje o oporności i przekazują je innym bakteriom. Plazmidy to wysoce mobilne łańcuchy genetyczne i bakterie wymieniają się nimi na dużą skalę. Na przykład aminoglikozydy, jedne z najsilniejszych znanych antybiotyków, zostały pierwotnie wyizolowane z promieniowców (pewnego rodzaju bakterii). Te bakterie stworzyły pierwotnie i same użyły aminoglikozydów, żeby zabić inwazyjne lub konkurencyjne bakterie. Aminoglikozydy mogły co prawda zabić również same promieniowce, ale stworzyły one pewne związki chemiczne, które miały dezaktywować aminoglikozydy i przechowywały wzorzec genetyczny tych związków w plazmidach, w swoich komórkach. Cała oporność na aminoglikozydy na całym świecie (w tym oporność drobnoustrojów Pseudomonas i Acinetobacter) pochodzi właśnie z tych starożytnych plazmidów wytwarzanych przez promieniowce. Gdy aminoglikozydy zaczęły być swobodnie przepisywane przez społeczność medyczną, promieniowce zaczęły wydzielać plazmidy w ogromnych ilościach.

KORZYSTANIE Z TRANSPOZONÓW I INTEGRONÓW

Bakterie używają transpozonów – unikalnych, ruchomych segmentów DNA, które są normalnym składnikiem ich genomu. Czasami nazywane „skaczącymi genami” transpozony dosyć swobodnie poruszają się między chromosomami i plazmidami. Są one łatwo integrowane ze strukturami DNA, a kiedy się z nimi połączą, zmienia się wzór genetyczny, a tym samym fizyczna postać organizmu. Bakterie wykorzystują transpozony do przenoszenia ogromnej ilości informacji o oporności i często uwalniają je w wolnej postaci do środowiska, żeby później mogły zostać przejęte przez inne bakterie. Wykorzystują również integrony, rodzaj sekwencji DNA, która integruje się ze strukturą genomu w określonych miejscach. Integrony są szczególnie aktywne w przekazywaniu informacji o oporności i wirulencji.

KORZYSTANIE Z WIRUSÓW

Wirusy bakteryjne lub bakteriofagi również pomagają przenosić informacje o oporności między różnymi bakteriami. Obecnie wiadomo, że zamiast tworzyć tylko kopie samych siebie, kiedy się rozmnażają, bakteriofagi pobierają i wykonują kopie segmentów chromosomowych gospodarza, (które zawierają informacje o oporności), które następnie są przenoszone do nowo zainfekowanych wirusami bakterii. Innymi słowy, wirusy, które zakażają bakterie (cóż, one też się przeziębiają), uczą je, jak być odpornym na antybiotyki.

Bakterie mogą udostępniać informacje o oporności bezpośrednio lub po prostu wyciągać je ze swoich komórek, pozwalając na późniejsze ich pobieranie przez inne przemieszczające się bakterie. Często eksperymentują, łącząc informacje o oporności z wielu źródeł w unikalny sposób, który zwiększa oporność, generuje nowe szlaki oporności, a nawet stymuluje oporność na antybiotyki, z którymi nigdy wcześniej nie miały do czynienia. Nawet bakterie w stanach hibernacji lub te umierające dzielą się informacjami na temat oporności z bakteriami, które napotykają. Kiedy bakterie pobierają jakąkolwiek zakodowaną informację o oporności, wplatają ją w swoje własne DNA i ta nabyta umiejętność staje się ich cechą genetyczną, która jest nieprzerwanie przekazywana kolejnym pokoleniom – owszem, to przygnębiająco przypomina Lemarck’a. Naukowcy zauważyli, że wzrost oporności w ciągu ostatnich 50 lat miał związek jak jeden do jednego z produkcją i używaniem antybiotyków, a mechanizmy oporności są nie tylko przenoszone na inne bakterie, ale zostają zachowane w danym gatunku drobnoustrojów.

Jak bakterie się uczą

Antybiotyki, co niefortunne dla nas, mają działania podobne do feromonów – działają jak chemiczne środki przyciągające i dosłownie przyciągają do siebie bakterie. W obecności antybiotyku szybkość uczenia mikrobów natychmiast się zwiększa… i to o kilka rzędów wielkości. Tetracyklina nawet w bardzo małych dawkach (faktycznie zwłaszcza w niskich dawkach) stymuluje od stu do tysiąca razy transfer, mobilizację i ruch transpozonów oraz plazmidów. (Nawiasem mówiąc, leczenie trądziku i tucz przemysłowy zwierząt hodowlanych obejmuje na ogół niskie dawki tetracykliny, podawanej często przez miesiące lub lata.) Wendy Powell pisze – „… oznacza to, że w czasie stresu, którego przyczyną jest obecność antybiotyków, antybiotyki same w sobie promują wymianę plazmidów, które mogą zawierać geny oporności”. (16)

Bakterie nie konkurują ze sobą o zasoby, ale raczej współpracują w dzieleniu się własnymi odkryciami na temat przetrwania.

Niedawne odkrycie, że wszystkie zasoby wody w krajach uprzemysłowionych są skażone niewielką ilością antybiotyków oznacza, że ​​bakterie na całym świecie mają kontakt z niskimi dawkami antybiotyków przez cały czas. Ta ekspozycja powoduje wykładniczy wzrost uczenia się oporności – im więcej antybiotyków trafia do światowych zasobów wody, tym szybciej bakterie opanowują tę wiedzę.

Co więcej, gdy bakterie stają się oporne, przekazują te informacje wszystkim innym napotkanym bakteriom. Nie rywalizują ze sobą o zasoby – jak głosi standardowa teoria ewolucji – ale raczej współpracują w dzieleniu się własnymi odkryciami na temat przetrwania. „Co zaskakuje jeszcze bardziej – zauważyła jedna z grup badawczych – można zaobserwować ruch genów, takich jak tetQ i ermB pomiędzy członkami normalnej mikroflory u ludzi i zwierząt – czyli między populacjami bakterii, które różnią się składem gatunkowym”. (17) Beztlenowe i tlenowe, Gram-pozytywne i Gram-ujemne, krętki oraz pasożyty plazmoidalne – wszystkie wymieniają między sobą informacje o oporności… coś, co przed użyciem antybiotyków nigdy nie było znane (i przyczyniało się do rosnącego przekonania, że ​​Natura może nie być pełna agresji względem siebie, ale o wiele bardziej wzajemnie połączona i współzależnie powiązana, niż kiedyś przypuszczano). Rozpoznanie tej prawdy – długo pomijane przez niepoprawne założenia dotyczące natury genomu, a obecnie szeroko rozpowszechnione – mówi, że struktury genetyczne we wszystkich organizmach nie są statyczne, lecz elastyczne i zmienne, czasem w bardzo szerokim zakresie. Barbara McClintock (która wcześniej rozpoznała istnienie transpozonów) zauważyła w swoim noblowskim wykładzie z 1983 roku, że genom „jest bardzo wrażliwą częścią komórki, który w chwilach stresu może zainicjować własną restrukturyzację i renowację”. (22) Zauważyła również, że instrukcje dotyczące tego, jak genotyp ponownie się układa, pochodzą nie tylko z samego organizmu, ale również ze środowiska. Im większy stres, tym bardziej elastyczna i specyficzna odpowiedź genomu.

Jak bardzo inteligentne są bakterie?

Po umieszczeniu jednego gatunku bakterii w odżywczym roztworze zawierającym również subletalne (takie, które powodują silne i trwałe upośledzenie organizmu i mogą być przyczyną poważnych, najczęściej nieodwracalnych powikłań dla organizmu – przyp. red) dawki nowo opracowanego i rzadkiego antybiotyku, naukowcy odkryli, że w stosunkowo krótkim czasie bakteria rozwinęła oporność na ten antybiotyk i na dwanaście innych antybiotyków, których nigdy wcześniej nie napotkała, choć niektóre z nich były strukturalnie odmienne od pierwszego antybiotyku. Stuart Levy zauważa – „…To prawie tak, jakby bakterie strategicznie przewidywały konfrontację z innymi lekami, gdy przeciwstawią się temu pierwszemu”. (18)

W gruncie rzeczy bakterie niejako „przewidują” stworzenie antybiotyków, o których ludzie jeszcze nawet nie pomyśleli. One również uczą się, jak stać się bardziej zjadliwym, jak sprawić, żeby wywołane przez nie choroby były silniejsze, dzieląc się między sobą czynnikami wirulencji poprzez te same mechanizmy, których używały, żeby podzielić się informacjami o oporności. W rzeczywistości wszystkie grają jak w orkiestrze w odpowiedzi na ludzką „wojnę z chorobami”. Te obserwacje doprowadziły Stuart’a Levy do następujących wniosków – „Zaczynamy postrzegać bakterie nie jako pojedyncze gatunki, ale jako szeroki wachlarz współdziałających organizmów zintegrowanego świata mikrobiologicznego”. (19) Były komisarz FDA Donald Kennedy powtarza niemal to samo, stwierdzając – „Dowody wskazują na to, że u zwierząt i ludzi mikroorganizmy jelitowe, ich plazmidy R oraz patogeny, tworzą połączony, własny ekosystem, w którym oddziaływanie na jeden punkt może wpływać na wszystkie inne punkty tego układu”. (20) Zatem wszędzie tam, gdzie stosowanie środków antybakteryjnych jest spotęgowane i wzmożone, gromadzenie się bakterii i tempo ich nauki jest również zwielokrotnione. Jak się okazało – intensywne stosowanie antybiotyków, powoduje natychmiastowe skutki kongregacji bakteryjnej, szybkie uczenie się i następującą po nich kaskadę informacji o oporności, zapisaną w całej błonie mikrobiologicznej, gdzie informacje te są dostępne w dowolnym momencie. Badacz J. Davies zauważa – „Ta pula genów (informacje o oporności) jest łatwo dostępna dla bakterii, gdy te znajdują się pod silną presją selekcyjną antybiotyków stosowanych w szpitalach, do celów weterynaryjnych i rolniczych oraz jako wspomaganie wzrostu w hodowli zwierząt”. (21)

Wszędzie tam, gdzie mamy do czynienia z dużymi ilościami antybiotyków oraz dużym zagęszczeniem chorych ludzi lub zwierząt, występują kaskady oporności – domy opieki, ośrodki opieki dziennej, schroniska dla bezdomnych, więzienia, obozy dla uchodźców, szpitale dla zwierząt i zakłady hodowli produkcyjnej. Jednak to nie one są najgorsze. Mimo pozornej czystości szpitala, białych fartuchów, cichych głosów i pewności celu, prawda jest taka, że ​​nie ma miejsca na Ziemi, które zawiera więcej opornych bakterii.

