NARESZCIE ŻYJĘ! cz. II … i co dalej?

Wolni od lęku i paniki

Tytuł oryginalny: At Last a Life and Beyond. Anxiety and Panic Free

Copyright © 2016 Paul David

Copyright © 2023 Biały Wiatr sp z oo

Tłumaczenie: Aleksandra Kotlęga

Redakcja i korekta: Dariusz Wróblewski

Podziękowania

Chciałbym podziękować mojej mamie za jej pomoc przy wszystkich korektach, a także za to, że była przy mnie przez wszystkie lata mojego cierpienia i nie tylko. Dziękuję również wszystkim ludziom, którzy wyzdrowieli lub są na dobrej drodze do równowagi, a teraz poświęcają swój wolny czas, żeby doradzać i pomagać innym poprzez mojego bloga i stronę na Facebooku.

Chociaż doszedłem do wielu własnych wniosków w trakcie moich zmagań z lękami i po ich zakończeniu, inspirowałem się wieloma różnymi naukami i ludźmi, i chociaż jest ich zbyt wielu, aby ich tu wymienić, zawsze będę ich darzyć ogromnym szacunkiem i wdzięcznością.

Spis treści

Rozdział 1: Nie jesteś popsuty

Rozdział 2: Samodzielnie stanąć na nogi

Rozdział 3: Przesadne skupienie na sobie

Rozdział 4: Cykl niepokoju

Rozdział 5: Po co nam strach i niepokój?

Rozdział 6: Zmaganie z myślami

Rozdział 7: Wewnętrzny krytyk

Rozdział 8: Przepracowany mózg

Rozdział 9: Unikanie niepokoju

Rozdział 10: Opór jedynie wzmaga cierpienie

Rozdział 11: Dlaczego życie przynosi tyle cierpienia?

Rozdział 12: Nawrót objawów

Rozdział 13: Historie innych o powrocie do zdrowia

Rozdział 14: Pytania i odpowiedzi

Rozdział 15: Żyć bez stresu

Rozdział 16: Podsumowanie

Przedmowa

Jak pozbyć się lęków?

Wiele lat szukałem odpowiedzi na to pytanie. Pytałem terapeutów, czytałem liczne książki, przeszukiwałem Internet, pytałem na forach, a jednak nikt nie mógł mi udzielić tej nieuchwytnej odpowiedzi. Powodem, dla którego nikt nie mógł mi jej dać jest to, że taka odpowiedź nigdy nie istniała.

To, co odkryłem po latach poszukiwań, to fakt, że nie można pozbyć się lęku siłą, aktywnie coś robiąc. W rzeczywistości, jak wielu z was być może już się zorientowało, im bardziej staramy się wyjść ze stanu lękowego, tym jest gorzej. Wieść życie wolne od cierpienia możemy dopiero wtedy, kiedy założymy odwrotne podejście, które polega na nierobieniu niczego. Czytaj dalej, a gdy dotrzesz do końca tej książki, zrozumiesz dlaczego.

Większość z was, którzy to czytają, najprawdopodobniej miała okazję przeczytać moją pierwszą książkę pt. Nareszcie żyję! Została ona napisana po mojej własnej walce o znalezienie odpowiedzi na problem, który obecnie stał się numerem jeden na liście powodów, dla których ludzie udają się do lekarza. Jak na coś tak powszechnego, dostępna pomoc wciąż wydaje się ograniczona i istnieje wiele sprzecznych zaleceń, jak należy postępować. Ciężko mi, gdy widzę niektóre z udzielanych porad na temat schorzenia, które jest tak powszechnie niezrozumiałe, co sprawia, że powrót do zdrowia wydaje się niezwykle trudny i zagmatwany.

Napisałem tamtą książkę, ponieważ szczerze chciałem pomóc ludziom, którzy czują się tak, jakby utknęli na jakiejś karuzeli i kiedy wydaje się, że docierają donikąd. Osobiście znam ludzi, którzy spędzili 20 lat i więcej na różnego rodzaju terapiach… jak to w ogóle możliwe? Właśnie to postanowiłem zmienić, ponieważ ja również cierpiałem przez wiele lat, przechodząc od jednej metody do drugiej i zastanawiając się, czy cokolwiek będzie pomocne. W końcu miałem dość konwencjonalnej terapii, która przynosiła mi niewielką lub wręcz zerową ulgę i zacząłem szukać własnych odpowiedzi. Moim zdaniem branża samopomocy oferuje niezbyt nowatorskie rozwiązania, gdzie rozgrzebywanie przeszłości, łykanie tabletek czy kolejna nowa technika uważane są za odpowiedź na wszystkie bolączki.

W tej książce nie znajdziesz listy technik, zasad czy metod, bo ich nie potrzebujesz. Jestem pewien, że wypróbowałeś ich wystarczająco dużo i nadal nie przyniosło to prawie żadnego ukojenia. To właśnie dlatego uważam, że wiele tak zwanych kuracji nie jest skutecznych. Techniki, zasady i metody zwykle wymagają dodatkowego wysiłku, i są w większości oparte na tłumieniu myśli i uczuć, co jest całkowicie błędnym podejściem. Niepokój to sposób organizmu na powiedzenie ci, że już teraz przesadzasz z wysiłkiem, zarówno psychicznie, jak i fizycznie, więc ostatnią rzeczą, jakiej potrzebujesz, jest dokładanie kolejnej rzeczy do już przepracowanego umysłu i ciała.

Aby wyleczyć się z lęku, musimy zacząć odciążać się z pracy, a nie do niej dodawać. Musimy dać umysłowi mniej do zrobienia, a nie więcej. Jeśli zapytasz kogoś, kto wyzdrowiał, nigdy nie usłyszysz, jak mówi – „Cóż, mam swoje afirmacje, techniki i zasady, z których teraz korzystam i nic mi nie jest”. Nie… powiedzą raczej coś zupełnie przeciwnego, np. – „Nie robię już tego i nie robię już tamtego”. Prawda jest taka, że nie musisz NIC robić… to całe „robienie” i próby manipulowania twoim obecnym stanem tak naprawdę utrzymują cię w błędnym kole cierpienia.

Teraz całkowicie wyzdrowiałem i wiodę bardzo spełnione i spokojne życie. Jedyne, co się we mnie zmieniło to to, że już nie rozmyślam, nie stresuję się, nie martwię, nie unikam, nie spędzam całych dni na roztrząsaniu spraw w mojej głowie oraz nie poświęcam ogromnej ilości energii psychicznej na kontrolowanie lub tłumienie swoich myśli i uczuć. Nie znalazłem jakiegoś magicznego sposobu na pozbycie się cierpienia… po prostu przestałem robić wszystko, co je powodowało. Nie wyzdrowiejesz, poświęcając cały swój czas na zabawę w umysłowe gry, tłumienie lub próby opanowania jakiejś nowej techniki… wszystko to będzie miało odwrotny skutek.


Lęk tworzymy sami

Lęk potrzebuje twórcy, a ty masz moc tworzenia… to nic innego jak samodzielnie stworzone schorzenie utrzymywane przy życiu przez to, że jest niezrozumiane. Nie ma żadnej zewnętrznej siły, która by ci to robiła… nie ma tu żadnej rzeczy, którą trzeba pokonać. Nieświadomie robimy to samym sobie i jesteśmy odpowiedzialni za nasze własne cierpienie.

Być może zapytasz – „W takim razie po co pisać książkę, skoro nie ma nic do zrobienia?”. Żeby dojść do etapu nicnierobienia, musiałem się dokształcić, żeby zrozumieć, dlaczego poprzednie rzeczy, które robiłem, nie działały. Musiałem sprawdzić, dlaczego te wcześniejsze zachowania pogarszały mój problem i w jaki sposób tworzyłem więcej tej samej rzeczy, której próbowałem się pozbyć. Jak na ironię, chęć wyleczenia stała się przyczyną.

Tak więc nigdy nie chodziło o to, żeby nauczyć się coś robić… chodziło o to, żeby nauczyć się, czego nie robić. Zacząłem rozumieć, że wszystko, czego potrzebował mój umysł i ciało, to żebym przestał wchodzić im w drogę, bo dopiero wówczas najbardziej inteligentny system, jaki istnieje, mógł rozpocząć swój własny proces uzdrawiania. Ten sam system, który bez wysiłku uzdrowiłby mnie, gdybym złamał rękę lub skaleczył się w palec, był bardziej niż zdolny, żeby doprowadzić mnie do równowagi, zarówno pod względem fizycznym, jak i emocjonalnym.

Dzięki temu zrozumieniu, wypracowałem zupełnie nową postawę, przy której mogłem nadal odczuwać niepokój, mieć irracjonalne myśli, a jednocześnie być na nie całkowicie obojętny. Bez paliwa w postaci dodatkowego strachu, zmartwień i obsesji, otworzyłem drzwi do wyzdrowienia. Wcześniej latami starałem się kontrolować uczucia, tłumić je i ich unikać z powodu niechęci lub strachu przed nimi. Spędzałem całe godziny w głowie, ciągle się martwiąc, walcząc i analizując, próbując się naprawić, a potem zastanawiałem się dlaczego czułem się tak zmęczony psychicznie i oderwany od mojego otoczenia. W końcu zdałem sobie sprawę, że to ja sam byłem jedynym powodem, dla którego było mi coraz gorzej, a nie lepiej.


Dlaczego postanowiłem napisać nową książkę?

Cóż, pierwsza książka została napisana wiele lat temu z niewielkimi lub żadnymi oczekiwaniami i chociaż naprawdę myślałem, że mam coś do powiedzenia, nigdy nie spodziewałem się, że osiągnie taki sukces, jak osiągnęła. Zobaczyć recenzje na Amazonie i usłyszeć, jak wiele osób mówi, że ich lekarz lub terapeuta polecił im tę książkę, jest czymś bardzo niezwykłym. To również niezwykle satysfakcjonujące, że moje słowa były w stanie wpłynąć na tak wielu ludzi i im pomóc.

To właśnie z powodu tego sukcesu założyłem bloga, Twittera i stronę na Facebooku, i dzięki temu dowiedziałem się, że niektórzy ludzie wciąż zdają się nie rozumieć pewnych zagadnień lub naprawdę zmagają się z konkretnymi kwestiami, które być może nie były dostatecznie omówione za pierwszym razem. Chciałem więc zająć się tym wszystkim, ponieważ moim głównym celem jest to, żeby ludzie odzyskali swoje życie. W ciągu ostatnich dziewięciu lat nauczyłem się również o wiele więcej, ponieważ człowiek nigdy nie przestaje się uczyć i znajdować nowych sposobów wyjaśniania różnych rzeczy. Kiedy więc pomyślałem, że mam wystarczająco dużo informacji na kolejną książkę i nowe sposoby na przekazanie moich uwag, postanowiłem zacząć pisać.

W tej książce dowiesz się, dlaczego pozostajesz w błędnym kole niepokoju, jak działają umysł i ciało, jak nieświadomie tworzysz wiele swoich własnych lęków i dlaczego to, co robiłeś do tej pory, przynosiło efekt przeciwny do zamierzonego. Kiedy zdasz sobie z tego sprawę, to zaufaj mi, to jest początek końca twojego cierpienia.

Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że wszyscy rodzimy się ze zdrowym ustawieniem domyślnym, od którego możemy się oddalić, ale którego nigdy nie stracimy i do którego możemy wrócić, gdy nauczymy się schodzić sobie z drogi i pozwolimy, żeby nastąpił proces regeneracji. Wszystkie myśli i emocje, które obecnie odczuwasz, to tylko powierzchowne objawy, a kiedy miną, zrozumiesz, że pod spodem jesteś dokładnie taki sam jak  byłeś wcześniej. To, co przeszedłeś, nie powoduje żadnych trwałych szkód fizycznych ani psychicznych i w żaden sposób nie narusza twojego naturalnego dobrostanu.