Badania i nowa wiedza z pierwszego wydania tej książki, potwierdziły obserwacje Mc Clintock o „zemście” bakterii. Genom organizmu przechowywany jest w jego DNA. Okazuje się, że antybiotyki często uszkadzają DNA bakterii poprzez zwiększenie produkcji wolno-rodnikowych cząsteczek tlenu wewnątrz drobnoustrojów. Innymi słowy ten wysoce elastyczny organ komórki –genom, jest częściowo uszkadzany przez antybiotyki. Kiedy to się dzieje, organizm bakterii natychmiast zaczyna naprawiać uszkodzenia. Rozpoczyna się ponowne przepisywanie DNA, w tym zakodowanej w nim struktury genomu. Część danych, które informują o procesach naprawczych, to czynniki, które spowodowały szkodę. Bakterie dosłownie restrukturyzują genom w taki sposób, żeby zabezpieczyć się przed szkodliwym zdarzeniem w przyszłości. A ponieważ tym szkodliwym wydarzeniem jest tworzenie przez antybiotyki wolnych rodników – bakterie rozwijają oporność na wszystkie antybiotyki, które tworzą wolne rodniki.

Rozprzestrzenianie się lekoopornych chorób

Oporne bakterie mają tendencję do pewnej specjalizacji jeśli chodzi o części ciała, które infekują. Bakterie Enterococcus, Pseudomonas, Staphylococcus i Klebsiella wykorzystują procedury chirurgiczne do zakażania ran chirurgicznych lub krwi pacjentów w szpitalach.

Okazuje się, że gronkowce potrzebują żelaza, które występuje naturalnie w komórkach krwi, a bakterie te preferują jeden rodzaj krwi – nasz… ludzki. We wszystkich miejscach, gdzie ludzka krew jest powszechnie dostępna, gromadzą się gronkowce i to w dużych ilościach. To gronkowce są „wiodącą przyczyną ropnych infekcji skóry i tkanek miękkich, główną przyczyną zakaźnych chorób serca, oraz powodem infekcji numer jeden w szpitalach i jedną z czterech głównych przyczyn chorób przenoszonych drogą pokarmową”. (23) I na domiar złego wciąż się uczą.

Strumienie ścieków z miast, wypełnione wydalanymi antybiotykami i opornymi gronkowcami, wpływają do mórz otaczających wybrzeża. Oporny gronkowiec jest bakterią endemiczną we wszystkich oceanach, w wodach przylegających do mas lądowych – i na tamtejszych plażach. Nauczył się także, jak przechodzić od osoby do osoby podczas seksu.

Haemophilus, Pseudomonas, Staphylococcus, Klebsiella i Streptococcus infekują tkankę płucną, często dzięki zainfekowanym rurkom oddechowym, które tak ostrożnie umieszcza w ciele pacjenta personel szpitala. Bakterie te powodują zapalenie płuc, często nieuleczalne u starszych pacjentów w szpitalach i domach opieki. Zapalenie płuc, nazywane niegdyś „przyjacielem osób starszych” (ponieważ stosunkowo łagodnie pozwalało odchodzić z tego świata starszym osobom), zostało przez pewien czas ilościowo znacznie ograniczone poprzez antybiotyki, ale teraz powraca jako istotna przyczyna śmierci już nie tylko u osób w starszym wieku.

Pseudomonas i Klebsiella, podróżując do kanałów moczowych dzięki cewnikom wkładanym przez pielęgniarki, inicjują poważne i niebezpieczne infekcje dróg moczowych u wielu pacjentów. Poprzez niewłaściwą higienę, uzyskują one także dostęp do dróg moczowych samych pielęgniarek, gdzie szybko mutują pod presją antybiotyków wydawanych personelowi szpitala. (Ręce większości pielęgniarek i lekarzy są pokryte opornymi bakteriami, niezależnie od tego, czy myją oni ręce czy nie – dezynfekcja rąk i ich mycie to nie to samo.)

Kompletnie oporny na antybiotyki gronkowiec jest w tym momencie czymś całkowicie nieuniknionym i niuchronnym.
– Eric Skaar (Uniwersytet Vanderbilt)

Haemophilus i Streptococcus wywołują poważne infekcje ucha (czasami prowadzące do zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych na oddziałach pediatrycznych), których nawet wielokrotne rundy podawanych antybiotyków często nie dają rady wyleczyć. Organizmy te mogą również powodować wyniszczające infekcje przewodu pokarmowego, którym towarzyszy ciężka biegunka. I nie są w tym odosobnione. Jednym z ostatnich, bardziej niebezpiecznych zakaźnych organizmów przewodu pokarmowego jest Clostridium difficile. Jak donosi Amerykańskie Stowarzyszenie Chorób Zakaźnych – „Częstość zakażeń wywołanych przez Clostridium difficile w szpitalach w Stanach Zjednoczonych podwoiła się w latach 2000-2003. Wybuchy ciężkiej infekcji C. difficile wśród pacjentów szpitalnych i wśród osób o niskiej grupie ryzyka zostały zgłoszone w wielu państwach na całym świecie. Mnóstwo zmian w przebiegu tej infekcji pojawia się z powodu rozprzestrzeniania się epidemicznego szczepu C. difficile ze zwiększoną wirulencją i zwiększoną opornością na powszechnie stosowane przeciwbakteryjne fluorochinolony”. (24) Według CDC w 2004 roku było 4 razy więcej zgonów z powodu tego zakażenia niż w 1999. Bakteria ta stała się tak trudna do leczenia antybiotykami, że zachodni lekarze zwracają się ku nowym metodom – na przykład przeszczepom kałowym. Tak – dobrze przeczytaliście – wkładają cudze fekalia do jelita chorego pacjenta, w nadziei, że zdrowa populacja bakterii jelitowych może się po prostu odrodzić i poradzi sobie z intruzami. Kupa jest podawana do organizmu przez rurkę w nosie pacjenta. (To jest właśnie nowoczesna medycyna.)

Powrót „dawnych” chorób po ich pozornej likwidacji

Gruźlica (TB) jest coraz bardziej oporna i rozprzestrzenia się w biednych dzielnicach miast, schroniskach dla bezdomnych oraz więzieniach na całym świecie. Uważa się, że około 2 miliardy ludzi na całym świecie cierpi na utajoną gruźlicę, co stanowi około jedną trzecią populacji. Dwieście milionów z nich przejawi zaawansowaną, zakaźną formę (15 milionów w samych Stanach Zjednoczonych), podczas gdy trzy miliony rocznie umrą. Około 80% tych osób z poważnymi objawami wykaże pewne oznaki oporności na antybiotyki. 2% czyli 40 milionów ludzi na całym świecie ma obecnie nieuleczalny, oporny szczep. Gruźlica staje się obecnie tak trudna w leczeniu, że czasami wykorzystuje się starsze metody, takie jak chirurgiczne usunięcie części lub całości chorego płuca.

Rzeżączka także powróciła z silną opornością, której nauczyła się w burdelach w Wietnamie wśród prostytutek, które regularnie otrzymywały codzienne dawki antybiotyków. Obecnie powoduje około 700 000 nowych infekcji rocznie w samych Stanach Zjednoczonych. Malaria, przenoszona przez komary i kiedyś uważana tylko za chorobę tropikalną, zabija milion ludzi rocznie na całym świecie i jest oporna na leki w 85%.

Cholera rówież nauczyła się oporności na wiele antybiotyków poprzez niewłaściwe ich dawkowanie przez lekarzy. Co więcej, nauczyła się oporności na główny środek, który dotychczas ją likwidował – chlor. Chlor, choć naturalnie obecny w ekosystemie, rzadko istnieje w czystej postaci. Zasadniczo jest chemicznie związany z czymś innym, np. w takich rzeczach jak sól kuchenna (chlorek sodu). Produkcja przemysłowa to około 22 680 ton rocznie chemicznie czystego chloru. Wchodzi on w skład produktów chloro-organicznych (np. PCV stosowane w medycynie) oraz na szeroką skalę służy jako przeciwbakteryjny środek dezynfekujący do odkażania wody. W wyniku tego zarówno cholera jak i bakteria E. coli rozwinęły odporność na chlor. Escherchia coli – niebezpieczna sama w sobie, ale jeszcze bardziej dlatego, że była wystawiona na tak dużą liczbę antybiotyków w ludzkim przewodzie pokarmowym, jest jedną z podstawowych bakterii, która uczy się oporności i przekazuje ją dalej. Ta wymiana informacji jest szczególnie łatwa w przypadku innych rodzajów bakterii z przewodu pokarmowego, szczególnie jeśli są to bakterie Gram-ujemne, jak np. cholera. W 2000 roku kiedy w Indiach pojawił się pierwszy udokumentowany przypadek jednoczesnego zakażenia enterotoksygennymi bakteriami E. coli i cholerą, oba szczepy wykazywały już cechy oporności.