Ta książka została napisana wyłącznie przeze mnie, kogoś, kto był w kiepskim stanie… stanie, z którego myślałem, że nigdy nie zdołam wyjść. Sama lista moich objawów wypełniłaby całą książkę. Mogłem dotrwać do końca moich dni, nie żyjąc, ale po prostu wegetując. Ale nigdy nie byłem z tego zadowolony i zrobiłem wszystko, co mogłem, żeby znaleźć odpowiedzi nie tylko dla siebie, ale również aby przekazać je innym, żeby nie musieli cierpieć tak, jak ja cierpiałem. Naprawdę nie ma nic bardziej satysfakcjonującego niż kiedy ktoś przychodzi do ciebie i mówi, że NARESZCIE ŻYJE.

Maile z podziękowaniami, które otrzymuję niemal codziennie, oraz historie o pomyślnym pokonaniu lęków, które zostały mi przesłane, inspirują mnie do dalszego przekazywania tego, co wiem, i mam całkowite zaufanie do informacji, które oferuję. Proszę więc, żebyś nie tylko czytał to, co mówię, ale żebyś temu zaufał i wprowadził to w życie. Zawsze mówię ludziom, że mogę przekazywać informacje, ale nie mogę sprawić, żeby zaczęli nimi żyć. Prawdziwa zmiana musi wyjść od ciebie.

Może się okazać, że będziesz musiał wrócić do niektórych rozdziałów i przeczytać je ponownie. Ludzie często mówią, że kiedy zwiększa się ich wiedza i zrozumienie, to kiedy czytają książkę po raz drugi, widzą coś, co nagle naprawdę nabiera sensu i nowego znaczenia. To jest powód, dla którego czasami powtarzam to samo, ale wyjaśniam to w inny sposób. Kilka razy zdarzyło mi się, że wyjaśniłem coś jakiejś osobie nieco inaczej, a ona powiedziała – „Ach, tak, teraz to rozumiem”. Kiedy patrzy się na to z innej perspektywy, to co mówię może wywołać prawdziwy moment olśnienia. Mam nadzieję, że będziesz miał wiele takich chwil, czytając tę książkę. Nic – dosłownie: NIC – nie było nawet w przybliżeniu tak skuteczne, jak zrozumienie mojego schorzenia. Dopiero to pozwoliło mi pozbyć się większej części tego strachu i zbędnego wysiłku. Przeważająca część procesu zdrowienia polega bardziej na zrozumieniu niż na zrobieniu czegokolwiek, ponieważ kiedy naprawdę przekonujesz się o czymś na własnej skórze, wtedy zachowanie, które wcześniej powodowało cierpienie, automatycznie słabnie.

Wiele z tych treści będzie miało zastosowanie do twojej sytuacji, a niektóre mogą nie pasować. Ale to zupełnie w porządku. Próbowałem uwzględnić główne pytania, które są mi zadawane regularnie. Są też pewne wyjaśnienia, które, mam nadzieję, pomogą ludziom w ich codziennym życiu. Chciałem umożliwić ludziom wyjście poza etap powrotu do zdrowia, aby dać im narzędzia do rozpoznania szkód wywołanych zmartwieniem i stresem oraz [pokazać] jak mogą żyć bez tych rzeczy.

Ponieważ rozwinąłem temat lęku i wyjaśniłem, czym jest w mojej pierwszej książce, Nareszcie żyję!, nie czułem już potrzeby, żeby przerabiać to ponownie. Chciałem, żeby ta książka była pełna pomocnych rad i wskazówek na temat tego, co trzyma cię w pętli cierpienia.

Wiele osób, które przeczytały moją pierwszą książkę, teraz w pełni wyzdrowiało, ale inni, choć poczynili duże postępy, wciąż potrzebują trochę pomocy, żeby dojść do zaawansowanego etapu zrozumienia, który w końcu całkowicie ich uwolni. Mam nadzieję, że ta książka da ci wszystko, czego potrzebujesz, żeby pokonać tę ostatnią przeszkodę i znaleźć odpowiedź na wszelkie obawy, które nadal masz, abyś mógł wrócić do życia, które pragniesz.

Szczerze chcę wyciągnąć cię z błędnego koła niepokoju, abyś mógł wreszcie zacząć zostawiać to za sobą i ruszyć do przodu ze swoim życiem… życiem poza cierpieniem.

To właśnie dlatego tytułem tej książki jest:

Nareszcie żyję! I co dalej?

Rozdział 1

Nie jesteś popsuty

Dałem się nabrać na kłamstwo, w które wierzyłem potem przez lata – że jestem popsuty. Ponieważ wszystkie łatki, jakie przypięły mi książki, lekarze i doradcy zdawały się to potwierdzać, wkroczyłem na drogę prób naprawienia siebie, zażywania leków, sięgania pamięcią do przeszłości oraz testowania różnorodnych technik, które obiecywały, że „naprawią” to, co we mnie rzekomo zepsute. Wkręciłem się w to wszystko i zmarnowałem mnóstwo czasu, pieniędzy i wysiłku. Prawda jest taka, że nigdy nie byłem popsuty… owszem, zgubiłem swoją drogę i stworzyłem wiele niepotrzebnego cierpienia, ale nigdy nie byłem popsuty.

Nie zdawałem sobie sprawy, że tak naprawdę to ja kieruję własnym doświadczeniem. To ja tworzyłem swój niepokój i to ja sprawiałem, że tkwiłem w miejscu. Wcale nie trzeba było mnie naprawiać. Jedyne, czego potrzebowałem, to usłyszeć, że powinienem przestać robić rzeczy, które utrzymywały mnie w błędnym kole niepokoju, ale w wielu przypadkach mówiono mi coś zgoła przeciwnego. Radzono, jak tłumić lęk, jak nim zarządzać, jak się go pozbywać, i w końcu zdałem sobie sprawę, że chociaż niektórzy ludzie mieli dobre intencje, kierowali mnie w całkowicie niewłaściwym kierunku.