Cholera, w czasie pomiędzy okresami aktywności, (czyli między kolejnymi epidemiami), żyje w wodzie, zwykle w pobliżu ludzkich osiedli. Podczas tych „okresów ciszy” napotyka nie tylko na chlor, ale również na dziesiątki innych antybiotyków, które zawarte są w subletalnych dawkach w prawie wszystkich zasobach wody na Ziemi. Determinanty oporności są szeroko rozpowszechnione między wieloma typami serologicznymi cholery. Podobnie jak u wszystkich patogennych bakterii, krzywa oporności organizmów cholery ma charakter wykładniczy. W 1992 roku tylko 35% serologicznego typu cholery 01 było opornych na ampicylinę. W 1997 roku było to już 100 %.

Epidemie cholery pojawiają się w ludzkich społecznościach wtedy, gdy zawartość odchodów w odpadach z centrów populacji jest wysoka. Mikroorganizmy podążają za ściekami w górę rzeki, poszukując ich źródła i zwykle je znajdują. Działania przeciwbakteryjne spowodowały, że E. coli, zwykle nie patogenna, również rozwinęła nieoczekiwane zdolności wirulencji w takich postaciach, jak potencjalnie śmiercionośna O157: H7 E. coli. Dzięki markerom genetycznym epidemiolodzy już wiedzą, że tej zjadliwości nauczyła ją bakteria Shigella. Naukowiec i lekarz – dr Marguerite Neill, specjalistka chorób zakaźnych, zauważa, że ​​ E. coli O157: H7 jest posłańcem, który przynosi niepożądaną wiadomość – „…w walce ludzkości o podbój chorób zakaźnych, armia przeciwna jest uzupełniana nowymi zamiennikami”. (25)

W jaki sposób szpitale stwarzają problem

Szpitale, w których regularnie bytuje i ma kontakt ze sobą duża ilość patogennych bakterii oraz antybiotyków, dają mikrobom największą szansę na rozwinięcie oporności i zjadliwości. Naukowcy badający szpitalne ścieki stwierdzili, że zawierają one wyjątkowo dużą liczbę opornych bakterii, a także duże ilości wydalanych antybiotyków. Te antybiotyki i oporne bakterie przenikają do środowiska i rozprzestrzeniają się wszędzie. Jak powiedziała Julie Gerberding z Centers for Disease Control – „Kiedyś zamknięte w szpitalach, gdzie ciężko chorzy pacjenci byli narażeni na ciągłe infuzje leków, obecnie [oporne bakterie] znajdują się bardzo blisko ludzkich populacji”. (26)

Lekcja płynąca zarówno z naszych doświadczeń w dziedzinie rolnictwa jak i medycyny jest godna uwagi ze względu na swoją spójność – ignorowanie ewolucyjnych cech systemów biologicznych może odbywać się wyłącznie pod groźbą katastrofy ekologicznej.
– Marc Lappé: When Antibiotics Fail

Ogromna produkcja mydeł antybakteryjnych, które trafiają do wody, również stymuluje oporność wielu rodzajów bakterii. Mimo, że dynamika oporności była dobrze znana na długo przed dopuszczeniem mydeł antybakteryjnych na rynek, pod presją ze strony korporacji były one nadal dozwolone w Stanach Zjednoczonych. I tak jak wszystkie inne przeciwbakteryjne produkty, zaczęły nadawać unikalne formy oporności bakteriom planety. Strach przed drobnoustrojami, tak bardzo napędzany telewizyjną reklamą, tylko zintensyfikował i przyspieszył problem oporności. Centers for Disease Control w Atlancie, w Georgii, odkrył, że średnia ilość jednego ze składników przeciwbakteryjnych (triclosanu) z takich mydeł, wzrosła w moczu Amerykanów o 42 % w latach 2003-2006. Badania wykazały, że substancja ta sprzyja oporności bakterii i zakłóca poziomy różnych hormonów u zwykłych użytkowników. Triclosan jest powszechnie stosowany w wielu pastach do zębów, prawie we wszystkich antybakteryjnych mydłach, a nawet w powłokach noży czy desek do krojenia.

Te okoliczności zwiększają wykładniczo oporność bakterii. W 1999 roku 95% E. coli było podatnych na ciprofloksacynę, ale już w 2006 roku wrażliwość ta spadła do 60%. Wrażliwość Acinetobacter zmniejszyła się o 70% w ciągu zaledwie 4 lat! 36% gronkowców było opornych w 1992 roku, ale w 2003 roku było to już 64%.

Farmy produkcji zwierzęcej – sytuacja jeszcze się pogarsza

Stosowanie antybiotyków przez farmy produkcji zwierzęcej i szerokie stosowanie antybiotyków przez weterynarzy u naszych zwierząt domowych stwarza podobnie szybkie tempo w ewolucji bakterii. Co najmniej połowa, jeśli nie więcej, wszystkich antybiotyków stosowanych w Stanach Zjednoczonych trafia do ogromnych farm hodowlanych. To powoduje niesamowicie silną i szybko wytwarzaną oporność dotyczącą szerokiego zakresu bakterii. Jak zauważył reporter Brandon Keim – „… większość antybiotyków jest wykorzystywana do leczenia chorób przenoszonych przez przemysłowe praktyki hodowlane lub po prostu do przyspieszania wzrostu zwierząt. W rezultacie gospodarstwa hodowlane stały się gigantycznymi płytkami Petriego dla super-robaków, w szczególności wielo-lekoopornego gronkowca Staphylococcus aureus lub MRSA, który co roku zabija 20 000 Amerykanów – więcej niż AIDS”. (27) Nicols Fox tak komentuje ten problem w swojej książce – Spoiled: The Dangerous Truth About a Food Chain Gone Haywire.: Sposoby i miejsca w jakich chowane są zwierzęta hodowlane spełniają wszystkie warunki rozprzestrzeniania się infekcji i chorób – zwierzęta są bardzo ograniczone przestrzennie, poddawane nieustannemu stresowi, często karmione zanieczyszczoną paszą i wodą, narażone na kontakt z innymi organizmami (muchy, myszy, szczury), które mogą przenosić zanieczyszczenia z jednego stada do drugiego. Dodatkowo, funkcjonują na ściółce zbierającej brud oraz są przekarmiane antybiotykami, żeby pobudzić ich wzrost oraz zapobiec infekcjom (które, jak na ironię, uczyniły je bardziej podatnymi na choroby)… Wszystkie czynniki, które potencjalnie umożliwiają rozprzestrzenianie się różnych chorób, uległy nasileniu. Hodowla stała się bardziej intensywna, uboje bardziej mechaniczne i szybsze, produkty przetwarza się w ogromnych ilościach, a dystrybucja odbywa się na szeroką skalę. (28)

Podobnie jak w przypadku chorób u ludzi, patogenne bakterie zwierzęce również się wyspecjalizowały – E. coli O157: H7 w wołowinie, Salmonella w jajach kurzych, Campylobacter u kur, Listeria w przetworach mięsnych. (Są też inne, takie jak Cyclospora, Cryptosporidium i Yersinia). Podobnie jak odporne bakterie rozprzestrzeniające się z naszych szpitali, bakterie z gospodarstw hodowlanych szybko roznoszą się na cały świat. Podczas gdy właściciele ferm zaprzeczają, jakoby ich działania miały coś wspólnego z problemem oporności, jedyne miejsce na świecie, w którym nie ma jeszcze mikroorganizmów lekoopornych, genetycznie identycznych z tymi z chowu fermowego, to zwierzęta miejscowe w północnych regionach Arktyki.

Jednym z pionierów badań oporności na antybiotyki jest Stuart Levy – profesor, który prowadzi laboratorium Levy Lab w Centrum Adaptacji Genetyki i Lekoporności w Tufts University School of Medicine. Żeby prześledzić przenikanie do środowiska opornych bakterii z działalności rolniczej, wziął sześć grup kurcząt i umieścił je w 6 klatkach, po 50 sztuk w każdej. Cztery klatki zostały umieszczone w stodole, dwie na zewnątrz. Połowa kur otrzymywała pokarm zawierający subterapeutyczne dawki oksytetracykliny. Co tydzień badano odchody wszystkich kurcząt, także ekskrementy mieszkańców z bliższego sąsiedztwa oraz rodziny z gospodarstw w dalszej okolicy. W ciągu 24 do 36 godzin od spożycia pierwszej porcji paszy zawierającej antybiotyk, odchody kurcząt, które były nią karmione zawierały bakterie oporne E. coli. Wkrótce kurczęta nie karmione antybiotykiem również posiadały E. coli, która była oporna na tetracyklinę. Niezwykłe było to, że pod koniec trzeciego miesiąca, E. coli wszystkich kurcząt była już oporna na ampicylinę, streptomycynę i sulfonamidy, mimo że nigdy nie były karmione tymi lekami. Jeszcze bardziej zaskakujący jest fakt, że pod koniec piątego miesiąca kał pochodzący od członków rolniczej rodziny, która zamieszkiwała w pewnej odległości (ale która nie miała kontaktu z kurczętami) zawierał E. coli oporną na tetracyklinę. W szóstym miesiącu ich E. coli były również oporne na pięć pozostałych antybiotyków. Podobne, ale dłuższe badania prowadzone w Niemczech pokazały, że oporność ta ostatecznie przeniosła się na otaczającą społeczność, a zajęło to trochę ponad dwa lata!

Co najmniej połowa, jeśli nie większa część, wszystkich antybiotyków stosowanych w Stanach Zjednoczonych pochodzi z ogromnych farm produkcji zwierzęcej.

Salmonella jest genetycznie osadzona w jajkach (i kurach, które z nich pochodzą) wielu kurcząt pochodzących z agrobiznesu. Może przetrwać chłodzenie, gotowanie, pieczenie i smażenie. Żeby zabić Salmonellę, jajo musi być smażone na twardo lub gotowane przez 9 minut lub dłużej. Listeria w mięsie delikatesowym może przetrwać chłodzenie. E. coli może obecnie funkcjonować zarówno w soku pomarańczowym, jak i w soku jabłkowym – dwóch kwaśnych płynach, choć obydwa te środowiska wcześniej ją zabijały. Ostatnie badanie (2011) wykazało, że prawie 50% wszystkich zakupionych w sklepach mięs i testowanego drobiu zostało zanieczyszczone gronkowcem, a ponad połowa badanych bakterii była szczepami opornymi. Lance Price, główny autor badania, zauważył – „Fakt, że lekooporny Staphylococcus aureus jest tak rozpowszechniony, a prawdopodobnie pochodzi jedynie od zwierząt hodowlanych, jest wysoce niepokojący”. (29)

Te przenoszone przez żywność bakterie przemieszczają się obecnie dużo łatwiej do ludzkich przewodów pokarmowych i do całej ludzkiej populacji. Amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków (FDA) w 2010 roku wystosowała 23 informacje o zakażeniach Salmonellą, Listerią, Clostridium, E. coli oraz Bacillusem. Ostatnie badania wykazały, że jednym z głównych wektorów dla rozprzestrzenianie się opornych drobnoustrojów w ogólnej populacji są muchy. Co najmniej 30 000 much odwiedzi hodowlę drobiu w ciągu każdego 6 -tygodniowego okresu produkcyjnego. Naukowcy, którzy badali grupy much po takiej „wizycie”, odkryli, że zostały one zainfekowane bakteriami opornymi o dokładnie takich samych wariantach genetycznych, jak te występujące w odpadach drobiu, którymi karmiły się muchy. To samo zjawisko występuje we wszystkich dużych fermach zwierzęcych, zarówno u bydła, jak i u świń. Tempo wzrostu oporności i wirulencji jest tak szybkie, że już piętnaście lat temu Stuart Levy zauważył – „Niektórzy analitycy ostrzegają przed współczesnymi scenariuszami, w których zakaźne bakterie oporne na antybiotyki niszczą całe ludzkie populacje… Budzi to zdumiewającą możliwość, że nadejdzie czas, gdy antybiotyki jako metoda terapii będą już tylko przedmiotem historycznego zainteresowania”. (30) Według ludzi takich jak dr med. David Livermore pracujący w Antibiotic Resistance Monitoring and Reference Laboratory w Londynie, poszło nawet znacznie dalej. Jego zdaniem – „Naiwnością jest myśleć, że możemy wygrać”. (31)

W pierwszym wydaniu tej książki zauważyłem, że bakterie uczą się oporności na nowe antybiotyki w ciągu zaledwie kilku lat, zamiast dziesięcioleci, co zajmowało im poprzednio. Podczas tworzenia tej drugiej edycji okres ten zmniejszył się do roku, a nawet do 6 miesięcy. Specjalista od chorób zakaźnych, Brad Spellberg skomentował to krótko – „Oporność jest nieunikniona”.

Oporność w ekosystemie

Chociaż oporność bakterii infekujących ludzi i zwierzęta hodowlane jest najbardziej nagłośniona i badana, to ich aktywność nie jest ograniczona jedynie do ludzi i hodowanych przez nich zwierząt. Drobnoustroje migrują swobodnie w obrębie całego ekosystemie i wśród różnych gatunków. Nowe badania wykazały, że mewy i inne ptaki (więc nie tylko ludzie) rozprzestrzeniają oporne bakterie po całym świecie. Jak zauważa dr Jeffrey Fisher w swojej książce The Plague Maker: Oporne bakterie, które powstają w wyniku lekkomyślnych praktyk antybiotykowych, nie operują tylko w pobliżu zwierząt, w których się rozwijały. Nie ma „bakterii krowiej”, „bakterii wieprzowej” czy „bakterii drobiowej”. Z punktu widzenia świata drobnoustrojów, my ludzie, wraz z całą resztą królestwa zwierząt, jesteśmy częścią jednego gigantycznego ekosystemu. Te same oporne bakterie, które rozwijają się w przewodzie jelitowym krowy lub świni, mogą ostatecznie trafić do naszych ciał i do ciała każdej innej istoty. (32)

Jest to szczególnie prawdziwe, gdy pod różną postacią antybiotyki trafiają do światowych zasobów wody. Promuje to przenoszenie opornych cech w całym środowisku, ponieważ wzrost bakterii jest wysoki wszędzie tam, gdzie występują biofilmy związane z wodą – otoczenie cieków wodnych, wód stojących, mórz, oceanów itd. Antybiotyki podawane rybom dostają się do tych wszystkich miejsc, podobnie jak bogaty w antybiotyki wyciek z fabryk czy zakładów utylizacji odpadów komunalnych. Oporność przenosi się w rejonach biofilmu od bakterii domowych do dzikich i ma tendencję do utrzymywania się w tych naturalnych ekosystemach.

Naukowcy: Christian Daughton i Thomas Ternes donoszą, że – „…szereg badań zbiorników wodnych udokumentował znaczną przewagę rodzimych bakterii, które wykazują oporność na szeroki wachlarz antybiotyków, w tym wankomycynę. Uważa się, że izolaty drobnoustrojów z dzikich gęsi w pobliżu Chicago w stanie Illinois są oporne na ampicylinę, tetracyklinę, penicylinę i erytromycynę”. (33) Naukowcy odkryli szesnaście antybiotyków powszechnie obecnych w wodach podziemnych i powierzchniowych, które można wykryć w zakresie mikrogramów na litr. Niektórzy badacze donoszą, że te antybiotyki wykazują toksyczność względem genów, to znaczy, wpływają one na integralność struktur genetycznych w innych formach życia. Daughton i Ternes komentują, że jest to rzeczywiście powód do niepokoju, ponieważ bakterie „nigdy nie zapominają, co im zrobiono”: To szeroko rozpowszechnione i częste zjawisko stosowania antybiotyków w połączeniu z ich późniejszym uwalnianiem do środowiska jest wiodącą przyczyną przyspieszonego rozprzestrzeniania się oporności wśród patogenów bakteryjnych, która jest dodatkowo intensyfikowana przez fakt, że oporność utrzymuje się nawet w braku ciągłej presji selekcyjnej (zjawisko nieodwracalne). Wystarczająco wysokie stężenia antybiotyków wywiarają mocny wpływ na bakterie. Takie ekspozycje mogą z łatwością doprowadzić do zmiany struktury społeczności drobnoustrojów w naturze, a tym samym wpłynąć na wyższe poziomy łańcucha pokarmowego. (34)

Łosoś, sum i pstrąg – wszystkie hodowane komercyjnie – są intensywnie pojone antybiotykami oraz innymi lekami, które często są dodawane do ich pożywienia. Gdy jedzenie dostaje się do wody, antybiotyki zaczynają się rozprzestrzeniać w całym akwenie. Łosoś, w przeciwieństwie do sumów i pstrągów, hodowany jest na otwartym morzu w specjalnych zagrodach, przyspieszając tym samym przenikanie środków bakteriobójczych do oceanu. Z powodu dużego zatłoczenia ryb w hodowlach, 24 948 ton komercyjnego łososia amerykańskiego jest regularnie karmionych antybiotykami przez długi okres czasu – około 68 kg antybiotyku na akr (4047m 2) łososia. Stuart Levy komentuje to następująco: Ponieważ [antybiotyki] są zdeponowane w wodzie, mogą być łatwo przyswojone przez inne zwierzęta morskie. Tetracyklina u ryb nie ulega szybkiej degradacji. W związku z tym jest wydalana z kałem w stanie aktywnym i osadza się na morskim dnie. Tam pozostaje względnie stabilna, z dala od bezpośredniego światła słonecznego, które ją degraduje. W związku z tym efekt działania tego środka przeciwbakteryjnego w morzu jest taki sam, jak u zwierząt lądowych – długotrwała oporność i wielo-lekooporność bakterii w łososiu i innych organizmach morskich. (35)

Zbiorowiska roślinne i gleba są również narażone na bezpośrednie stosowanie antybiotyków, nie tylko poprzez przepływy ścieków. W leczeniu zakażeń na polach z monokulturą, szczególnie podczas ataku zarazy w sadach jabłoni czy grusz, antybiotyki, takie jak streptomycyna, są opryskiwane w dużych dawkach bezpośrednio na uprawy. W Stanach Zjednoczonych od 18 do 23 ton tetracykliny i streptomycyny rocznie jest wykorzystywane do spryskiwania drzew owocowych (0,45 kg tetracykliny to dawka lecząca dla 450 osób). Opryski te zabijają nie tylko bakterie na roślinach, ale również wszystkie podatne bakterie w samej glebie, niszcząc kaskadowo jej integralność i zdrowie. Podczas gdy rozpylanie pozwala na punktowe i agresywne wprowadzenie streptomycyny bezpośrednio do ekosystemu, to inne antybiotyki, takie jak oksytetracyklina, są nieraz wstrzykiwane (podobnie jak ludziom) bezpośrednio do pni i korzeni większych roślin. Nic dziwnego, że oporne, patogenne bakterie roślinne znaleziono w glebie i zbiorowiskach roślin wszędzie tam, gdzie takie praktyki mają miejsce. Transpozon bakteryjny rozwinięty podczas oprysków liści stwierdzono w siedmiu dzikich gatunkach bakterii w glebie. Wszystkie te drobnoustroje mają teraz oporność na streptomycynę normalnie wytwarzaną przez grzyby glebowe w regionie. Ta sama dynamika występuje również w glebie pod uprawami pszenicy. Pozostałości po opryskach antybiotykowych rozprzestrzeniają się w środowisku, wpływając na rozwój oporności w naturalnych zbiorowiskach glebowych wśród dzikich bakterii i zakłócając tym samym normalną równowagę fauny i flory. Praktyki rolnicze, takie jak wapnowanie pól czy przemysłowe zanieczyszczanie metalami ciężkimi, okazały się dodatkowymi czynnikami zwiększenia ilości opornych patogenów w glebie. W ramach badań naukowcy zaczęli wprowadzać czynniki oporności bakteryjnej bezpośrednio do struktury genetycznej niektórych roślin (np. buraków cukrowych), a te czynniki oporności również przeniosły się do bakterii ekosystemu.