Po powrocie do równowagi zacząłem czytać o buddyzmie i innych praktykach, ponieważ zawsze interesowały mnie różne podejścia do tego, jak działa nasz umysł i ciało. Kiedy przestudiowałem te praktyki i zrozumiałem kryjące się za nimi przesłanie, odkryłem, że w zasadzie wszystkie mówią to samo, ale na różne sposoby. Co oznacza, że aby poczuć spokój umysłu i dobrostan, musimy zostawić siebie w spokoju. Nie możemy wymusić ani stworzyć pokoju czy dobrego samopoczucia, nie znajdziemy też szczęścia, szukając czegoś poza sobą. Podstawę naszej natury stanowią dobrostan, pokój i szczęście, i tylko my sami możemy to sobie odebrać.

Media zawsze wciskają nam wizję, że szczęście bierze się z rzeczy materialnych, z bycia w rozmiarze S, uwzględniania najnowszych trendów w modzie, posiadania najnowszego samochodu lub gadżetu. W związku z tym ludzie ciągle próbują znaleźć szczęście poza sobą, podczas gdy w rzeczywistości prawdziwe szczęście zawsze pochodzi z wewnątrz. To samo dotyczy osób cierpiących na lęki. Lekarstwo na lęk nie znajduje się na zewnątrz, ale w środku, a kiedy uporządkujemy swoje wnętrze, wszystko inne po prostu wskoczy na swoje miejsce. Nie musimy ciągle szukać rzeczy, które sprawią, że poczujemy się spokojni… my już je mamy. To właśnie walka o znalezienie pokoju oddala nas od niego.

Wróciłem myślami do momentu, w którym wyleczyłem się z lęku i zdałem sobie sprawę, że właśnie to był wniosek, do którego ostatecznie doszedłem i który zacząłem przekazywać innym. Powodem, dla którego poczułem się lepiej, był fakt, że po prostu przestałem robić wszystkie rzeczy, które odsuwały mnie od mojego naturalnego stanu. Całe to zamartwianie, obsesja, stres, rozmyślanie i skupianie się [na swoim lęku] było tym, co odciągało mnie od spokoju, który zawsze był obecny. Gdy to wszystko ustawało w miarę, jak coraz lepiej rozumiałem mój problem, wtedy powoli zacząłem wracać do mojego naturalnego stanu bycia i dawny ja zaczynał ponownie wyłaniać się na powierzchni.

Zauważcie, ciągle się powtarza, że musimy coś zrobić z tym, co czujemy – zwalczyć to, stłumić lub odwrócić od tego uwagę. Ale jedyny wniosek, do jakiego doszedłem wówczas kiedy dokuczały mi lęki, był taki, że wszystko, co mi pomagało, polegało na „nicnierobieniu”, a wszystko, co sprawiało, że czułem się gorzej – na „robieniu” czegoś. Im więcej wysiłku wkładałem w próby poprawy swojej sytuacji, tym gorzej się czułem, a im bardziej rezygnowałem z jakiegokolwiek wysiłku, tym bardziej się poprawiało. Powodem jest to, że nie można myśleć ani walczyć ze sobą o powrót do dobrego samopoczucia… to dzieje się naturalnie, kiedy w końcu poddajesz się temu, jak się czujesz i kończysz tę wewnętrzną walkę, którą toczysz z samym sobą.

Być może nieraz widziałeś w Internecie reklamę zatytułowaną „Jak pozbyć się stanów lękowych”. Cóż, życzę powodzenia. Próbowałem tego przez dziesięć lat i tylko się pogorszyło. Ktoś kiedyś napisał na mojej stronie na Facebooku – „Paul, walczę z tym od 22 lat i nie spocznę, dopóki tego nie pokonam”. Zapytałem tę osobę, czy kiedykolwiek rozważała, że skoro po 22 latach nic się nie zmieniło, to może to nie jest właściwa droga.

Chodzi o to, że kiedy zostawiamy siebie w spokoju, wracamy do naszego naturalnego ustawienia. To ustawienie jest tym, z czym wszyscy się rodzimy i nigdy nas nie opuszcza. Jak mówi tytuł, „nie jesteś popsuty”, więc nie musisz desperacko próbować siebie naprawić. Jeśli zostawisz siebie w spokoju, wtedy znajdziesz wszystko, czego szukasz i zdasz sobie sprawę, że bardzo wiele z twojego cierpienia pochodziło z ciągłych prób ucieczki od niego.

Bardzo podobało mi się to, co ktoś powiedział po przeczytaniu pewnej linijki z mojej pierwszej książki i opowiedział innym, jak to pomogło mu wyzdrowieć. Na początku powiedziałem: „Nie musisz szukać powrotu do zdrowia, raczej pozwól, żeby to ono przyszło do ciebie”. Ten pan napisał wtedy do innych – „Skoro Paul mówi, że powrót do zdrowia sam do mnie przyjdzie, to po co tracę czas, próbując go znaleźć?”. On naprawdę zrozumiał prawdziwe znaczenie, jakie kryje się za tymi słowami – mianowicie, że nie można odzyskać zdrowia poprzez ciągłe zamartwianie i wysiłki.

Ludzie zawsze chcą mieć coś, co mogliby ZROBIĆ. Chcą jakiejś techniki w kilku prostych krokach… metody na odzyskanie zdrowia. Zawsze słyszę – „Co mam zrobić?”. To jest naturalna reakcja umysłu. Umysł mówi – „Nie podoba mi się to co jest, więc znajdź jakiś sposób, żeby się tego pozbyć”… a więc reagujemy zmaganiami, walką lub próbą jakiejś nowej metody tłumienia. Ale znowu, nie tak działa proces zdrowienia. Gdyby tak było, jestem pewien, że już dawno natknęlibyście się na tę magiczną sztuczkę. W ten sposób nie możesz wyzdrowieć, ponieważ wówczas wszystko, co tłumisz pozostaje w twojej wewnętrznej przestrzeni i nigdy nie będziesz mógł się od tego uwolnić. Istnieje wiele form tłumienia – rozpraszanie, unikanie, walka – tłumieniem jest w zasadzie wszystko co robisz, próbując NIE czuć niewygodnej emocji.

Niektórzy ludzie zbijają fortunę na obietnicach pozbycia się stanów lękowych. Są wszędzie, a jednak odnoszą bardzo mały, jeśli w ogóle, sukces, ponieważ nie da się wyeliminować czegoś, co sami stworzyliśmy. Musimy tylko nauczyć się przestać tworzyć swój niepokój, żeby odciąć mu dopływ paliwa, a następnie przejść przez proces [samo]leczenia.

Stres, który jako pierwszy prowadzi do stanów lękowych, może wynikać z wielu przyczyn. Nikt się nie budzi i tak po prostu czuje się niespokojny, więc to my pierwotnie stworzyliśmy ten niepokój. Niepokój, który początkowo odczuwamy, jest po prostu sposobem naszego umysłu i ciała na poinformowanie, że się przepracowujemy – niczym wewnętrzny dzwonek alarmowy. To wysyła wiadomość, żebyśmy zwolnili, przestali się tyle stresować i martwić. Jednak jeśli wejdziesz na jakiekolwiek forum dotyczące stanów lękowych, zobaczysz wiele postów mówiących o rzeczach takich jak – „Naprawdę martwię się o to nowe uczucie… boję się tych wszystkich myśli, które mam… obawiam się, że nie czuję już żadnej miłości do mojego męża”. Jednak jedyne, co te budzące niepokój myśli robią, to stwarzają więcej lęków i nieprzyjemnych emocji.

Ponadto wysiłek umysłowy, jaki te osoby wkładają w próby nadania sensu temu, jak się czują, przy jednoczesnej próbie ucieczki, jedynie sprawia, że są wyczerpane psychicznie i fizycznie. Czy to zatem dziwne, że tak wielu ludzi tkwi w tym cyklu?

Twoje cierpienie istnieje z określonego powodu. Pokazuje ci, że coś jest nie tak, że to, co robisz, nie pomaga, i takie właśnie jest jego zadanie. Niedawno wyjaśniłem to osobie, która miała niekończący się mętlik w głowie przez swoje lękowe myśli i uczucia, i ciągle próbowała coś z nimi zrobić. Zapytałem ją, jakie to uczucie, a ona powiedziała, że to jest okropne i sprawia, że czuje się fatalnie. Powiedziałem – „Problem polega na tym, że przez swój strach i opór nieustannie toczysz wojnę z tym, co powstaje. To jest sposób twojego ciała na powiedzenie ci, żebyś przestała próbować się opierać, ponieważ te myśli i uczucia przyjdą niezależnie od tego. To, że próbujesz się im opierać i zaprzeczać, powoduje więcej wewnętrznego konfliktu i jest powodem, dla którego czujesz jeszcze więcej dyskomfortu. To dodatkowe cierpienie pokazuje, że to jest złe podejście”.

Podobnie było ze mną. Kiedy w pełni dopuszczałem do siebie swoje myśli i emocje, mojemu ciału to odpowiadało i dawało to do zrozumienia, stwarzając mniejszy dyskomfort. Kiedy próbowałem tym myślom zaprzeczać i tłumić, doświadczałem znacznie więcej wewnętrznego chaosu. To z kolei był sposób ciała na powiedzenie, że to nie jest właściwa droga.

Zatem każdy z nas nie tylko stworzył swój niepokój… jesteśmy powodem, dla którego on nadal się utrzymuje. To dlatego odpowiedź [na ten problem] pochodzi z wewnątrz, a nigdy z zewnątrz. To właśnie ty go tworzysz, więc jesteś jedyną osobą, która może przestać to robić… a uwierz mi, nic nie stwarza więcej lęków i niepokoju niż ciągła walka i opór.

Pomyśl o swoim mózgu jak o komputerze, bo tym właśnie jest. Ten komputer nie ma jednak instrukcji obsługi, więc nie zawsze wiesz, co próbuje ci przekazać. Ale twój komputer istnieje, żeby chronić cię w najlepszy możliwy sposób. Dlatego kiedy czujesz się niespokojny, on właśnie wykonuje swoją pracę i ostrzega cię, że przesadzasz z tym wszystkim i spędzasz zbyt wiele czasu, ulegając zmartwieniom i stresowi. Jeżeli nie posłuchasz tego ostrzeżenia i będziesz wciąż dodawać więcej stresu i zmartwienia do tej mieszanki, to zacznie mieć niekorzystny wpływ zarówno na twój umysł, jak i ciało, a ty zaczniesz czuć się psychicznie wyczerpany i doświadczać skutków chronicznych stanów lękowych. W takiej sytuacji ludzie zazwyczaj martwią się i stresują swoim niepokojem, i w ten oto sposób zaczynają pogrążać się w tym jeszcze bardziej. Niestety  to jest błędne koło, w które wpada wiele osób… koło, w którym sam tkwiłem przez wiele lat.

W samym środku mojego cierpienia spędzałem codziennie wiele godzin na roztrząsaniu moich tak zwanych problemów, a potem zastanawiałem się, dlaczego czuję się tak źle! A kto tworzył te okropne, negatywne uczucia? Ja i tylko ja! Nie było nikogo innego odpowiedzialnego za to, jak się czułem oprócz mnie! Ale na co zwalałem winę? „Biedny ja, spójrz no tylko jak się czuję, to nie fair”. I tak w kółko – godzinami tkwiłem w negatywnym, bezproduktywnym myśleniu, jeszcze bardziej obniżając swój nastrój i tworząc więcej stresu, jednocześnie nadal wierząc, że to coś poza mną tworzyło to, jak się czułem.