Ogromna produkcja substancji przeciwbakteryjnych, które wcześniej można było znaleźć tylko w niewielkich ilościach – ponieważ były to substancje wytwarzane przez grzyby, bakterie lub rośliny w celu ochrony ich integralności terytorialnej – ostatecznie zaczęła wpływać na cykle życia bakterii i tysięcy innych organizmów w ekosystemie, a co za tym idzie, oddziaływać na zdrowie gleby oraz samej planety. Jak zauważył Mark Lappé w książce The End of Antibiotics – „… nasze rozrzutne stosowanie antybiotyków zmieni kształt ewolucji świata drobnoustrojów i pozbawi nas wszelkiej nadziei na bezpieczne zarządzanie tym światem”.

Partnerzy bakterii

Bakterie wcale nie są naszymi wrogami – jak twierdzą niektórzy naukowcy – ani niebezpieczną formą życia nastawioną przeciwko ludzkości, choć wiele telewizyjnych reklam chciałoby, żebyśmy w to wierzyli. W istocie są naszymi przodkami i jesteśmy do siebie bardzo podobni – zarówno my, jak i one metabolizujemy tłuszcze, witaminy, cukry i białka. Lynn Margulis komentuje to zwięźle – „Bardziej zrównoważony obraz bakterii jako naszego towarzysza historii i przodka, pozostaje prawie niezauważony. Nasza kultura ignoruje fakt, że ci okrutni „agenci zakażeń i infekcji”, te „obrzydłe zarazki”, również podlegają ewolucji i były z nami od początku. Naszymi zalążkami były właśnie bakterie”. (36) Bakterie to nie „obrzydłe zarazki”, ale tkacze tkaniny wszelkiego życia na Ziemi. Wypowiadając im wojnę, wypowiedzieliśmy wojnę leżącej u podstaw życia strukturze planety, przejawionej we wszystkich formach życia jakie postrzegamy, zwłaszcza w nas samych.

Jednym z niewielu naturalnie sterylnych miejsc na Ziemi jest macica kobiety, a okres ciąży przed urodzeniem jest jedynym czasem, kiedy jakiekolwiek ludzkie ciało jest wolne od bakterii. Po narodzinach, zakładając, że dziecko przyszło na świat zdrowe, umieszczane jest na piersi matki w pobliżu brodawki sutkowej. Kiedy dochodzi do pierwszych bezpośrednich kontaktów, bakterie, które żyją na skórze matki, zaczynają kolonizować ciało jej dziecka. Kiedy niemowlę zaczyna ssać pokarm, wnętrze jelita dziecka zasiedlane zostaje przez bakterie ze skóry wokół sutka i z samego mleka – i te bakterie są niezwykle ważne. Karmienie piersią wprowadza do jelita noworodków pałeczki mlekowe i inne bakterie, takie jak Bifidobacterium bifidus. Ma to znaczący wpływ na ich zdrowie. Bakterie Lactobacillus acidophilus tworzą ważne witaminy i składniki odżywcze, takie jak B1, B2, B3, B12 i kwas foliowy w przewodzie pokarmowym. Pomagają trawić żywność, a także wydzielają naturalne antybiotyki, takie jak Acidophilin, różne kwasy organiczne oraz nadtlenki, które pomagają zapobiegać infekcjom drobnoustrojów chorobotwórczych. Od 0,5 do 1 kilograma naszej wagi w dorosłym wieku pochodzi i stanowi masę naszych koewolucyjnych towarzyszy. Te pożyteczne drobnoustroje, które kolonizują nas od czasu niemowlęctwa, mają starożytną, pożyteczną relację z istotami ludzkimi. Są integralną częścią rozwoju naszego gatunku i ekologii naszego ciała. W rzeczywistości są naszą pierwszą linią obrony przed chorobami.

Wypowiadając wojnę bakteriom, wypowiedzieliśmy wojnę leżącej u podstaw życia strukturze planety, przejawionej we wszystkich formach życia jakie postrzegamy, zwłaszcza w nas samych.

Skóra pokrywająca nasze ciała oraz błony śluzowe naszych kanałów zatokowych czy dróg jelitowych są dla bakterii tym, czym żyzna, czarna gleba dla roślin. Kiedy zaorzesz ziemię, kończąc wegetację organizmów, które tam bytowały – nawet, jeśli nie zasadzisz niczego nowego – gleba wkrótce pokryje się mnóstwem nowych roślin. To samo dzieje się w naszych ciałach, kiedy nasz bakteryjny ekosystem jest zakłócany stosowaniem antybiotyków – po zastosowaniu antybiotyków, odradza się.

Dlaczego potrzebujemy bakterii

Bakterie, które kolonizują nasze ciała, są przyjaznymi drobnoustrojami, współdziałającymi z nami na zasadach mutualizmu. Zajmują tę przestrzeń naszych organizmów, w której dają radę funkcjonować i się rozwijać. W ten sposób nie pozostawiają miejsca dla innych, mniej łagodnych bakterii i mikrobów. Jednak nasz związek daleko wykracza poza tę zwykłą koegzystencję. Wszystkie nasze koewolucyjne bakterie wytwarzają substancje antybiotyczne, które zabijają inne, mniej przyjazne drobnoustroje. Na przykład Streptococcus, który normalnie zasiedla nasze gardła, produkuje duże ilości substancji przeciwbakteryjnych, szczególnie aktywnych przeciwko bakteriom Streptococcus pyogenes, które powodują anginę.

Regularna ekspozycja na drobnoustroje chorobotwórcze w miarę, jak dorastamy i się rozwijamy, uczy nasze ciała i nasze symbiotyczne bakterie, w jaki sposób najskuteczniej reagować na mikrobowych najeźdźców. Powoduje to znacznie lepszy stan zdrowia w późniejszym wieku. Badania wciąż to potwierdzają – dzieci, które są „chronione” przed bakteriami, przez utrzymywanie ich w wyjątkowo czystym i sterylnym środowisku (choćby poprzez mydła i chusteczki antybakteryjne), ostatecznie wcale nie są zdrowsze, ale znacznie bardziej wątłe niż dzieci, które nie są tak chronione. Stała ekspozycja na świat pełen bakterii, świat, z którego wyłoniliśmy się jako gatunek, w rzeczywistości stymuluje dobre zdrowie i odporność każdego z nas, w czasie dorastania. Musimy wejść w realny kontakt z mikroorganizmami tej planety, żeby pozostać kimś zdrowym i witalnym.

Prawda jest taka, że ​​żyjemy w pradawnej, zdrowej symbiozie z bakteryjnymi, wirusowymi i mikrofaunalnymi kolonistami. Nasze ciała podobne są do żyznej ziemskiej gleby, pokrytej wewnątrz i na zewnątrz różnorodną mikrofauną, zapewniającą współzależny kompleks usług wsparcia. Kiedy chorujemy, nasz symbiotyczny związek ze zdrowymi bakteriami, „dobrą” mikrofauną – nasza ekologia ciała zostaje zakłócona. Czynnikiem, który zakłóca ekosystem ciała jest choroba jako pewna dysharmonia, a nie patogenne bakterie, które korzystając z sytuacji zajmują wolne miejsca w ciele. Antybiotyki w istocie nie leczą chorób – po prostu zabijają bakterie oportunistyczne. Bez zdolności organizmu do przywrócenia zdrowej ekologii, ludzie i tak umierają. Bardziej niż jakakolwiek inna choroba, AIDS nauczyło nas ograniczeń antybiotyków i bakteryjnego modelu choroby. Niezależnie od ilości zastosowanych antybiotyków, kiedy ciała chorych na AIDS nie mogą już odtworzyć swojej naturalnej, wewnętrznej ekologii, umierają. Jak mówi Marc Lappé – „Ostatecznie to ciało samo w sobie kontroluje infekcje, a nie chemikalia. Bez zasadniczej, własnej odporności, leki są bez znaczenia”. (37) Jak na ironię, z czego zdaje sobie sprawę wielu historyków i publicystów zdrowia publicznego, znaczny spadek śmiertelności i chorób ludzi (o których mówi się, że zostały wywołane przez antybiotyki) zależy dużo bardziej do poprawy higieny publicznej.

Ponieważ wraz z patogennymi bakteriami, antybiotyki trzebią również naszą mikrofaunę symbiotyczną, powodują przez to znaczące zmiany w ekologii człowieka, który ich używa. Pojawienie się wielu nowych dla ludzkości schorzeń i dysfunkcji, takich jak pewne niedobory składników odżywczych, przerost Candidy, niektóre przewlekłe infekcje, alergie czy chroniczny spadek odporności, są obecnie bezpośrednio związane ze zniekształconą formą wewnętrznego krajobrazu, co jest m.in. efektem nadużywania antybiotyków. Marc Lappé komentuje: Linkomycyna eliminuje praktycznie wszystkie bakterie, które potrzebują tlenu, podczas gdy neomycyna i kanamycyna zmniejszają liczbę bakterii tlenowych i Gram-dodatnich beztlenowych, co prowadzi do przerostu Candida albicans oraz Staphylococcus aureus. Polimyksyna może zredukować rodzime E. coli aż do punktu wyginięcia, pozostawiając teren otwarty dla gronkowców i paciorkowców. Erytromycyna ma podobny, niekorzystny wpływ na paciorkowce, podczas gdy bacytracin i damycin wydają się sprzyjać wzrostowi Clostridium difficile. (38)

Oczywiście nie tylko ludzie mają koewolucyjnych partnerów w postaci bakterii, ale wszystkie rośliny, owady i zwierzęta. Kiedy te inne formy życia spotykają się z antybiotykami, ich wewnętrzne i zewnętrzne ekosystemy również zostają zaburzone. Gdyby bakterie nie nauczyły się rozwijać oporności, całe życie na Ziemi (w tym również ludzie) dawno by już wyginęło. Kiedy więc próbujemy zabić wszystkie organizmy chorobotwórcze na tej planecie, ostatecznie zabijamy samych siebie.

Tak czy owak sytuacja jest bardzo skomplikowana, a istniejące rozwiązania wcale nie wydają się łatwe. Jak powiedział David Livermore – „Wiele sukcesów współczesnej medycyny stałoby się niemożliwe, gdybyśmy utracili zdolność leczenia zakażeń”. (39) Rutynowe operacje nie byłyby już rutynowe, ale prawie niemożliwe do bezpiecznego wykonywania. Choroby zakaźne stałyby się regularnymi epidemiami, rozprzestrzeniającymi się wśród całych społeczności. Stosowanie kwarantanny, teraz bardzo rzadkiej, stałoby się powszechne. Śmiertelność wśród starych i bardzo młodych osób wzrosłaby ogromnie. Widok świata, powszechnie akceptowany przez większość ludzi w krajach zachodnich, zacząłby się rozpadać. Byłby to, praktycznie rzecz biorąc, powrót do roku 1928.

W pierwszym wydaniu tej książki, zarówno ja, jak i wielu innych badaczy, wzywało ludzi do rezygnacji z używania antybiotyków, chyba że istniałoby poważne zagrożenie śmiercią lub niepełnosprawnością w przypadku nie zażycia leku. Po upływie dekady jest jasne, że antybiotyki wcale nie są stosowane w mniejszym stopniu i faktycznie są wykorzystywane znacznie częściej niż piętnaście lat temu. Gatunek ludzki, jako pewna społeczność, nigdy nie był znany z robienia rozsądnych rzeczy, zanim nie było za późno. Prawdopodobnie przestaniemy używać antybiotyków dopiero wtedy, gdy całkowicie przestaną działać. Ale nawet wówczas większość ludzi w zachodnim świecie będzie próbowała się trzymać tego fatalnie wadliwego podejścia do chorób bakteryjnych.

Jednak dla tych, którzy jasno rozumieją, co oznacza słowo „gwałtowny”, i którzy chcą autentycznie wzmocnić siebie oraz swoje rodziny, przygotowując się na czas, który bardzo szybko się zbliża, istnieją dobre rozwiązania. Każdy naprawdę może zarządzać własnym zdrowiem. Każdy naprawdę może być gotowy. Każdy może się nauczyć stosowania leków ziołowych, żeby wyleczyć się z różnych chorób i infekcji. I każdy może się dowiedzieć, co zrobić, jeśli pewnego dnia się okaże, że musi sobie poradzić z opornym zakażeniem – siebie lub kogoś bliskiego.

2.
MIKROORGANIZMY OPORNE, CHOROBY JAKIE POWODUJĄ I JAK JE LECZYĆ

Istotne problemy, przed którymi dziś stoimy, nie mogą zostać rozwiązane na takim samym poziomie myślenia, na jakim byliśmy, kiedy je stworzyliśmy.
– Albert Einstein

Wśród patogenów Gram-dodatnich są te oporne na metycylinę – Staphylococcus aureus oraz S. epidermidis; na wankomycynę – Enterococcus faecium i E. faecialis oraz szybko rosnące mycobacterie. Jednak w ciągu ostatnich pięciu lat zatwierdzono nie więcej niż cztery nowe substancje, które wykazują jakąkolwiek kliniczną aktywność w stosunku do tych bakterii. Co gorsze, w przypadku opornych na wiele leków bakterii Gram-ujemnych, mamy jeszcze większe niezaspokojone potrzeby medyczne – przez ponad dekadę zaaprobowano zaledwie jeden nowy środek farmaceutyczny.
– Steven Projan – Oporność bakterii na środki przeciwdrobnoustrojowe

Wiele osób uważa, że antybiotyki będą istnieć zawsze, a jeśli te, które mamy obecnie, przestaną działać, zostaną odkryte jakieś nowe, działające równie skutecznie jak poprzednie – więc nie ma potrzeby, żeby się martwić. Niestety, prawda jest zupełnie inna. W procesach badawczych nie ma praktycznie żadnych nowych antybiotyków i jest mało prawdopodobne, że jakieś się pojawią. Firmy farmaceutyczne niemal całkowicie zrezygnowały z poszukiwań. Jest wiele powodów tej sytuacji, z których głównym wydaje się problem finansowy.

Pomimo naszych przekonań i wiary w medycynę akademicką, lekarze potrafią leczyć względnie niewiele ze schorzeń, które nas trapią. Na wysoki cholesterol – przepisują leki antycholesterolowe, na zapalenia stawów – przeciwzapalne, itp. Leki te działają tylko objawowo, sztucznie zmieniając pewne parametry ciała, ale nie wpływają na przyczyny. W konsekwencji przeróżne farmaceutyki przyjmowane są często przez dziesięciolecia i choć dla nas przynoszą niewiele pożytku, są niekończącym się źródłem pieniędzy dla firm, które je wyprodukowały. (Zysk z 12 najlepszych firm farmaceutycznych na świecie w 2009 roku wyniósł na czysto 100 miliardów dolarów).

Z drugiej strony antybiotyki okazały się „za bardzo” skuteczne (rzecz jasna pozornie). Lekarze przywykli do tego, że w krótkim czasie choroba zostaje usunięta, a pacjent wyleczony. Cóż, padli ofiarą własnego sukcesu. Brad Spellberg, autor Rising Plague, zauważa – „Od wielu lat czołowi członkowie Towarzystwa ds. Chorób Zakaźnych Ameryki (IDSA) zdawali sobie sprawę, że antybiotyki nie są już badane i udoskonalane przez firmy farmaceutyczne. Rzeczywiście wiele tego typu korporacji całkowicie zlikwidowało swoje programy badawczo-rozwojowe w celu odkrycia nowych antybiotyków”. (1) Stuart Levy – czołowy badacz oporności bakterii w Stanach Zjednoczonych, komentuje to w ten sposób – „…problemem jest to, że przemysł farmaceutyczny dawno temu opuścił przestrzeń badawczą i dlatego nowe antybiotyki już się nie pojawią.” (2) Dalej stwierdza rzeczowo, że bardziej opłacalne dla firm farmaceutycznych jest opracowywanie nowych leków na przewlekłe choroby, niż szukanie nowych antybiotyków.

Pieniądze nie tkwią w wyleczeniu. Pieniądze tkwią w lekarstwie.
komik Chris Rock

Badania przeprowadzone przez zespół Spellberg’a wykazały, że w latach 1983-2008 inwestycje w badania i rozwój antybiotyków w Stanach Zjednoczonych spadły o 75%. Jego zespół ujawnił tylko siedem nowych antybiotyków gotowych do wprowadzenia i bardzo oczekiwanych na rynku w 2012 r.- jednak, co istotne, wszystkie one były tylko nieznacznie zmienionymi wersjami istniejących już wcześniej leków. Podobnie firmy biotechnologiczne, nie robią aktualnie nic konstruktywnego w kwestii antybiotyków. W 2004 roku wszystkie połączone firmy biotechnologiczne w USA jako efekt swojej pracy, pokazały światu tylko jeden nowy lek z tej kategorii. Co gorsze, każdy z oczekiwanych w 2012 roku antybiotyków był przeznaczony tylko do zwalczania bakterii Gram-dodatnich. Nie ma żadnego (powtarzam żadnego), na żadnym etapie rozwoju, który mógłby leczyć infekcje bakteriami Gram-ujemnymi, które są najszybciej rosnącą kategorię opornych patogenów. A co po 2012 roku? No właśnie. Nie ma żadnych nowych antybiotyków na żadnym etapie rozwoju i żadnych planów na ich produkcję w przyszłości. To na pewno zszokuje większość ludzi. Ale takie są fakty – po prostu tkwimy w nieświadomości i nie dopuszczamy do siebie myśli, że firmy farmaceutyczne spoczęły na laurach – lub, że nie zależy im na ludziach. Cóż, obudzę was – to jest biznes, niewielu myśli o szczerym pomaganiu i wyższych ideach.

Oporność – krzywa wykładniczego wzrostu

Jest pewna bardzo stara historia – opowiada o chciwości i trochę o matematyce. To historia króla i człowieka, który uratował mu życie. Władca był bardzo wdzięczny za uzdrowienie z nieuleczalnej choroby i powiedział człowiekowi, że da mu wszystko czego tylko zapragnie. Na to mężczyzna odrzekł, że jedyną rzeczą, jaką teraz by chciał, jest miseczka ryżu. Następnie zapytał króla, czy gra w szachy, a ten odpowiedział, że owszem. Mężczyzna powiedział, że chciałby użyć szachownicy, żeby określić ilość ryżu, którą zostanie nagrodzony. Chciał, żeby król położył jedno ziarno ryżu na pierwszym polu, potem dwa na drugim, cztery na trzecim i tak dalej. Król powiedział, że to dobry pomysł, i poprosił ministrów, żeby to wyliczyli. Po pewnym czasie urzędnicy wrócili i niepewnie przekazali królowi, że nie mogą wykonać jego rozkazu. Władca bardzo się zdenerwował i zapytał dlaczego. Odpowiedzieli, że to wszystko przez specjalną technikę liczenia – na ostatnim polu szachownicy powinno się bowiem znaleźć więcej ryżu, niż istnieje w całym królestwie. (Nie jestem pewien, ale wydaje mi się, że pomimo obietnicy, król ściął głowę mężczyźnie, który go uzdrowił – cóż, nikt nie lubi za bardzo inteligentnych dupków). Ta historia to dobra ilustracja w naszym temacie.

Oporność bakterii rośnie wykładniczo, podobnie jak ilość ziarenek ryżu na szachownicy. W praktyce oznacza to, że przez jakiś czas rzeczywiście mogło się wydawać, że wszystko jest w porządku (powiedzmy między 1945 a 2010 rokiem), ponieważ jak widać, musi upłynąć trochę czasu, zanim pojawią się wielkie liczby. Ale obecnie – cóż, witaj na terytorium WIELKICH LICZB.