Twój mózg w końcu zaczyna przypominać przepracowany komputer, który nie ma wystarczająco dużo miejsca i pamięci, żeby poradzić sobie z całym zmartwieniem i stresem, którym go karmisz, a mimo to oczekujesz, że będzie działał doskonale. Wszystkie te zmartwienia, stres i przesadne rozmyślania mogą w wielu przypadkach skutkować nadwyrężonym zdrowiem psychicznym. Symptomy tego to brak snu, uczucie rozdrażnienia, brak energii do wykonywania rutynowych czynności, trudność w zapamiętaniu czegokolwiek, brak jasności umysłu i potrzeba izolowani [od innych]. Jeśli też tak masz, to czas wprowadzić pewne zmiany i dać biednemu mózgowi przerwę, której tak rozpaczliwie potrzebuje, żeby mógł odzyskać klarowność i zdrowie.

Nieraz wyjaśniałem to ludziom w przeszłości i niektórzy pojmują to w mig, ale inni po prostu wracają do zamartwiania, myśląc, że jeśli dalej będą się martwić i analizować wystarczająco mocno, to nieuchwytny sekret, który wyzwoli ich od cierpienia, magicznie się pojawi. Zaufaj mi… ostatnią rzeczą, jakiej potrzebuje teraz twój umysł, jest więcej zmartwień i nerwowych myśli. To jak każdego dnia dokładać kolejne odpady i zastanawiać się, dlaczego w śmietniku nie ma ich mniej.

To niewiarygodne, jak wiele energii marnują ludzie, próbując czegoś nie czuć, podczas gdy całą tę energię można by zaoszczędzić, pozwalając sobie po prostu myśleć i czuć to, co się pojawi. Ludzie zawsze pytają, jak mają przestać się z tym zmagać, ponieważ instynkt, żeby to robić, po prostu wydaje się naturalny. Mówię – „Nie staraj się aktywnie nie walczyć… kiedy nauczysz się być otwartym na wszystko, wtedy zmagania ustają”. To naprawdę nie jest trudne. Odpuszczenie przychodzi zwykle wtedy, kiedy kończą nam się techniki i strategie, i w końcu dociera do nas, jak wiele dodatkowego bólu sprawia nam ta walka i w jaki sposób utrzymuje nas w cyklu cierpienia.

Pewna kobieta na moim blogu stwierdziła kiedyś, że z trudem udaje jej się wyrzucić z głowy temat lęków. To było dla niej niemal niemożliwe, żeby pozbyć się tego nawyku i być w stanie myśleć i angażować się w inne sprawy. Odpowiedź innej kobiety podsumowała to, co próbuję powiedzieć.

Napisała:

Kiedy już całkowicie przestałam śledzić w Internecie wszystkie te tematy związane ze stanami lękowymi, przestałam czytać o tym książki, przestałam dyskutować o tym z innymi i w końcu zdecydowałam, że zamierzam cieszyć się życiem, z lękiem lub bez niego, wtedy potrzeba myślenia o tym temacie w końcu zaczęła zanikać, podobnie jak sam lęk. Jeśli spędzasz cały swój dzień, próbując nie odczuwać lęku, to i tak poświęcasz mu zdecydowanie za dużo uwagi.

O wiele lepiej jest przyznać, że – no, cóż – ma się stany lękowe i postanowić, że nie pozwoli im się przeszkadzać w naszym życiu. Nie staraj się ich nie czuć. Jeśli pozwolisz lękowi istnieć, wtedy nie masz nad czym obsesyjnie myśleć i czym się zamartwiać. Takie podejście doprowadzi do tego, że twój mózg skupi się na innych tematach i zaczniesz się czuć zaangażowana w inne rzeczy w swoim życiu i w otaczającym świecie. Wtedy pewnego dnia spojrzysz wstecz, a temat będzie odległym wspomnieniem.

Mam nadzieję, że to jakoś pomoże.


Czy widzisz teraz, że całe to poszukiwanie informacji, potrzeba naprawy i jej obsesja na punkcie tego tematu i tego, jak się czuła, tworzyły niekończącą się pętlę myślenia o sobie i swoich lękach? Ponownie, wyjściem nie było coś z tym „ZROBIĆ”, ale sprawdzić, co było przyczyną. Kobieta, która napisała tę odpowiedź, znalazła rozwiązanie dzięki temu, że przestała coś „robić”. Przestała każdego dnia wprowadzać temat lęku do swojej podświadomości, a następnie pozwoliła, żeby nawyk myślenia o sobie i tym temacie zanikł w naturalny sposób. Ponadto, pozwalając sobie w pełni na doświadczanie lęku, pozwalała mu się uwolnić i rozbrajać. I znowu, nie robiła nic poza byciem otwartą na jego doświadczanie i czucie fizycznych doznań.

Niepokój i lęki to nic innego jak uwięziona energia w ciele… energia, którą wcześniej wytworzyliśmy poprzez stres i zmartwienia. Kiedy niepokój wzrasta, jest to objaw tego, że nasze ciało próbuje uwolnić tę energię, ale ponieważ jest to nieprzyjemne uczucie, wielu z nas ucieka się do wszystkich możliwych rytuałów, technik i rozpraszaczy, próbując tego NIE czuć. Ze względu na to, że jest to instynktowna reakcja na niewygodne uczucia, większość wierzy, że tak właśnie należy postępować. Ale w jaki sposób twoje ciało może kiedykolwiek mieć szansę uwolnienia tej energii, którą wcześniej stworzyłeś, kiedy nie pozwalasz na jej obecność w sobie? Będę to często powtarzać, ponieważ to jest niezwykle ważne, żeby każdy to pojął. Kiedy sam naprawdę to zrozumiałem, wtedy wszystkie próby walki i tłumienia moich niespokojnych uczuć ustąpiły. Nie było sensu, żebym to robił. Tak naprawdę CHCIAŁEM doświadczyć tej niespokojnej energii, ponieważ pragnąłem się od niej uwolnić.