MRSA, kiedyś ograniczona do osób bardzo młodych, starych i z upośledzoną odpornością, obecnie jest wyjątkowo zjadliwa i zaraża najzdrowszych członków populacji – młodych i silnych ludzi. Jak komentuje Spellberg – „Wysoce nagłaśniane erupcje infekcji MRSA nie mogą przesłaniać ogromnej liczby pojedynczych przypadków choroby, pojawiających się każdego dnia w Stanach Zjednoczonych i na całym świecie. Ogólnie rzecz biorąc, zdrowe dzieci, nastolatki i bardzo młode osoby są szczególnie mocno dotykane przez zakażenia MRSA, a takie przypadki jeszcze do niedawna nie były w ogóle znane”. (3) Młodzi, całkowicie zdrowi ludzie, zaczynają chorować, docierają do izb przyjęć i okazuje się, że mają poważne infekcje MRSA. Nieraz po zwykłym skaleczeniu, ich ręce zaczynają puchnąć w wyniku zapalenia tkanki łącznej, lub zakażenie przybiera postać układową i infekuje krew (bakteriemia), serce (zapalenie wsierdzia), rdzeń kręgowy (zapalenie rdzenia) lub kości (zapalenie szpiku kostnego). W 2007 roku Stan Virginia zamknął 21 szkół średnich, żeby powstrzymać infekcję MRSA, która zabiła jednego ucznia i spowodowała poważne powikłania u kilku innych. Niestety sytuacja nie idzie w dobrym kierunku. Do pięciu lat infekcja MRSA będzie całkowicie nieuleczalna za pomocą jakichkolwiek antybiotyków.

Obecnie 30% wszystkich zakażeń dróg moczowych wywołanych bakterią E. coli jest opornych na leczenie, w porównaniu z 5% jeszcze dziesięć lat temu. W ciągu ostatniej dekady oporność wzrosła 50-krotnie! Jednym z bardziej niepokojących mechanizmów oporności u E. coli jest tak zwana oporność beta-laktamaz o rozszerzonym spektrum działania, czyli ESBL. Bakterie ESBL są wysoce zjadliwe i silnie oporne na antybiotyki zwane beta-laktamami – jedne z najsilniejszych antybiotyków, nadal przydatne do usuwania bakterii Gram-ujemnych. Beta-laktamaza jest enzymem, który wytwarzają niektóre bakterie i wykorzystują do dezaktywacji antybiotyków. Wszystkie bakterie z rodziny Gram-ujemnych już zaczęły zdobywać tę informację o oporności genetycznej. E. coli i Klebsiella są jej dwiema prekursorkami. Oporność ESBL u bakterii E. coli w 1990 roku wynosiła jedynie 3,6%, w 1993 roku już 14,4%, w 1995 roku – 25% w Europie, a we Francji 40%. Jedynym antybiotykiem, który do niedawna leczył oporne ESBL szczepy Klebsiella, był karbapenem i znacznie starszy antybiotyk, polimyksyna – która ogólnie jest tylko częściowo skuteczna i często powoduje poważne uszkodzenie nerek.

W pełni oporne szczepy bakterii Klebsiella stały się od 2011 roku powszechne (podobnie jak MRSA) i zostały nazywane akronimem CRKP. To skrót od odpornego na karbapenemy Klebsiella pneumoniae. To wysoce śmiertelne zakażenie – średnio 40% zainfekowanych osób umiera. „Mamy do czynienia z bardzo groźnymi infekcjami i do tego skomplikowanymi w leczeniu z uwagi na fakt, że możliwości pokonania mikrobów są wyjątkowo niewielkie i ograniczone…” – powiedział dr Ajun Srinivasan z Centers for Disease Control w Atlancie w stanie Georgia. Pierwsze pojedyncze raporty na temat CRKP miały miejsce w 1999 roku w New Jersey. Jak mówi dalej Srinivasan – „… od 2010 roku otrzymujemy doniesienia o tym mikroorganizmie już w całym kraju”. (4)

W marcu 2010 roku w Południowej Kalifornii eksplodowała poważna epidemia CRKP (kolejna miała miejsce w marcu 2011 roku w Los Angeles w czasie, gdy zajmowałem się pisaniem tej książki). Brad Spellberg, przemawiający z ramienia Instytutu Biomedycznego w Los Angeles w pobliżu Torrance w Kalifornii, skomentował to w ten sposób – „W ciągu nadchodzącej dekady nie będzie niczego, co stanie się dostępne, żeby móc leczyć te drobnoustroje. Nie ma obecnie skutecznego środka na bakterie CRKP i może nie być żadnego w przyszłości”. (5)

Neil Fishman, prezes Society for Healthcare Epidemiology of America, był jeszcze bardziej dosadny w swojej wypowiedzi – „Straciliśmy nasz lek ostatniej szansy i nie ma innego” (6). Bardzo oporne Pseudomonas i Acinetobacter są podobnie niebezpieczne. Pseudomonas także zaczął rozwijać oporność na antybiotyki karbapenemowe – obecnie te bakterie są skutecznie leczone jedynie przez polimyksynę. Acinetobacter, E. coli i Klebsiella również współuczestniczyły w dzieleniu się nowym plazmidem, NDM-1, który nadaje oporność szerokiemu zakresowi antybiotyków, w tym karbapenemowi. „Pod wieloma względami to byłoby na tyle…” – mówi Timothy Walsh, mikrobiolog i specjalista od opornych bakterii na Uniwersytecie Cardiff w Wielkiej Brytanii. „W obiegu nie ma już antybiotyków, które wykazują aktywność przeciwko Enterobacteriaceae produkującym NDM-1. Mamy ponure widoki na nadchodzące lata.” (7)

Enterokoki – kiedyś bardzo łatwe do leczenia, już takie nie są. George Eliopoulos z Wydziału Chorób Zakaźnych w Beth Israel Deaconess Medical Center w Bostonie, Massachusetts, zauważa: Kiedyś nie doceniane enterokoki, a teraz oporne na wiele środków przeciwdrobnoustrojowych, stają się coraz bardziej powszechne w środowisku szpitalnym. Ponad połowa badanych izolatów enterokokowych była oporna na tetracyklinę, lewofloksacynę i chinuprystynę-dalfoprystynę, 28% było opornych na ampicylinę i około 20% było niewrażliwych na wankomycynę. Z oddziałów intensywnej terapii w Stanach Zjednoczonych dochodzą informacje o jeszcze wyższych wskaźnikach oporności na wankomycynę. Geny oporności na wankomycynę pochodzące z enterokoków znaleziono obecnie w kilku izolatach klinicznych S. aureus. Potwierdza to obawy wyrażone ponad dekadę temu, że VRE może służyć jako rezerwuar genów, które mogą nadawać gronkowcom odporność na glikopeptydy – główne antybiotyki używane do leczenia zakażeń wywołanych przez szczepy oporne na metycylinę [MRSA]. (8)

Nie opracowano żadnych nowych antybiotyków do leczenia powyższych opornych szczepów. „Najnowsza” tygecyklina weszła na rynek w 2005 roku. Jest aktywna przeciwko opornym formom Acinetobacter, ale nie przeciwko opornym Pseudomonas. Do leczenia Acinetobacter pozostała zatem tylko tygecyklina i ten raczej niebezpieczny starszy antybiotyk – polimyksyna, choć sama polimyksyna również zaczęła napotykać oporne formy bakterii (tak samo jak tygecyklina). Jak pisze Spellberg – „Gdybyśmy nie mieli tygecykliny, infekcje te byłyby zasadniczo nieuleczalne”. Jednak, jak kontynuuje – „…oporność na tygecyklinę zdecydowanie wzrosła w ciągu dwóch lat z powodu nadmiernej dostępności i korzystania z tego leku. Rzeczywiście, podczas ostatniej wizyty w szpitalu na Wschodnim Wybrzeżu powiedziano mi, że prawie cały szpitalny Acinetobacter jest już w pełni odporny na tygecyklinę”. (9)

Osoby, które obecnie odwiedzają szpitale, nawet w celu przejścia lekkich i mało inwazyjnych terapii, są narażone na poważne ryzyko infekcji nieuleczalnymi drobnoustrojami. Ponad 70% wszystkich patogennych bakterii w szpitalach jest co najmniej minimalnie lekoopornych. Te omawiane tutaj są znacznie bardziej oporne na większość stosowanych środków przeciwdrobnoustrojowych. Jedna z pielęgniarek z dziecięcego oddziału onkologii, Sue Fischer mówi – „Wiele dzieci przychodzi do nas na krótkie leczenie, a po kilkunastu godzinach narzeka na ból w boku i następnego dnia już ich nie ma. Otwieramy je i okazuje się, że całe ich ciało zostało zajęte opornymi bakteriami, które zaatakowały prawie każdy organ. Nic nie było w stanie tego powstrzymać i wszystko działo się bardzo szybko”. (10)

Oporne mikroorganizmy – szczegóły

Pierwsze wydanie tej książki dotyczyło dwunastu opornych patogenów, których najbardziej obawiali się naukowcy i lekarze. Na nowej liście znajduje się dwudziestu jeden głównych najeźdźców – nie licząc dodatkowych podgatunków z każdego gatunku, które są obecnie odporne (czyli przynajmniej 40, bez uzupełniających wariantów) i kilku innych, które już czają się gdzieś na horyzoncie. Problem, jak ostrzegało wielu epidemiologów, rośnie wykładniczo i jego końca nie widać. Niektóre z tych organizmów, takie jak oporny na metycylinę Staphylococcus aureus (MRSA), już teraz powodują poważne problemy w szpitalach i społecznościach na całym świecie. Inne, takie jak Clostridium difficile, stają się coraz bardziej powszechne i niebezpieczne. A jeszcze inne, takie jak Stenotrophomonas maltophilia, dopiero zaczynają działać jako odporne patogeny.

Większość opornych drobnoustrojów to bakterie Gram-dodatnie lub Gram-ujemne, istnieje ponadto jeden patogen pasożytniczy protista – pasożyt malarii (protisty – jedno z pięciu wyróżnianych obecnie królestw organizmów żywych – przyp. red), jedna pleśń (Aspergillus) oraz jeden drożdżak (Candida), które stały się niebezpiecznie oporne. Pasożytniczym protistą jest Plasmodium falciparum, który wywołuje malarię… pleśnią Aspergillus spp. (A. fumigatus, A. flavus, A. terres)… drożdżami – Candida spp. (Candida albicans jest dominująca, ale większość gatunków jest już obecnie oporna). Bakterie Gram-dodatnie i Gram-ujemne są oznaczone jako takie ze względu na swoją specyficzną zdolność do barwienia się metodą Grama (jeden ze sposobów ich identyfikacji). Jednak o wiele ważniejsze są różnice w ich strukturze komórkowej.

Czym jest barwnik Grama?

Hans Gram (1853-1938) stwierdził, że dużo łatwiej widzi bakterie pod mikroskopem, gdy dodał do nich odrobinę barwnika – fioletu krystalicznego. Różne typy bakterii odmiennie absorbują ten barwnik, tym samym umożliwiając naukowcom łatwiejszą ich identyfikację.

Podobnie jak my posiadamy skórę, bakterie również mają otaczającą ich ciało zewnętrzną błonę, zwaną ścianą komórkową. Ich wnętrze to cytoplazma, następnie jest błona cytoplazmatyczna, która obejmuje cytoplazmę, a potem ściana komórkowa. Ściana komórkowa składa się głównie z polimeru zwanego peptydoglikanem. Bakterie Gram-ujemne mają drugą membranę, zwaną błoną zewnętrzną. Pomiędzy dwiema błonami bakterii Gram-ujemnych znajduje się przestrzeń periplazmatyczna. Bakterie Gram-dodatnie na skutek braku tej błony mają znacznie grubsze ściany komórkowe, żeby mogły je chronić przed światem zewnętrznym.

Ponieważ bakterie Gram-dodatnie mają tylko jedną ścianę komórkową, nawet mimo to, że jest ona grubsza, są na ogół łatwiejsze w leczeniu. U Gram-ujemnych – żeby to było skuteczne – muszą być penetrowane nie tylko jedna, ale dwie błony komórkowe. W istocie bakterie te mają dwie szanse na zidentyfikowanie i dezaktywację środka przeciwbakteryjnego. Nawet jeśli antybiotyk dostanie się do przestrzeni periplazmatycznej, to zwykle nie zabija bakterii, ponieważ wciąż musi się przebić przez tę drugą błonę.

Ponad 70% wszystkich bakterii chorobotwórczych w szpitalach jest co najmniej minimalnie lekooporna.

Bakterie Gram-ujemne dysponują serią wysoce synergicznych reakcji na antybiotyki, co w istocie odbywa się za pomocą trzech podstawowych mechanizmów (wszystkie niezwykle skoordynowane, żeby stawiać opór antybiotykom). Pierwsza to podwójna ściana komórkowa. Druga to specjalna grupa enzymów: beta-laktamaz, które są szczególnie skuteczne w dezaktywacji betalaktamu (najczęściej stosowanego przeciwko nim antybiotyku). Trzecia to różnorodne pompy wielolekowe. Te pompy wypływowe zasadniczo działają jak pompy ściekowe – wypompowują substancje antybiotyczne równie szybko, jak te wnikają do ich wnętrza, tak żeby bakterie nie poddały się ich działaniu.

Bakterie Gram-dodatnie polegają na swoich grubszych ścianach komórkowych i na bardzo, bardzo szybkich pompach wypływowych, ponieważ nie mają przestrzeni peryplazmatycznej, w której mogłyby trzymać antybiotyki „na dystans”, podczas gdy je rozpracowują. Niektóre bakterie Gram-dodatnie, takie jak gronkowce, włączają w swój obronny arsenał beta-laktamazy, o których „dowiedziały się” od organizmów Gram-ujemnych.

Lekooporne choroby i sposoby ich leczenia

Oto kilka ogólnych refleksji, które należy mieć na uwadze, gdy podejmiesz się leczenia opornego patogenu. Zawsze pamiętaj, że masz do czynienia z wirulentną, wysoce patogenną infekcją mikrobiologiczną – twoje działanie musi być zatem odważne, precyzyjne i nieprzerwane aż do momentu rozstrzygnięcia, w ten czy w inny sposób. Zgodnie z ogólną zasadą – postępuj zgodnie z tymi zaleceniami, gdy masz do czynienia z oporną infekcją.

PONIŻEJ TREŚĆ TABELKI ZE STR 45 W ORYGINALE

Choroba Lek ziołowy
Infekcja systemowaCryptolepis lub Alchornea lub Sida działają prawie zawsze. Uczep (Bidens) jest również bardzo skuteczny, ale będziesz potrzebował większych dawek.
Ciężka biegunka, czerwonkaBerberys będzie efektywny prawie w każdym przypadku.
Zakażenie dróg moczowychJagoda jałowca w połączeniu z uczepem działa prawie zawsze.
Zainfekowane skaleczenie lub rana chirurgicznaMiód działa zawsze.
Zapalenie opon mózgowychDodaj piperynę, urzet (Isatis) oraz Rdest japoński lub Stephanię do mieszanki ziołowej – są w tej sytuacji wyjątkowo korzystne.
Sepsa lub bakteriemiaZastosuj Echinacea angustifolia w dużych dawkach.

Uwaga: bakterie Gram-dodatnie są często bardzo podatne na inhibitory hialuronidazy. Jeżówka (Echinacea) jest bardzo skuteczna – jeśli twoje leczenie nie przejawia wyraźnych rezultatów, rozważ jej dodanie.

ROZPOZNAWANIE ENDOTOKSYN

Endotoksyny pochodzą na ogół z zewnętrznej ściany bakterii Gram-ujemnych i są uwalniane do organizmu, gdy bakterie te giną. W wielu chorobach, na przykład dżumie dymieniczej, to nie same bakterie zabijają chorych, ale właśnie uwalniane przez nie endotoksyny. Kiedy leczy się układowe zakażenie bakteriami Gram-ujemnymi, często ważne jest stosowanie wymiatacza toksyn i środka zabezpieczającego przed endotoksyną. Urzet, choć stosunkowo mało opisany w tej książce, będzie doskonały w takim przypadku. Należy to uwzględnić, jeśli uwolnienie endotoksyn może stanowić problem.

KORZYSTANIE Z SYNERGETYKÓW

Jeśli leczysz trudną infekcję – szczególnie jeśli jest to infekcja bakteriami Gram-ujemnymi – w celu poprawy leczenia, zastosuj jakiś synergetyk. Istnieją dwie główne formy synergii – pierwsza działa przeciwko pompom wypływowym w bakteriach, druga pomaga przenieść zioła przez błonę jelitową do krwi. Lukrecja jest najlepszym synergetykiem dla bakterii Gram-ujemnych. Piperyna zaś będzie silnie przenosić związki ziołowe przez błonę jelitową, znacznie zwiększając ich obecność we krwi. Więcej szczegółów znajdziecie się w Rozdziale 6.

WZROST NATURALNEJ ODPORNOŚCI

Zawsze dbaj o to, żeby zwiększać możliwości własnego układu odpornościowego przez stosowanie ziół immunologicznych lub kierunkowych preparatów wzmacniających bądź adaptogennych. Powinny być one stosowane codziennie. W wyniku obserwacji ziół wzmacniających odporność, które były również aktywne przeciwko konkretnym mikroorganizmom (takie „dwa w jednym”), poniżej podano przydatne przepisy. Niemniej jednak, w takich przypadkach nie bądź obsesyjny. Podobnie jak wtedy, gdy używasz innych ziół immunologicznych, które nie mają jakichś szczególnych właściwości przeciwbakteryjnych. Często działają one bardzo skutecznie tylko poprzez zwiększenie funkcji odpornościowych organizmu… i chwała im za to.

Uwaga na temat proponowanych przepisów – zalecenia, które uwzględniam w leczeniu różnych bakterii i rodzajów infekcji, są tylko moją propozycją. Nie utknijcie w przekonaniu, że którekolwiek z tych porad jest jedyną droga, którą należy podążać. Przeczytajcie książkę i różne monografie na temat ziół. Większe doświadczenie w tych sprawach zawsze jest możliwe i powinno być rozwijane. To są tylko przydatne wskazówki.

Ostrzeżenie o piperynie

Pod żadnym pozorem nie należy używać piperyny w przypadku ciężkich infekcji jelit, takich jak zakażenia bakterią E. coli O157: H7 lub cholerą. Piperyna zwiększa przepuszczalność jelita, co może umożliwić opornym mikroorganizmom łatwiejszy dostęp do całego organizmu. To może bardzo zaostrzyć przebieg choroby.

Ostatecznie, nie zapominajcie, że ludzka miłość i troska są istotną częścią każdego procesu leczenia – to są „lekarstwa”, które również powinniście dozować tym, których leczycie. Nie ma chyba nic ważniejszego, czego potrzebuje ktoś chory, niż wiedzieć, że jest wspierany i kochany w swoim wyzwaniu. Bardzo trudno jest żyć bez miłości, a prawie niemożliwe, żeby skutecznie się bez niej leczyć.

Jak korzystać z tej książki

Reszta tego rozdziału dotyczy poszczególnych opornych bakterii oraz tego, jakie zioła są skuteczne w ich leczeniu. Dodatkowo jest tu kilka sugestii dotyczących konkretnego postępowania. Są to najważniejsze informacje, o których musisz wiedzieć, żeby móc dbać o siebie i swoją rodzinę. Kolejne rozdziały odkrywają głębiej poszczególne zioła. Pokazują, na jakie inne mikroorganizmy są aktywne i w czym mogą być skuteczne. Jeszcze dalej znajdziecie informacje jak uprawiać, zbierać i przygotowywać poszczególne rośliny jako leki. Rozdział 7 zawiera szczegółowe informacje na temat ziół wzmacniających odporność, które można wykorzystać do utrzymania silnego układu immunologicznego – wiele z nich jest również bardzo skutecznych przeciwko opornym patogenom.