W istocie nic ci nie dolega poza tym, co sam tworzysz. Nie ma żadnej zewnętrznej siły, która by ci to robiła. W głębi duszy nic ci nie jest, i nigdy nie było. Kiedy to mówię, niektórzy potrafią przyjmować defensywną postawę i odpowiadają – „Ale co z tą sytuacją, kiedy ot tak, bez powodu poczułem niepokój?”. Ponownie, jest to spowodowane tym, co sami stworzyliśmy w przeszłości poprzez stres i zmartwienia… dużo niepokoju bądź negatywnej energii jest wówczas przechowywane w ciele. W ramach procesu, w którym twoje ciało próbuje ją uwolnić, możemy odczuwać lęki bez żadnego realnego powodu. Jednak jeśli chodzi o wszystkie pozostałe przypadki, jestem w stanie wyjaśnić takim osobom, w jaki sposób same to wytworzyły, oraz że ich umysł i ciało funkcjonują dokładnie tak, jak powinny.

Myśl jest tym, na co reaguje i odpowiada umysł i ciało. Jeśli martwisz się o jakąś sytuację lub co bardziej prawdopodobne, o to jak się czujesz, to tak, oczywiście, będziesz czuł niepokój. Ta zasada jest prawdziwa dla każdego. Możesz zareagować silniej niż osoba nieodczuwająca lęków, ponieważ twoje nerwy mogą być nieco bardziej zszargane, a w twoim wnętrzu nagromadziło się więcej niespokojnej energii, ale ta zasada dotyczy wszystkich. Dlatego to, żeby przestać tworzyć swój niepokój poprzez większy stres i zmartwienia jest tak samo ważne, jak uwolnienie tego, co stworzyliśmy wcześniej.

Wielu ludzi pytało mnie, co zrobiłem, żeby wyzdrowieć, a ja odpowiadałem, że nie zrobiłem nic poza tym, że osiągnąłem stan całkowitego poddania i braku oporu. Oznaczało to, że nie próbowałem już znaleźć tymczasowej ulgi za każdym razem, gdy nie czułem się tak, jak myślałem, że powinienem. Nie przeszukiwałem już Google’a, ani nie próbowałem znaleźć strony w książce, żeby dała mi ukojenie… nie podejmowałem też żadnych wysiłków, żeby rozwiązać cokolwiek za pomocą analizowania. Po prostu pozwoliłem umysłowi i ciału przejść przez każdy proces, przez jaki chciały przejść, poświęcając temu jak najmniej uwagi.

Jeśli zalewały mnie negatywne myśli, czułem się oderwany od otoczenia lub mój niepokój wzrastał, pozostawałem w tym właśnie miejscu, nie podejmując żadnego wysiłku, żeby spróbować z tego uciec. Wszystko, z czym miałem tu do czynienia, to przeszłe cierpienie… ono nie chciało ani nie potrzebowało, żebym się z nim zmagał. Jeżeli w jakimkolwiek momencie pomyślisz, że nie powinieneś się tak czuć, że powinieneś być spokojniejszy, szczęśliwszy czy mieć więcej jasności, pamiętaj – wracasz do cyklu walki, zmagania i tłumienia.

Czasami czułem się świetnie przez kilka dni, a potem miałem okropny dzień i pojawiała się pokusa, żeby uznać, że powinienem być taki, jaki byłem w zeszłym tygodniu, ale tuż przed rozpoczęciem tego zmagania przypominałem sobie, że wszystko jest w porządku. To była najlepsza rada, jakiej udzielałem sobie podczas całego powrotu do zdrowia.

„Bycie otwartym” nie jest techniką mającą na celu osiągnięcie czegokolwiek, ponieważ wtedy można ją przekształcić w kolejny sposób kontrolowania czy tłumienia uczuć. To jest bardziej postawa niż cokolwiek innego i taka, która nie wywodzi się już ze strachu, ponieważ tam, gdzie jest strach, zwykle jest opór.

Oczywiście, nie zawsze podobał mi się sposób, w jaki się czułem, a czasami było to bardzo trudne, ale już się tego nie bałem. Nauczyłem się wystarczająco dużo, żeby nie bać się swoich myśli i emocji, a wynikało to z tego, że w końcu pozwoliłem sobie ich doświadczać bez próby ochrony lub trzymania się od nich na dystans. Nauczyłem się również, że niezależnie od tego, w jakim stanie się znajdę, ten stan zawsze mija.

W rzadkich przypadkach łapałem się na tym, że próbuję ponownie kontrolować i manipulować swoim wewnętrznym samopoczuciem, ponieważ umysł jest maszyną do rozwiązywania problemów i jeśli nie podoba mu się jakiś stan, to zazwyczaj stara się od niego uciec lub go stłumić. Ale gdy tylko rozpoznawałem, co robię, wracałem do trybu całkowitego pełnego przyzwolenia.

Niepokojące myśli i uczucia powstają na skutek nadmiaru energii lęku przechowywanej w ciele. Ten nadmiar energii musí zostać uwolniony, żebyś mógł wyzwolić się od jej wpływu…  właśnie dlatego dopuszczanie jej do siebie jest takie skuteczne. To jest jak para z czajnika. Nie możesz kontrolować, zatrzymać lub stłumić wydobywającej się pary, ponieważ ona będzie próbowała znaleźć inne ujście. Jeśli to się nie uda, czajnik eksploduje, ponieważ para musi zostać uwolniona. Podobnego uwolnienia wymaga ta energia, która tworzy niespokojne myśli i uczucia. Próba unikania lub tłumienia jej w sobie utrzymuje cię w stanie niespokojnych myśli i uczuć, ponieważ ta energia narasta i pozostaje w twoim wnętrzu.

Na moim blogu widzę ludzi, którzy pomagają innym, a jest wielu takich, którzy osiągają dobre efekty i są w stanie radzić sobie ze wszystkim o wiele lepiej i dzielić się radami. Jest naprawdę wielu, którzy autentycznie zrozumieli mój przekaz. Widać to w tym, co piszą i jak bardzo są optymistyczni i pewni siebie w swoich słowach. Wiedza po prostu przez nich przepływa. Tak samo było ze mną. Miałem spostrzeżenie za spostrzeżeniem, a kiedy naprawdę „to załapałem”, wszystko zaczęło się układać. Zdałem sobie sprawę, że dałem się nabierać na jedną wielką sztuczkę. Każdy pojedynczy powód, dla którego utykałem w martwym punkcie, miał teraz kompletny sens. Już nie musiałem pracować nad każdym objawem po kolei – wszystko zniknęło w tym samym czasie.

To właśnie próby naprawienia siebie zawsze stanowiły problem… a one nigdy nie mogły być rozwiązaniem. Patrzę wstecz i myślę o całym wysiłku i energii, którą włożyłem w próbę wyzdrowienia, a powód, dla którego pozostawałem taki, jaki byłem, ma dla mnie całkowity sens. Nie mogę się za to winić, bo po prostu robiłem to, co wówczas uważałem za właściwe. Nie będę nikogo besztać za to, jak postępował do tej pory, ponieważ wszyscy robimy to, co uważamy za słuszne. Ale to było trochę tak, jakby bolała mnie głowa, a ja codziennie bym się po niej bił, a potem mówił – „Nie rozumiem tego. Biję się po głowie cały dzień i wciąż mnie boli! Może jak jutro uderzę mocniej, to ten ból zniknie!”. A jednak właśnie tak postępuje na co dzień większość ludzi. Chodzi o to, żeby to dostrzec, a kiedy już się to zobaczy, zdajemy sobie sprawę, że nie ma sensu dalej tego robić.

Kiedyś pomogłem pewnej kobiecie, która przyszła do mnie w fatalnym stanie… była na granicy łez i bardzo wzburzona. Wyjaśniła, że chyba przeszła jakieś załamanie nerwowe. Miała bardzo stresującą i wymagającą pracę, a jej niepokój sięgnął zenitu.

Próbowała wielu różnych metod, żeby wyzdrowieć, ponieważ musiała wrócić do pracy, potrzebowały jej dzieci i martwiła się jaki to ma wpływ na jej małżeństwo. Wyjaśniła również, co sprawiło, że po raz pierwszy poczuła się w ten sposób. W pracy tak bardzo się forsowała i tak bardzo pragnęła awansu, że brała na siebie wszystko, o co ją proszono. Próbowała też dotrzymać niemożliwych terminów i zabierała zlecenia do domu, prawie nie śpiąc w nocy, a wszystko to przy jednoczesnej próbie prowadzenia domu. Powiedziała – „Paul, czuję się bardzo niespokojna i wyczerpana psychicznie, i po prostu nie wiem, jak się z tego wydostać, ale muszę, bo tak wiele osób na mnie polega”. Odpowiedziałem – „Spójrz na cały ten wysiłek i stres, który włożyłaś w uzyskanie tego awansu, i który jest powodem, dla którego najpierw w ogóle zaczęłaś się stresować. Cóż, to jest dokładnie to samo zmartwienie i stres, które teraz wkładasz w próbę wyzdrowienia”. Kiedy usłyszała te słowa, w jej umyśle zapaliła się lampka i zrozumiała, co sama sobie robi. Powiedziała, że to było prawie tak, jakby patrzyła na siebie z góry i karciła się za to, co robi.

Nie mogła zrozumieć, dlaczego wcześniej nie było to oczywiste i powiedziała – „Teraz rozumiem! Najlepszym sposobem, żeby poczuć się lepiej to przestać próbować poczuć się lepiej, ponieważ to oddala mnie od tego. Starając się poczuć się lepiej, tak naprawdę stresuję się i wykańczam jeszcze bardziej, a kiedy to nie działa, stresuję się również i tym”. Odpowiedziałem – „Dokładnie tak… wywierając na siebie tak dużą presję, żeby poczuć się lepiej, tworzysz więcej tego, czego próbujesz się pozbyć”. Ta kobieta wróciła do pracy i bierze na siebie znacznie mniej godzin. Odkryła, jak ważne jest dbanie o siebie i zdaje sobie sprawę, że żaden awans nie jest warty jej zdrowia.

Ponownie, ta kobieta nie była zepsuta czy uszkodzona, po prostu oddaliła się od swojego naturalnego dobrostanu przez zbyt wiele zmartwień i stresu. Nikt inny poza nią samą nie był odpowiedzialny za powstanie jej stanu, nikt poza nią nie odpowiadał za jej nieustające cierpienie. W końcu zdała sobie sprawę, że objawy zaczną ustępować, jeśli przestanie się stresować i martwić objawami stresu i zmartwień… to jest cykl, który byłem w stanie pomóc jej przerwać. Ona nie potrzebowała leków, technik, ani miesięcy terapii, żeby wyzdrowieć… potrzebowała po prostu coś zobaczyć.

Nikt z was nie jest zepsuty… po prostu chwilowo zatraciliście się, robiąc to, co uważaliście za najlepsze. Pamiętam, jak inna kobieta powiedziała mi kiedyś – „Ależ Paul, coś we mnie musi być zepsute. Nawet kiedy pozwalam sobie na te uczucia, nie znajduję zbytniej ulgi”. Wtedy zagłębiłem się w jej historię i odkryłem, że nadal martwiła się i stresowała wszystkim, czym tylko się dało poza swoim niepokojem. Powiedziała nawet – „Czułam się trochę lepiej, więc pomyślałam, że to jest w porządku”.

Odpowiedziałem jej:

„Najważniejszą rzeczą oprócz tego, żeby pozwolić sobie czuć się tak, jak się czujemy, jest przestać powielać ten niepokój. Kiedy dopuszczamy do siebie te uczucia, wszystko pozostaje takie samo, po prostu znika cały ten wysiłek, nadmierne rozmyślanie, zmartwienia i stres, dlatego proces leczenia może się rozpocząć. Równie ważne jest jednak, aby dłużej tego nie wytwarzać. Nie możesz pozwalać [na te uczucia] i jednocześnie zachować mentalność, która wciąż każe ci się martwić i stresować – wtedy nic się nie zmieni. Musi nastąpić prawdziwa zmiana w twoim nastawieniu i spojrzeniu na życie. Ty również musisz sobie uświadomić przyczynę tych pierwotnych uczuć. Zapobieganie jest o wiele lepszym podejściem niż spędzanie życia w poszukiwaniu lekarstwa na to, co samemu wciąż od nowa się tworzy”.